Jarosław Kaczyński straszy, że podczas prezydenckiej kampanii "będzie zabawnie", bo na urzędującego szefa
MSZ Radosława Sikorskiego są "haki". I to ma być zabawne? To żenujące. Bo wyborczą walką na haki przechwala się nie jakiś łajdak z politycznego marginesu, ale jeden z najważniejszych polskich polityków ostatnich 20 lat, b. szef Kancelarii Prezydenta RP, b. premier RP, a dziś szef największej partii opozycyjnej. Polityk, który przed paru laty tak wiele i tak donośnie mówił o potrzebie odnowy moralnej polskich elit politycznych.
To, co dziś robi Kaczyński, to nie odnowa, to recydywa najgorszego stylu uprawiania polityki.
Kaczyński oczywiście swoim zwyczajem nie mówi nic konkretnego (przynajmniej we fragmencie opublikowanym w sobotę przez "Newsweek"). Czyli jest supozycja, sugestia, podejrzenie, że Sikorski ma śmierdzącego trupa w szafie. Ale dowodów nie widać.
Pospekulujmy więc, jakie haki ma Kaczyński na myśli. Ponieważ mówi, że chodzi o wydarzenia z wiosny 2007 r., haki muszą być zardzewiałe. I to solidnie. Kaczyński sugeruje, że haki związane są z powodami, dla których Sikorski odszedł z rządu
PiS.
1. Co o tej dymisji mówił wtedy prezydent
Lech Kaczyński?:- To są zarzuty, po pierwsze, związane z promowaniem i eksponowaniem osób, które zgoła na to nie zasługiwały, z drugiej strony - z proponowaniem różnych, zdumiewających wręcz decyzji, no i po trzecie - z pewną lekkomyślną wiarą w przekazywane informacje przez służby, które w Polsce nie cieszyły się najlepszą opinią".
Chodzi o
WSI, ich szefa gen. Marka Dukaczewskiego i konflikt Sikorskiego z Antonim Macierewiczem, który WSI likwidował. Sikorski jako szef
MON odwołał gen. Dukaczewskiego z funkcji szefa WSI i na polecenie prezydenta zwolnił go z wojska. Ale miał plany, jako go wykorzystać. Proponował, by generał został szefem największego w kraju Śląskiego Okręgu Wojskowego lub przedstawicielem Polski w NATO. Kaczyński był oburzony, że Sikorski w ogóle bierze pod uwagę Dukaczewskiego!
2. Sikorski miał też bardzo poważne zastrzeżenia do raportu z likwidacji WSI. Raportu, który był wspólnym ukochanym dzieckiem Macierewicza i braci Kaczyńskich. Sikorski zarzucał Macierewiczowi, że ujawnił w raporcie trwającą operację WSI w Afganistanie o kryptonimie ZEN. Sikorski twierdził wręcz, że Macierewiczowi w ten sposób naruszył m.in. prestiż Polski, bo akcja była prowadzona z sojusznikami z NATO. Twierdził, że ujawnienie w raporcie nazwisk osób współdziałających "w dobrej wierze z legalną służbą działającą w demokratycznym państwie" to "podłość".
3. Po raz drugi prezydent Kaczyński publicznie ganił Sikorskiego, gdy jesienią 2007 r. był kandydatem na szefa MSZ w gabinecie Tuska. Były zawoalowane sugestie, że Sikorski nie jest godny piastować funkcji szefa polskiej dyplomacji. Ale konkretów nie było żadnych. Znowu. - Zastrzeżenia prezydenta wobec kandydatury Sikorskiego nie mają charakteru kryminalnego czy szpiegowskiego - tłumaczył wtedy Michał Kamiński, prezydencki minister - mają raczej charakter oceny jego kompetencji. Prezydent jest częścią władzy wykonawczej i współdecyduje o polityce zagranicznej, stąd ma prawo oczekiwać, że kandydat na szefa MSZ będzie osobą, do której ma duże zaufanie.
Potem przy okazji kolejnej różnicy zdań prezydent mówił o kompetencjach szefa MSZ, że to "Mount Everest braku profesjonalizmu i infantylizmu".
4. A gdy latem 2008 r. doszło do konfliktu między prezydentem a rządem w sprawie negocjacji z Amerykanami w sprawie tarczy antyrakietowej, Lech Kaczyński miał wykrzyknąć do Sikorskiego: - Pan ma ego rozdęte do monstrualnych rozmiarów!
Wygląda więc na to, że prezydent Kaczyński po prostu od dawna Sikorskiego nie cierpi.
Ale żeby od razu jego brat bliźniak nazywał to hakiem?