http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tusk chce być kanclerzem

Paweł Wroński
2010-01-29, ostatnia aktualizacja 2010-01-30 18:49

Decyzja o niekandydowaniu premiera Donalda Tuska w wyborach prezydenckich nie jest decyzją odważną, jest decyzją racjonalną, godną tym większej pochwały, że racjonalność nie jest typowym elementem polskiej polityki

ZOBACZ TAKŻE
Ta decyzja daje szanse stworzenia w kraju hierarchii rzeczy ważnych i nieważnych. Daje też szanse uporządkowania struktury państwa i budowy ustroju kanclerskiego. Tusk odpowiada na pytanie, czego chce - władzy, która daje możliwości modernizacji kraju, czy splendoru i możliwości recenzowania władzy. Tusk wybrał to pierwsze, wyrywając się z szufladki polityka, który wszystko, co robił, podporządkował odegraniu się za przegrane wybory prezydenckie 2005 roku i podporządkowaniu rządzenia prezydenturze.

Jeśli murowany kandydat do prezydentury - jakim był Donald Tusk - spośród dwóch urzędów wybiera urząd premiera, to daje istotny politycznie sygnał. Władza premiera jest najważniejsza. To z budynku URM przy Alejach Ujazdowskich, a nie z Pałacu Prezydenckiego można zmieniać Polskę (choć prezydent może premierowi skutecznie przeszkadzać). To oczywista oczywistość, ale w oczach wyborców i polityków prezydentura była szczytem politycznej kariery.

Wycofanie się najsilniejszego kandydata sprawia, że wybory prezydenckie przestają być zawodami rangi mistrzostwa świata, podobnie jak ranga urzędu w tych wyborach zdobyta. Taka konstrukcja państwa mieści się w koncepcji reformy konstytucji, jaką zaproponował. To oznacza, że jego propozycje nie były wyłącznie "zagrywkami medialnymi", ale elementem politycznego programu.

Zapewne dyskomfortem z punktu widzenia PiS jest to, że będą musieli w tych zawodach wystawić swojego kandydata wagi ciężkiej - prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jeśli Kaczyński przegra, porażka z "zastępcą" Tuska będzie katastrofą. Jeśli Kaczyński wygra (bo to też możliwe), będzie to dla PO porażka dotkliwa, ale nie decydująca.

Premier przedstawił uczciwą propozycję - chcę zmieniać Polskę, a do tego jego ugrupowaniu jest potrzebny ten skrawek władzy, który znajduje się w Pałacu Prezydenckim. Do tej pory premier Tusk miał wygodną wymówkę - blokowanie jego inicjatyw przez prezydenta. Takiej wymówki w 2011 roku już nie będzie. Wtedy dojdzie do najważniejszych wyborów - wyborów parlamentarnych i starcia właściwych przywódców formacji: PiS Jarosława Kaczyńskiego i PO Donalda Tuska.

  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    21 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':