http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dlaczego adopcja przez gejów jest zła

Dominika Wielowieyska
2010-01-11, ostatnia aktualizacja 2010-01-18 13:52

Chodzi o to, aby adopcja niosła ze sobą jak najmniejsze ryzyko. A to najmniejsze ryzyko zazwyczaj gwarantuje klasyczny model rodziny. Jeśli więc starcza chętnych na adopcję dzieci wśród rodzin tradycyjnych, to tam umieszczajmy dzieci

Jos i Jarko De Witte van Leeuwen z Holandii czekają na adoptowane dziecko
Fot. AP
Jos i Jarko De Witte van Leeuwen z Holandii czekają na adoptowane dziecko

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Mam wątpliwości, czy pary homoseksualne mogą mieć takie samo prawo do adopcji jak heteroseksualne. Nie dlatego, że drzemie we mnie ukryta homofobia. Ale dlatego, że stawiam na pierwszym miejscu dobro dziecka, a dopiero na drugim - prawa gejów i lesbijek.

Adopcja sama w sobie jest procesem obarczonym pewnym ryzykiem. Każdy przypadek trzeba rozpatrywać osobno. Może się zdarzyć, że najlepszym wyjściem dla dziecka jest pozostanie z dorosłym o orientacji homoseksualnej. I tak powinno się stać. Ale to nie oznacza zrównywania praw homo- i heteroseksualistów.

Dziś polskie organizacje gejowskie nie wypisują prawa do adopcji dzieci na swoich sztandarach. Ale wiele osób opowiada się za prawem do adopcji dla gejów i lesbijek, np. Izabela Jaruga-Nowacka z SLD, szefowa radia TOK FM Ewa Wanat czy Andrzej Morozowski z TVN. Atmosferę podgrzała "Rzeczpospolita", która opublikowała serię artykułów o homoseksualiście, który chciał ominąć procedurę adopcyjną, by uzyskać prawa rodzicielskie. W tym celu namawiał kobietę w ciąży, by w rubryce "ojciec" wpisała jego nazwisko, a następnie zrzekła się praw rodzicielskich.

Uważam, że ani gej, ani heteroseksualista nie ma prawa omijać procedur adopcyjnych, ale po lekturze tych tekstów miałam poczucie, że ich przesłanie raczej brzmi: "Ratuj się, kto może, podstępni geje dybią na niewinne dzieci". Następnie w "Rzeczpospolitej" pojawił się dwugłos w tej sprawie. Robert Biedroń, przedstawiciel środowisk gejowskich, nawoływał, by nie straszyć ludzi homorodzicielstwem. Publicysta "Rz" Wojciech Wybranowski powoływał się na badania amerykańskie, wedle których dzieci wychowywane w związkach homoseksualnych "trudniej dostosowują się do tradycyjnych ról". Biedroń także powoływał się na badania amerykańskie dowodzące tezy przeciwnej: nie ma różnic między dziećmi wychowanymi w związkach hetero- i homoseksualnych.

Dla mnie te badania nie mają większego znaczenia. Każdy przypadek adopcji musi być bowiem oceniany osobno, a nie według prostego podziału: jestem za adopcją przez pary homoseksualne lub przeciw niej.

