http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wyższa Szkoła Dumy

prof. dr hab. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego
2010-02-05, ostatnia aktualizacja 2010-02-05 12:18

Finansowanie wszystkich ośrodków naukowych według tych samych reguł często sprowadza się do finansowania przez państwo mierności i bylejakości

Niedawny cykl publikacji w "Gazecie" pod wspólnym tytułem "Wyższa Szkoła Wstydu" stał się znaczącym głosem w debacie o stanie szkolnictwa wyższego. Z publikacji wyłonił się pesymistyczny obraz uczelni. Padały jednak i budujące przykłady dobrych praktyk oraz wysokiej jakości badań i dydaktyki.

Dostrzegam wspólny mianownik w tej debacie. Otóż w efekcie przedstawienia, nieraz w sposób wyostrzony, niepokojących zjawisk upowszechniło się poczucie konieczności zmian - do niedawna wcale nie tak oczywiste dla wszystkich.

Gotowość do zmian

Dostrzegam dziś niemal powszechną, także wśród studentów i samych uczonych, gotowość do reform. Wydają się podzielać ją także bardziej zachowawczy przedstawiciele środowiska akademickiego, którzy jeszcze dwa lata temu, gdy rozpoczynaliśmy debatę o szkolnictwie wyższym, twierdzili, że na jakiekolwiek zmiany jest zbyt wcześnie. Dziś zgadzamy się, że musimy wspólnym wysiłkiem przekuć ilościowy sukces szkolnictwa wyższego (mamy jeden z najwyższych odsetków studiujących w Europie i największą liczbę uczelni) w sukces jakościowy. Możemy nawet bardzo różnić się w pomysłach na osiągnięcie tego celu, ale zgoda co do diagnozy i gotowość do zmiany akademickiej rzeczywistości umożliwiła merytoryczne prace.

Zrobiliśmy już wspólny, istotny krok: rząd jesienią 2009 r. przyjął założenia reformy szkolnictwa wyższego - efekt niemal dwuletnich konsultacji społecznych i środowiskowych. Założenia są komplementarne z pakietem pięciu ustaw reformujących system nauki, nad którym pracuje Sejm. W przyszłości, także dzięki wypracowanym modelom i przepisom prawnym, nauka i szkolnictwo wyższe będą stanowić jeden integralny system, w którym uczelnie będą odpowiedzialne nie mniej za działalność naukową, jak i dydaktyczną.

Przygotowane założenia reformy szkolnictwa wyższego, a wkrótce nowelizacje ustaw, określiłabym jako początek długofalowej pokoleniowej strategii rozwoju. Równolegle trwają prace nad strategią rozwoju szkolnictwa wyższego w dłuższej perspektywie - roku 2020, a nawet 2030. Te prace obliczone są jednak na dłuższy czas, wymagają bowiem szerokiego spojrzenia i dalszych dyskusji. Najlepszym potwierdzeniem stopnia trudności tego zadania jest fakt, że taka strategia nie powstała od dwudziestu lat. Dobrze więc, że tak wiele środowisk - naukowych, rektorskich, eksperckich, studenckich - angażuje się w jej przygotowanie.

W grudniu swoje propozycje przedstawili rektorzy skupieni w Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. Przedwczoraj projekt strategii zaprezentowali naukowcy i eksperci z konsorcjum Ernst&Young i Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. 

Wiele z tych propozycji jest zbieżnych z pierwszym etapem reformy, którą rząd zaakceptował pod koniec ubiegłego roku.

Oba projekty strategii przewidują szereg mechanizmów, które wyzwolą realną konkurencję pomiędzy uczelniami - tu mamy wspólny kierunek myślenia, bo tylko konkurencja może doprowadzić do poprawy jakości polskich studiów.

Interesujące są też propozycje zwiększenia mobilności naukowców, studentów i doktorantów - bo mobilność także prowadzi do lepszego poziomu kształcenia, otwiera nas na świat. Dostrzegam ciekawe koncepcje intensyfikujące współpracę sektora nauki i szkolnictwa wyższego z otoczeniem gospodarczym, one także wpisują się w ideę realizowanej już reformy.

