http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie wierzę w zakazy. Polemika w sprawie bibliotek

Grzegorz Gauden*
2010-02-03, ostatnia aktualizacja 2010-02-02 16:47

Prawda jest taka, że los bibliotek zależy i zależeć będzie od samorządów. Nic tu nie pomogą nakazy lub zakazy uchwalane przez parlament albo nawet wprowadzane do konstytucji

Grzegorz Gauden, dyrektor Instytutu Książki
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Grzegorz Gauden, dyrektor Instytutu Książki
ZOBACZ TAKŻE
Zapał Tomasza Piątka do wspierania bibliotek jest godzien podziwu. Mówię to z głębokim przekonaniem. Zdarzyło mi się brać udział w kilku rozmowach radiowych z Tomaszem Piątkiem i miałem szansę dowiedzieć się więcej o jego poglądach na biblioteki i filozofię rozwiązywania ich problemów. Ujmujące jest jego autentyczne, pełne pasji zaangażowanie w sprawę bibliotek. Jednak kompletnie nie mogę pojąć jego głębokiego przekonania, że istnienie i funkcjonowanie w prawie 2500 gmin w Polsce nowoczesnych bibliotek i ich filii jest wyłącznie zależne od rządu i ministra kultury urzędującego w Warszawie. I że warunkiem koniecznym jest bezwzględny zakaz łączenia bibliotek z innymi instytucjami kultury, bez wyjątku.

Prawda jest taka, że los bibliotek zależy i zależeć będzie od samorządów. Nic tu nie pomogą nakazy lub zakazy uchwalane przez parlament albo nawet wprowadzane do konstytucji. Praktyka dowodzi, że centralne zakazy ani nakazy tak naprawdę niczego nie gwarantują. Obowiązująca po dziś dzień ustawa nakłada na samorządy obowiązek prowadzenia bibliotek. Samorządy wykonują nakaz, ale o tym, jak z tego się praktycznie wywiązują, świadczą statystyki, które przytacza sam Piątek. Dodam jeszcze inne dane: 35 proc. bibliotek publicznych mieści się w pomieszczeniach prowizorycznie przystosowanych do takich funkcji, a 15 proc. w pomieszczeniach do tego kompletnie się nienadających (i to w oparciu o niewygórowane polskie standardy). Każdy nakaz lub zakaz można obejść. Jest obowiązek prowadzenia biblioteki - żaden kłopot. W urzędzie gminy albo jakimś baraku uruchamiamy jedno pomieszczenie z napisem biblioteka, czynne parę godzin w tygodniu, z małym, przestarzałym księgozbiorem, i problem rozwiązany. Są takie gminy w Polsce. Jest zakaz łączenia placówek - żaden problem: zostawiamy bibliotekę tak jak jest, np. w pokoiku na poddaszu, i inwestujemy tylko w dom kultury albo basen. To też praktyki znane stosowane w całkowitym majestacie prawa. Jeśli prawo zakazuje samorządom łączenia, to łączyć nie będą - marginalizować zawsze mogą.

Piątek nie wierzy ministrowi i proponowanym przez niego mechanizmom ustawowym, nie wierzy w samodzielność i osobistą uczciwość ludzi zasiadających w Krajowej Radzie Bibliotecznej, nie wierzy w profesjonalizm i zaangażowanie wojewódzkich bibliotek publicznych, które miałyby opiniować projekty łączenia bibliotek gminnych dla ministra kultury. Piątek i część środowiska bibliotekarzy wierzy tylko w ustawowy zakaz. Nie zazdroszczę tej wiary.

Piątek podaje sugestywny przykład Seattle. Jego mieszkańcy w wyniku referendum przeznaczyli na renowację bibliotek ogromne pieniądze. No właśnie - mieszkańcy Seattle, a nie prezydent USA, Kongres czy Senat amerykański, bo akurat urzędu odpowiadającego ministrowi kultury po prostu w USA nie ma. Nawet nie gubernator czy władze stanu - po prostu lokalna społeczność zobowiązała władze miasta i dała im środki.

W Skandynawii i innych krajach europejskich, których biblioteki winny być wzorem dla Polski, biblioteki są prowadzone przez samorządy, a nie przez rząd. I są chlubą samorządów oraz oczkiem w głowie wyborców.

Piątek uważa, że rząd powinien załatwić problem bibliotek w każdej gminie, miasteczku lub wsi. To czysta utopia, marzenie o wszechogarniającej i omnipotentnej władzy centralnej, która ma załatwić każdą sprawę, ma zakazać albo nakazać centralnie, a potem rozliczać wykonanie, tworząc np. jakąś biblioteczną czerezwyczajkę. To filozofia państwa bez obywateli i bez samorządu zalatująca myśleniem z czasów PRL.

Biblioteki potrzebują pieniędzy, ale przede wszystkim potrzebują tego, aby uwierzyły w nie samorządy. Potrzebują by obywatele wyborcy domagali się od władz samorządowych opieki nad biblioteką i jej funkcjonowaniem, by dla władz gminy priorytetem stały się budowa i remont biblioteki, a nie asfaltowanie następnego kilometra drogi w lesie, urządzanie hucznych dożynek ku czci wójta albo budowa nowej majestatycznej siedziby urzędu.