Adopcja to wyzwanie



Kandydaci na rodziców adopcyjnych przechodzą długi kurs i badania predyspozycji. Są oceniani przez psychologów, na ile są w stanie poradzić sobie z nowym zadaniem. Rodzina z dziećmi adoptowanymi może być narażona na kłopoty wychowawcze, które nie są udziałem innych rodzin. Dlatego w Wielkiej Brytanii instytucje zajmujące się adopcją idą jeszcze dalej niż polskie. Starają się dobrać rodziny pod względem rasowym, religijnym, narodowościowym. Dzieci polskich emigrantów oddane do adopcji zazwyczaj trafiają do rodzin o korzeniach polskich. Dzieci czarnoskóre do rodzin czarnoskórych. Pracownicy adopcyjni uważają, że trzeba zminimalizować wszelkie ryzyko. Zdarzają się przecież dramatyczne przypadki oddawania dzieci już zaadaptowanych z powrotem do domów dziecka czy rodzin zastępczych. Ostatnio głośna była historia holenderskiego małżeństwa, które adoptowało małą Koreankę. Po kilku latach oddali ją z powrotem państwu, tłumacząc się, że różnice kulturowe między nimi a dzieckiem były zbyt duże. Można zwalić winę na nieodpowiedzialność i egoizm pary Holendrów. Ale to nie rozwiązuje problemu. Chodzi o to, by eliminować potencjalne źródła konfliktu, jak choćby różnice kulturowe i upodobania. Stąd tak uważna selekcja, by zapobiec tragediom.

Opinia publiczna jest pod wrażeniem mody na adopcję wśród gwiazd, takich jak Madonna czy Angelina Jolie, które realizują swoje marzenia niezależnie od tego, czy są w stałym związku, czy są do adopcji przygotowane, czy nie. Obie panie adoptują dzieci czarnoskóre i skośnookie. Nagłaśnianie tych historii przez pisma kolorowe jest pożyteczne, bo może jest to najlepszy sposób na zmianę mentalności ludzi i ich stosunku do dzieci adoptowanych czy do dzieci o innym kolorze skóry. Wróćmy jednak ze świata gwiazd na ziemię. Bo nas interesują nie tyle jednostkowe przypadki, co statystyka i istota systemu, która ma zapewnić dzieciom optymalne warunki rozwoju i szczęśliwe życie.

Dlatego na adopcję dziecka zdecydowanie mniejsze szanse mają osoby pozostające w nieformalnych związkach, samotne, chore, ubogie. Unika się adopcji w sytuacjach, gdy różnica wieku między dzieckiem a rodzicami przekracza 40 lat, szczególnie gdy para nie ma żadnego potomstwa. Trudno oddać dziecko parze, która ma krótki staż, a małżonkowie są po kilku rozwodach. I nie ma to nic wspólnego z dyskryminacją, jest natomiast pewnym wyborem, podyktowanym interesem dziecka.

Trybunał upomniał się o prawa lesbijki

Wielu konserwatystów z niepokojem, a działaczy lewicowych - z nadzieją, przyjęło niedawne orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Trybunał wydał precedensowy wyrok skazujący państwo francuskie za odmówienie lesbijce prawa do adopcji dziecka. Według Trybunału odrzucenie podania o adopcję przez władze i podtrzymanie tej decyzji przez sąd naruszyły prawa kobiety. Motywem, który zdaniem Trybunału zaważył na negatywnych opiniach, była właśnie orientacja seksualna kobiety.

Ale myliłby się ten, kto uznałby, że droga do adopcji dzieci przez homoseksualistów została otwarta w całej Unii Europejskiej. Trybunał wydał taki wyrok, bo we Francji - inaczej niż w innych krajach - także osoby samotne mogą adoptować dzieci. I sędziowie słusznie orzekli, że skoro osoby samotne też, to dlaczego nie lesbijki.

Sęk w tym, że ja uważam, iż adopcja najlepiej się sprawdza w tradycyjnej rodzinie, a w przypadku osób samotnych czy pozostających w związkach homoseksualnych jest dopuszczalna, ale powinna następować po bardzo wnikliwej analizie i rozważeniu wszelkich za i przeciw.

I nie chodzi mi wcale o to, że dziecko wychowywane przez gejów będzie poddane presji ideologii homoseksualnej i także zostanie gejem. Albo będzie molestowane. Ten typ argumentów uważam za bzdurny. Ludzie odkrywają swoją taką, a nie inną orientację seksualną, mimo że są wychowani w tradycyjnej rodzinie. A molestowanie jest plagą w zwykłych rodzinach.