Najbliższe miesiące będą czasem konsultacji społecznych nad tymi dwoma projektami strategii rozwoju szkolnictwa wyższego. Będziemy wnikliwie, wraz z powołanym w ministerstwie zespołem ekspertów, wsłuchiwać w merytoryczne argumenty padające w czasie tej debaty. Uwzględniając najlepsze rozwiązania, które spotkały się z akceptacją środowiska naukowego, studentów oraz opinii publicznej, ale także rozstrzygnięcia zbieżne z polityką i zamierzeniami rządu, wypracujemy ostateczny kształt długofalowej strategii rozwoju, który będzie stanowić pakt dla szkolnictwa wyższego XXI wieku.

Wspólna, dalekowzroczna wizja rozwoju jest kluczowa. Nie możemy jednak zapominać, że pewne palące i bieżące problemy uczelni musimy rozwiązać już dziś. Pierwszy krok w tym kierunku rząd wykonał pod koniec ubiegłego roku przyjmując założenia do nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym. Dzięki długiej debacie publicznej udało nam się doprowadzić do szerokiego konsensusu nad najważniejszymi punktami projektu. Wierzę, że pomoże on w najbliższej perspektywie nadrobić dystans do najlepszych w Europie i świecie. Pamiętając zaś, że proponowanym zmianom, towarzyszą ogromne, jak nigdy dotąd, środki na infrastrukturę badawczą i podnoszenie jakości kształcenia, które dystrybuujemy w drodze konkursów z funduszy strukturalnych, można mieć nadzieję, że za kilka i kilkanaście lat, będziemy z satysfakcją mówić o naszym szkolnictwie wyższym, a "Gazeta" ogłosi nowy cykl - "Wyższa Szkoła Dumy".

Scenariusze przyszłości

W toku prac nad nowelizacjami ustaw warto zarysować raz jeszcze wizje, które legły u podstaw określania celów i wyboru zapisów prawnych.

W planowaniu rozwoju firm i złożonych przedsięwzięć stosuje się niekiedy technikę zwaną future backwards. Polega na określeniu wizji projektu, przeniesieniu się w przyszłość i zapytaniu: co musiało się stać, aby ta wizja mogła się ziścić? Zastosuję właśnie taką metodę, aby lepiej zobrazować wizję uczelni przyszłości. Zdefiniuję odrębne misje i zadania poszczególnych typów uczelni - uniwersytetów, politechnik i wyższych szkół zawodowych - uwzględniających odmienne potrzeby studentów, uwarunkowania społeczno-gospodarcze. Dla plastycznego opisu posłużę się przykładem trójki studentów, którzy przez chwilę znajdą się w zreformowanych uczelniach z przyszłości.

Dociekliwa humanistka - uniwersytet

Natalia w liceum pochłaniała literaturę i filmy, sięgała po klasyków filozofii i antropologii. Rozważała, jak w różnych epokach ludzie definiowali role społeczne i swoje miejsce w świecie. Jej zainteresowań nie można zamknąć w ramach tradycyjnej dyscypliny akademickiej, jednego kierunku studiów. Dla niej idealne będą studia interdyscyplinarne, międzywydziałowe. Z uniwersyteckiej oferty Natalia wybierze makrokierunek nauki społeczne.

Mocną stroną nowoczesnego uniwersytetu stanie się duży wybór kierunków i specjalności oraz szeroki wachlarz prowadzonych badań, zaś siłą elitarnych, niepublicznych szkół - kameralna atmosfera sprzyjająca realizowaniu projektów, indywidualny kontakt mistrz - uczeń.

W takich uczelniach muszą powstawać autorskie programy studiów - bez skrępowania gorsetem państwowych standardów nauczania, z uwzględnieniem talentów zatrudnianych profesorów, ich pasji badawczych.

Studenci będą mogli oczywiście realizować minima programowe - w przeciwieństwie jednak do sytuacji obecnej sami, przy pomocy opiekuna naukowego, wybiorą ścieżkę kształcenia obejmującą nie tylko główny kierunek, ale także uzupełniające obszary zainteresowań. Jeżeli studentów zainteresuje wyłącznie filozofia czy prawo - mogą się temu oddać bez reszty. Studiować program jednego kierunku i uzyskać dyplom magistra filozofii czy prawa. Ale zdolni i ambitni zyskają więcej, uzupełniając ten program o kursy dodatkowe.

  • 87 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Ostatni akt ACTA

Po zapowiedzi manifestacji w 60 miastach Niemiec w piątek gruchnęła nieoficjalna wiadomość, że niemiecki rząd zrezygnował z podpisania ACTA!

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W sobotę z ''Gazetą'':

  • Wysokie Obcasy