Obywatelskie Forum Dostępu do Książki wydaje się wprost idealną platformą do inicjowania lokalnych aliansów na rzecz książki i bibliotek, inicjowania kampanii w miasteczkach i gminach na rzecz inwestowania w biblioteki. Mogą one kończyć się tak jak Seattle. Mogą też wymusić na politykach startujących w wyborach samorządowych w tym roku jasne deklaracje co do ich gotowości wspierania bibliotek. Teraz trzeba stawiać publicznie pytania, pisać petycje i domagać się jednoznacznych deklaracji od lokalnych polityków.

Minister kultury i dziedzictwa narodowego odpowiada ustawowo za działanie tylko jednej biblioteki w Polsce - Biblioteki Narodowej. Minister Zdrojewski na własną odpowiedzialność zainicjował program "Biblioteka +" adresowany do bibliotek na drugim biegunie - bibliotek publicznych na szczeblu gmin. I właściwie powinien zacząć żałować. Nie zrobiłby nic, nie narażałby się na oskarżenia, że to za mało. Nie byłoby programu, nie byłoby na co narzekać albo snuć insynuacji, że i tak nic z tego nie będzie. Z czym tu polemizować?

Z proroctwem, że na pewno się nie uda. Bardzo polskie.

Program "Biblioteka +" ma na celu wzmocnienie polskich bibliotek publicznych na szczeblu podstawowym i tworzy mechanizmy, które mają w to włączyć samorządy. To właśnie proponowany mechanizm współfinansowania budowy i remontów bibliotek publicznych przez samorządy gminne, samorządy wojewódzkie i budżet centralny ma spowodować, że prawdziwi gospodarze bibliotek, czyli gminy, poczują się naprawdę zaangażowane. I wiele gmin już dopytuje się o program rozwoju infrastruktury bibliotek bowiem chce już rezerwować własne środki na udział w nim. Samorządowcy potrafią liczyć - 1 złoty za 30 groszy, to się opłaca. Ale tu także zdaniem Piątka jest źle - proponowany mechanizm wymaga porozumienia różnych partnerów i synchronizacji działań władz centralnych, wojewódzkich i gminnych. Jego zdaniem to biurokracja i się zapewne nie uda.

Alternatywą może być tylko nakaz. Ale już się nie da rozkazywać, jak gminy mają rządzić swoimi pieniędzmi. Nie te czasy. Lepiej zachęcać, przekonywać i współpracować.

Właśnie współpraca tych trzech szczebli może w perspektywie kilku lat radykalnie wzmocnić gminne biblioteki publiczne. W wieloletnim programie rządowym "Infrastruktura Bibliotek" projektowany jest następujący mechanizm finansowania: 40 proc. środków budżet centralny, a 30 proc. marszałek wojewódzki i 30 proc. gmina. Przy założeniu, że państwo przeznaczy na ten program 300 mln zł w nadchodzących latach, oznacza to wygenerowanie łącznie 750 mln zł. Oznacza to ok. 180 tys. m2 nowych bibliotek. Ale i o tym nie warto pisać, bo Obywatelskie Forum Dostępu do książki już wie, że tych pieniędzy nie będzie.

Na koniec rzecz zasadnicza. Chyba czas najwyższy skończyć z lękliwym, najczęściej defensywnym myśleniem bibliotekarzy i ich sojuszników. A może w niedługim czasie okaże się, że to inne placówki powinny być przyłączane do bibliotek publicznych jako wiodących placówek kultury, mocnych, sprawnie zarządzanych, będących lokalnymi liderami w promowaniu kultury, edukacji kulturalnej, wspieraniu działalności organizacji pozarządowych.

I w niektórych miejscach bibliotekarze będą gotowi i chętni do takiej misji. Wymaga to doinwestowania bibliotek i taki program jest teraz przez ministra realizowany. Wymaga to także prawa, które na to zezwala.

Obecnie konieczne jest uświadamianie działaczom samorządowym tego, o czym tak żarliwie pisze Piątek, tłumacząc, co oznacza dla człowieka i społeczeństwa umiejętność czytania i kontakt z książką. Gorąco zachęcam Obywatelskie Forum Dostępu do Książki, aby z tym przesłaniem, z takim samym żarem poszło do działaczy samorządowych, z jakim czyni to pod adresem ministra. A szczególnie pożyteczne będzie zaangażowanie działaczy i sympatyków Obywatelskiego Forum Dostępu do Książki w kampaniach wyborczych do władz samorządowych.

Program "Biblioteka +"

To program przekształcania bibliotek gminnych w nowoczesne, mające dostęp do internetu centra kultury. W ramach programu przeprowadzane są szkolenia dla bibliotekarzy, modernizowana jest infrastruktura bibliotek. Na mocy porozumienia z TP SA biblioteki gminne są podłączane do szerokopasmowego internetu, z którego będą mogły korzystać nieodpłatnie przez okres trzech lat

*Grzegorz Gauden, dyrektor Instytutu Książki prowadzącego program "Biblioteka +"

  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':