Osoby o orientacji homoseksualnej mogą być tak samo dobrymi rodzicami jak heteroseksualiści. O tych aspektach mówiła kilka tygodni temu prof. Anna Izabela Brzezińska z Instytutu Psychologii UAM w rozmowie w "Polityce".

Problem tkwi gdzie indziej.

Rzecz w tym, aby adopcja niosła ze sobą jak najmniejsze ryzyko. A to najmniejsze ryzyko zazwyczaj gwarantuje klasyczny model rodziny z mamą-kobietą i tatą-mężczyzną. Jeśli więc starcza chętnych na adopcję dzieci wśród rodzin tradycyjnych, to tam umieszczajmy dzieci. Kobieta i mężczyzna różnią się od siebie i dają dziecku to, co najlepsze, w różnych formach. Chyba nikt nie zaprzeczy, że dziecko rozwiedzionych rodziców wychowywane tylko przez matkę i ciocię, może odczuwać emocjonalny brak ojca. I na odwrót, dzieci z samotnym ojcem mogą tęsknić do matki-kobiety. I tych samych kłopotów obawiam się w przypadku chłopca wychowywanego przez parę lesbijską. Czy nie zatęskni za mężczyzną-tatą? Stwierdzenie, że jego tęsknota będzie wynikać z tego, że mamy homofobiczne społeczeństwo, mnie nie przekonuje. Ojciec z synem mogą mieć ten szczególny rodzaj relacji, który nie będzie udziałem matki. Nie chodzi o to, czy lepszy, czy gorszy, ale po prostu inny.

Ale mogą się zdarzyć przypadki, że dziecko powinno zostać pod opieką pary homoseksualnej czy też samotnego geja lub lesbijki. I byłoby zbrodnią, gdyby sąd kierował się wtedy uprzedzeniami związanymi z orientacją seksualną. A oto przykłady.

Jaruga-Nowacka powiedziała w "Newsweeku": - Bardzo wiele osób homoseksualnych, nie chcąc narazić się otoczeniu, zawierało normalne związki małżeńskie i ma swoje naturalne dzieci. Pytam więc, czy dzieci tych osób należy dziś kierować do domów dziecka? Czy jednak mogą żyć ze swoimi rodzicami tworzącymi pary homoseksualne?

Oczywiście, że w takim przypadku dzieci powinny zostać ze swoimi rodzicami. Może też zdarzyć się, że para gejowska adoptuje dziecko, bo jeden z partnerów jest jego bliskim krewnym. I być może będzie to optymalne wyjście z sytuacji. Liczy się przede wszystkim dobro dziecka i jego więź emocjonalna z tą osobą. Czy dla dziecka lepiej jest być w domu dziecka, czy też mieć homorodziców? Jestem przekonana, że to drugie. Czy to źle, że para homoseksualna zaadoptuje dziecko chore, którego nikt nie chciał? Oczywiście, że nie. Sąd natomiast musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy ta para jest w stanie zapewnić leczenie i rehabilitację dziecka.

Takich szczególnych konstelacji może być bardzo wiele, ale na pierwszym miejscu powinien stać interes dziecka, a nie chęć spełnienia się potencjalnych rodziców adopcyjnych.

Nie zmienia to postaci rzeczy, że przed Polakami jeszcze długa droga nauki tolerancji dla tych rodziców, którzy wychowują dzieci i żyją w związku homoseksualnym. I to zadanie stoi przed nami niezależnie od tego, czy popieramy prawo adopcji dla gejów, czy nie.

Przy czym środowiska gejów i lesbijek muszą wziąć pod uwagę, że ograniczenie prawa adopcji dla nich nie wynika z homofobii. Jestem za zalegalizowaniem związków partnerskich i chciałabym, aby Polska był krajem tolerancyjnym i przyjaznym wobec homoseksualistów. Jednak adopcja jest całkiem osobnym zagadnieniem, o wiele szerszym niż zrównanie praw par hetero- i homoseksualnych.

  • 111 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    81 głosów