http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prokuraturę widzą ułomną

Ewa Siedlecka
2010-01-11, ostatnia aktualizacja 2010-01-10 14:52

Trzydniowy maraton przesłuchań kandydatów na prokuratora generalnego przyniósł diagnozę chorób toczących nie tylko prokuraturę, ale i wymiar sprawiedliwości. I propozycje naprawy



Krajowa Rada Sądownictwa miała wskazać prezydentowi dwóch kandydatów na urząd prokuratora generalnego. Wybrała drogę "castingu": każdy spełniający ustawowe kryteria mógł się zgłosić i poddać publicznemu przesłuchaniu. Wynikła z tego - oprócz wskazania kandydatów: sędziego Andrzeja Szeremeta i prokuratora Edwarda Zalewskiego - ważna debata o prokuraturze - tej starej i tej nowej. I o wymiarze sprawiedliwości.

Mimo że kandydatami byli zarówno sędziowie, jak i prokuratorzy, stawiane przez nich diagnozy i proponowane środki naprawy były niemal identyczne. Nawet ci "ziobrowi": Jerzy Engelking (b. zastępca prokuratora generalnego) i Bogdan Święczkowski (b. szef ABW), którzy kandydowali po to jedynie, by poddać miażdżącej krytyce rozdział funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego i zaznaczyć, że są prześladowani przez prokuraturę rządu PO-PSL, podobnie diagnozowali sytuację. Z kolei inni kandydaci podzielali niektóre z ich uwag na temat nowelizacji ustawy o prokuraturze. To powinno dać do myślenia wszystkim, od których zależy stanowienie prawa. Tym bardziej że nowy, niezależny prokurator generalny - co wielokrotnie podkreślano podczas przesłuchań kandydatów - nie ma inicjatywy legislacyjnej.

Prokurator zależny

Choć znakomita większość kandydatów chce uchwalenia nowej ustawy o prokuraturze - obecna pochodzi z czasów końca stanu wojennego - z 1985 r., to nie od prokuratora generalnego to zależy. Nie może on bowiem zgłaszać Sejmowi projektów ustaw. Może najwyżej zabiegać u ministra sprawiedliwości, premiera, prezydenta czy parlamentarzystów, żeby zainteresowali się jego sugestiami. Nie może nawet wydawać rozporządzeń. Tymczasem to, jak będzie działała nowa prokuratura, zależy w olbrzymim stopniu od regulaminu. A regulamin - podobnie jak wszelkie rozporządzenia dotyczące prokuratury - wydawać ma jak dotychczas minister sprawiedliwości. Jeśli z jakichś powodów działalność prokuratora generalnego lub podległych mu prokuratorów nie spodoba się rządowi - może np. zmianami regulaminu wymuszać określone zachowania czy blokować zmiany.

Może też przykręcić kurek z pieniędzmi: prokurator generalny będzie co prawda sam dysponował budżetem prokuratury, ale nie on będzie go pisał. Tu jest całkowicie zależny od rządu.

Zależy też od rządu jego osobisty los: chodzi o mechanizm odwoływania prokuratora generalnego. Przy zdobyciu przez rząd dwóch trzecich głosów w Sejmie nie będzie z tym problemu.

Taka władza rządu nad prokuratorem generalnym jest efektem kompromisu z PiS, który protestował przeciwko utracie przez rząd wpływu na prokuraturę. Jego ceną mogą być jednak kompromisy prokuratora generalnego z rządem hamujące dalsze reformy i zniechęcające prokuratorów do korzystania z ustawowej niezależności.

Prokurator generalny będzie więc w pełni odpowiadał za działanie prokuratury, mimo że nie będzie decydował o warunkach, w jakich działa.

Bogdan Święczkowski i Jerzy Engelking mówili o obniżeniu rangi prokuratury: nie będzie już nią kierował funkcjonariusz w randze ministra. Święczkowski uznał, że pozycja prokuratora generalnego będzie równa pozycji szefów ABW czy CBA. To przesada, bo według ustawy prokuratura nie jest jak one wyłącznie organem ścigania, ale "organem ochrony prawnej" obejmującej swoim działaniem nie tylko zwalczanie przestępstw, ale też ochronę praworządności, w tym praw i wolności obywatelskich. A prawo procesowe stawia prokuratora nad policją i innymi służbami. Ale coś jest na rzeczy: jeżeli prokuratury nie wpisze się do konstytucji, jej pozycja będzie zależeć od woli rządzących, którzy w każdej chwili mogą zmienić prawo. A prokurator generalny będzie petentem władzy wykonawczej.

Legalizm kulą u nogi

Podczas wszystkich przesłuchań kandydaci mówili o zmorze przewlekłości postępowań. Wszyscy wśród powodów wymieniali strach prokuratorów przed podejmowaniem decyzji (np. związany z reakcją mediów czy przełożonych), paraliżujący pracę nadzór instancyjny, który wciąż domaga się nowych pisemnych sprawozdań, pozorując kontrolę czy "odwróconą piramidę" zatrudnienia, w której na jednego prokuratora liniowego przypada trzech nadzorujących. To postulaty do ministra sprawiedliwości, który przygotuje nowy regulamin prokuratury.

