Ta decyzja daje szanse stworzenia w kraju hierarchii rzeczy ważnych i nieważnych. Daje też szanse uporządkowania struktury państwa i budowy ustroju kanclerskiego. Tusk odpowiada na pytanie, czego chce - władzy, która daje możliwości modernizacji kraju, czy splendoru i możliwości recenzowania władzy. Tusk wybrał to pierwsze, wyrywając się z szufladki polityka, który wszystko, co robił, podporządkował odegraniu się za przegrane wybory prezydenckie 2005 roku i podporządkowaniu rządzenia prezydenturze.
Jeśli murowany kandydat do prezydentury - jakim był
Donald Tusk - spośród dwóch urzędów wybiera urząd premiera, to daje istotny politycznie sygnał. Władza premiera jest najważniejsza. To z budynku URM przy Alejach Ujazdowskich, a nie z Pałacu Prezydenckiego można zmieniać Polskę (choć prezydent może premierowi skutecznie przeszkadzać). To oczywista oczywistość, ale w oczach wyborców i polityków prezydentura była szczytem politycznej kariery.
Wycofanie się najsilniejszego kandydata sprawia, że wybory prezydenckie przestają być zawodami rangi mistrzostwa świata, podobnie jak ranga urzędu w tych wyborach zdobyta. Taka konstrukcja państwa mieści się w koncepcji reformy konstytucji, jaką zaproponował. To oznacza, że jego propozycje nie były wyłącznie "zagrywkami medialnymi", ale elementem politycznego programu.
Zapewne dyskomfortem z punktu widzenia
PiS jest to, że będą musieli w tych zawodach wystawić swojego kandydata wagi ciężkiej - prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jeśli Kaczyński przegra, porażka z "zastępcą" Tuska będzie katastrofą. Jeśli Kaczyński wygra (bo to też możliwe), będzie to dla PO porażka dotkliwa, ale nie decydująca.
Premier przedstawił uczciwą propozycję - chcę zmieniać Polskę, a do tego jego ugrupowaniu jest potrzebny ten skrawek władzy, który znajduje się w Pałacu Prezydenckim. Do tej pory premier Tusk miał wygodną wymówkę - blokowanie jego inicjatyw przez prezydenta. Takiej wymówki w 2011 roku już nie będzie. Wtedy dojdzie do najważniejszych wyborów - wyborów parlamentarnych i starcia właściwych przywódców formacji: PiS Jarosława Kaczyńskiego i PO Donalda Tuska.