http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Opinie >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Opinie

Masz rację, szefie

Rozmawiała Bożena Aksamit, "Gazeta Wyborcza"
2010-01-27, ostatnia aktualizacja 2010-01-29 16:13
Luty 2007 r. Londyn. Biurowiec w City
Luty 2007 r. Londyn. Biurowiec w City
fot. Przemyslaw Kozlowski / AG

Pierwsza faza - korporacja uwodzi. Druga - wspólne piwo. Trzecia - cementuje twoją lojalność. Czwarta - znajduje wspólnego wroga. Na końcu korporacja szuka "świeżych egzemplarzy", bo starzy pracownicy się zużyli

Dr Leszek Mellibruda. Zajmuje się psychologią biznesu. Pracował jako radca szefa Służby Cywilnej w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, wykładowca Akademii Medycznej w Warszawie
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Dr Leszek Mellibruda. Zajmuje się psychologią biznesu. Pracował jako radca...

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Bożena Aksamit: "Tam zawsze jesteś lokajem" usłyszałam od dyrektora banku, gdy spytałam, dlaczego rzucił posadę. Został rzeźbiarzem. Dziś jest szczęśliwym człowiekiem.

Dr Leszek Mellibruda*: W korporacji też można być szczęśliwym. W Japonii, gdzie dochodziło do karoshi, czyli śmierci z przepracowania, postawy wobec pracy i zaangażowania zaczynają się zmieniać.

Mniej pracują?

- Zmienia się tam na gorsze. Coraz więcej pracują i coraz bardziej zatracają poczucie tożsamości, indywidualności. W coraz większym stopniu są sterowani przez korporacje, które dobrały się do głębokich pokładów ich osobowości. Żyjąc w ten sposób, są po prostu szczęśliwi.

Mijam codziennie lotnisko. Obserwuję panów z laptopami w identycznych garniturach uniformach. Ten widok uwalnia irracjonalny strach, że też dostanę bilet do tego wojska.

- Przymusu nie ma. Korporacje nie zawłaszczyły całej przestrzeni zawodowej.

Dużego wyboru też nie. Pędzimy do korporacji, bo być biednym to wstyd, i trafiamy na wojnę. Korporacje posługują się nagminnie metaforami: bitwa, wrogowie, wygrywanie, manewr, cel, władza, kontrola, siła woli, atak.

- Rzeczywiście coś w tym jest. Przez ostatnie dwa lata pojawiło się na polskich półkach księgarskich tyle podręczników walki i wojennego podejścia do biznesu i zarządzania, ile nie wydrukowano przez poprzednich 20 lat.

Starożytne strategie walki chińskiego generała Sun Tzu są dziś czytane przez menedżerów zainteresowanych zarówno zarządzaniem, sprzedażą, jak i budowaniem biznesowych ścieżek karier zawodowych. Jesteśmy świadkami nowego procesu modelowania wojownika XXI wieku: sztuka współczesnej wojny korporacyjnej to przeobrażanie starożytności za pomocą pojęć współczesności: "Jeśli twoje siły są mniejsze - broń się, jeśli twoje siły są dużo mniejsze, unikaj walki" - pisze generał Tzu, a współczesny oficer korporacji rozumie: "Jeśli twoje poparcie jest słabsze, unikaj konfrontacji, jeśli twoje poparcie w korporacji jest dużo słabsze, uprzedź przeciwników".

Ciekawą odmianą wojowniczego spojrzenia kobiety są prace Chin-Ning Chu, chińskiej doradczyni wielu polityków i biznesmenów w Azji i Ameryce. "Sztuka wojny pracującej kobiety" to nowe podejście w stosowaniu strategii walki w pracy i w życiu codziennym. Walka w tym wydaniu nie zmierza do powielania dominacji czy korporacyjnych waśni, ale odwołuje się do starożytnych zasad sprzyjających zwycięstwu bez konfrontacji i ofiar. Być może niedługo świat korporacji zacznie się zmieniać, gdy zaakceptuje zasadę, iż wiek XXI to wiek kobiet.

Na razie rządzą mężczyźni. Korporacyjni kadeci dość szybko zauważają, że trzeba siedzieć w pracy bez ruchu, bo symbolem władzy jest krzesło. Wyrzucają ukochane dżinsy, praktykują sztukę uśmiechu i roztaczania uroku osobistego - wszystko po to, aby wykształcić "osobowość sukcesu"

- To jest raczej droga do psychopatycznego oświecenia żołnierza korporacji, a nie ścieżka rozwoju. Nauka jazdy dla tych często zaburzonych, nadgorliwych i nadambitnych, dla których być debeściakiem nie oznacza robić coś fantastycznie, tylko fantastycznie realizować patologiczne scenariusze korporacyjne.

Jak wygląda droga do oświecenia?

- Na początku korporacja uwodzi i hołubi, potem następuje czas kształtowania, który niekiedy kończy się klasycznym praniem mózgu. Nęceniem są: służbowy laptop, komórka, samochód, wyjazdy integracyjne.

Następnym etapem są manipulacje dystansami: przechodzenie "na ty" z szefami, poznawanie ich żon, czasami wspólne piwo itp.

W trzeciej fazie - "wykaż się" - pracownicy są zachęcani do prześcigania się nie tylko w dobrej robocie, ale głównie w cementowaniu lojalności i hołubieniu pomysłów szefa.

Czwarta faza często polega na szukaniu wroga - wspólnego lub indywidualnego, wewnątrz lub na zewnątrz organizacji. Kolejne fazy pogłębiające korporacyjną społeczność wiążą się z wdrażaniem nowych procedur, regulaminów i zasad, które często pod pozorem standaryzacji działań zamiast upraszczać i czynić przejrzystą pracę - kształtują uległość pracowników.

Po czym poznać dobrego żołnierza korporacji

- Po bierno-agresywnych zachowaniach w stylu złośliwych dowcipów, uszczypliwych komplementów i warczących uśmiechów pełnych fałszu i pseudo-miłych słówek. Dla nieposłusznych lub mało pokornych jest "ścieżka korporacyjnego zdrowia" - nieformalni opiekunowie zadbają o to, aby zadania zlecane były w piątek po 16, telefony służbowe dzwoniły w sobotę po południu, a zagraniczne wyjazdy służbowe odwoływane były na kilkanaście godzin przed pojawieniem się na lotnisku. Bez wyjaśnień, ale ze stałym oczekiwaniem na pokorne: "Masz rację, szefie".

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.1

209 głosów