Ale wszyscy - i sędziowie, i prokuratorzy - mówili o przeszkodzie wynikającej z fundamentalnej zasady polskiego prawa procesowego: z zasady legalizmu. Upraszczając, nakazuje ona ścigać i sądzić każdego, kto złamał prawo i za wszelkie czyny, nawet jeśli jest to wbrew interesowi publicznemu. M.in. "wszechstronnie wyjaśnić okoliczności" każdej prowadzonej sprawy - nawet jeśli nie ma to znaczenia dla wymiaru kary, powoduje niewspółmierne do efektów koszy finansowe i społeczne. Tu będą się mieścić słynne "śledztwa trałowe" - jak to w szpitalu MSWiA, gdzie prokuratura przy wsparciu policji i CBA czwarty bodaj rok próbuje ustalić każdy pojedynczy przypadek ewentualnego oszukiwania na kosztach leczenia pacjentów, przesłuchując osiem tysięcy świadków i badając - bez jakiegokolwiek przygotowania - tyleż historii chorób. Tu będą przypadki kioskarki, która zdefraudowała sześć groszy, nie przepuszczając przez kasę fiskalną usługi skserowania kartki tekstu. Tu będą się też mieścić europejskie nakazy aresztowania, którymi zmuszamy brytyjską policję do ścigania i ekstradycji np. złodzieja deseru ("Gazeta" z 7 stycznia).

Niemal wszyscy z 16 kandydatów na prokuratora generalnego mówili, że zasada legalizmu blokuje sprawne prowadzenie postępowań. I postulowali •  wprowadzenie szerszej możliwości tzw. ugody podejrzanego z prokuratorem (np. przyznaje się tylko do ważniejszego z popełnionych przestępstw albo dostaje zarzut z łagodniejszego przepisu - co jest standardem w ponad 90 proc. spraw karnych w USA, gdzie nawet sprawę o zabójstwo można załatwić bez procesu: sędzia zatwierdza ugodę prokuratora i pokrzywdzonego z przestępcą. Niemal wszyscy postulowali też ponowne •  wykreślenie z kodeksu postępowania karnego przepisu, który każe „wszechstronnie wyjaśnić okoliczności sprawy”. W ramach reformy prawa karnego w 1997 r. zastąpiono go innym, mówiącym o wyjaśnieniu okoliczności „w niezbędnym zakresie”. Ale staraniem PiS przywrócono stary zapis w myśl przyświecającej tej partii idei, że kara powinna przede wszystkim działać odstraszająco, więc trzeba demonstrować społeczeństwu, że karzemy surowo, każdego i za każdy grzech.

Mówił kandydat do obrazu

To tylko część diagnozy i postulatów kandydatów przesłuchiwanych przez KRS. Ich jednomyślność pokazuje, że to problemy rzeczywiste i że sytuacja wymaga pilnej zmiany prawa. Dlatego zgadzam się z sędzią Markiem Celejem, który po zakończeniu przesłuchań żałował, że na sali nie było luminarzy polskiego prawa karnego: sędziów Sądu Najwyższego, profesury czy członków powołanej niedawno przez ministra sprawiedliwości Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego, która ma reformować m.in. prawo procesowe. Nie było też np. rzecznika praw obywatelskich, który specjalizuje się w prawie karnym i zawsze deklaruje, że bezpieczeństwo obywateli cieszy się jego szczególnym zainteresowaniem. Wprawdzie sam dr Janusz Kochanowski złożony jest chyba jeszcze nową grypą, ale ma dwóch zastępców. Nie mówiąc już o dyrektorze i pracownikach zespołów prawa konstytucyjnego czy prawa karnego działających w biurze PRO. Nie było też np. marszałka ani wicemarszałków Sejmu. Ani przewodniczących klubów parlamentarnych.

W tym, pierwszym i być może jedynym takim wydarzeniu jako publiczność uczestniczyli tylko dziennikarze, kilku kibicujących kandydatom znajomych, przedstawiciele Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i Forum Obywatelskiego Rozwoju (organizacji, które prowadzą obywatelski monitoring wyborów). I sędzia Barbara Piwnik, minister sprawiedliwości za czasów SLD.

Wprawdzie w samej Krajowej Radzie Sądownictwa są też minister sprawiedliwości, pierwszy prezes Sądu Najwyższego, prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego i parlamentarzyści, ale ich obecność z urzędu nie rekompensuje braku zainteresowania tą unikalną debatą ludzi i instytucji, od których zależy kształt i działanie prawa. Mam nadzieję, że nie oznacza to braku ich zainteresowania jej wynikami.

Przewodniczący KRS sędzia Stanisław Dąbrowski wyraził nadzieję, że zaproponowany przez Radę sposób wyłaniania kandydatów do najważniejszych funkcji w państwie: przez otwarty konkurs i publiczne wysłuchanie - zainspiruje polityków przy wyborze kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego, szefa NIK czy rzecznika praw obywatelskich. Ostateczna decyzja przecież i tak jest polityczna - podobnie jak w przypadku prokuratora generalnego, którego wskaże prezydent. Ważne jednak, spośród kogo się wybiera.

  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':