http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zamiast Parku Narodowego - Wielkie Polowania

Kazimierz Orłoś*
2010-01-11, ostatnia aktualizacja 2010-01-18 13:52
Moim zdaniem za eufemizmem
Moim zdaniem za eufemizmem "rozproszona populacja jeleni" kryje się to, że tych wspaniałych zwierząt jest po prostu coraz mniej. Na zdjęciu: mazurski las
Fot. Tomasz Waszczuk / AG

Dawniej, gdy we wrześniu i w październiku, w okresie rykowisk, wychodziłem w nocy, aby posłuchać jeleni - las aż huczał od ryku. W ostatnich latach słyszałem jelenie coraz rzadziej. W ubiegłym roku - las milczał.

ZOBACZ TAKŻE


Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



23 listopada, w poniedziałek, koło mego domu w sercu Mazurskiego Parku Krajobrazowego (na skraju lasu, obok płynącej za domem Krutyni) przejechało 20 wielkich samochodów terenowych, większość z odkrytymi przyczepami. Wjechały do lasu ciągnącego się w stronę Jeziora Mokrego, rezerwatów i coraz liczniejszych wyrębów. Rozjechały się w trzech kierunkach trzema drogami. Te leśne drogi zostały natychmiast zamknięte. Ludzie w pomarańczowych kamizelkach stanęli na straży, pilnując, aby nikt nie wchodził do lasu. Rozpoczęło się wielkie polowanie - kilkudziesięciu myśliwych zajęło wyznaczone stanowiska, ruszyła zwerbowana wcześniej naganka ("naganka" od słowa "naganiać").

Podobne polowania na terenie Puszczy Piskiej, w granicach Mazurskiego Parku Krajobrazowego, odbywają się dwa razy do roku, jak dowiedziałem się z broszury "Jeleń w Nadleśnictwie Strzałowo" (wydawca: Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Olsztynie, 2005). Bierze w nich udział ponad 50 myśliwych i tyleż ludzi w nagance. Obszar - około 500 hektarów. Dodam, że polowania odbywają się w kilku miejscach i trwają przez kilka dni. Z jakim skutkiem? W broszurze "Jeleń w Nadleśnictwie Strzałowo" jest zdjęcie: pokot, czyli zwierzęta zastrzelone w czasie jednego z takich polowań w 2004 r. - 107 sztuk, w tym: 50 jeleni, 24 sarny, 25 dzików, sześć lisów i dwa jenoty. Wszystkie ułożone w równych rzędach na przygotowanych wcześniej świerkowych gałęziach. Naokoło biel śniegu.

Zbigniew Ciepluch, nadleśniczy ze Strzałowa, tłumaczy poniżej fotografii (str. 40): "Dzięki zastosowaniu takiej organizacji polowań na jelenie uzyskaliśmy to, że w łowisku praktycznie panuje cały czas spokój, a bytująca populacja jeleni niepoddawana ciągłej presji polowania bytuje rozproszona równomiernie na całym terenie, nie czyniąc w naszej gospodarce rolnej i leśnej szkód, których nie bylibyśmy w stanie zaakceptować".

Czy rzeczywiście "bytująca populacja jeleni" nie jest "poddawana ciągłej presji polowania"? Chodząc po lesie, właśnie tu wszędzie, gdzie 23 listopada odbyło się wielkie polowanie, napotykam co krok myśliwskie ambony, ustawione najczęściej nad śródleśnymi łąkami, przy leśnych drogach, nad wyrębami, niedaleko przesmyków (ścieżek zwierzyny leśnej). Z reguły, tuż obok na linii strzału, czekają lizawki - słupy z solą. Strzał do zwabionych solą jeleni jest łatwy i pewny. Dlatego moim zdaniem za eufemizmem "rozproszona populacja jeleni" kryje się fakt, że tych wspaniałych zwierząt jest po prostu coraz mniej. Przynajmniej na terenie lasów, które znam dobrze, w pobliżu naszego mazurskiego domu. Dawniej, gdy we wrześniu i w październiku, w okresie rykowisk, wychodziłem w nocy, aby posłuchać jeleni - las naokoło aż huczał od ryku. W ostatnich latach słyszałem jelenie coraz rzadziej. W ubiegłym roku - las milczał.

W biurze Mazurskiego Parku Krajobrazowego w miejscowości Krutyń zapytałem nazajutrz po listopadowym polowaniu, czy leśnicy i myśliwi uzgadniają z dyrekcją Parku terminy i obszar tych wielkich polowań z nagankami. Odbywają się przecież na terenach Parku - to listopadowe tuż obok siedziby dyrekcji. Wpływ na pogłowie zwierzyny, wjazd w głąb lasu kilkudziesięciu samochodów, kilka godzin strzałów - to nie są okoliczności, które można zbagatelizować.

Dyrektor Grzegorz Wagner (niestety, śp. - zginął w wypadku samochodowym przed Bożym Narodzeniem) powiedział mi wtedy, że nikt z nim polowań nie uzgadnia. Podobnie zresztą, jak nikt nie uzgadnia obszarów i terminów wyrębu lasów na terenie Parku Krajobrazowego. To wszystko dzieje się tuż obok, w granicach administracyjnych Parku, ale leśnicy i myśliwi sami podejmują decyzje.

Trochę później, od kogoś, kto powiedział mi, że takie polowania to według niego po prostu rzeź zwierząt, dowiedziałem się, że sarny, dziki i jelenie wypłaszane są także z terenów rezerwatów. Myśliwi, oczywiście, stoją dalej - zwierzęta tylko wybiegają pod myśliwskie lufy.

Opisuję to wszystko, by przy okazji przypomnieć ubiegłoroczny apel o utworzenie Mazurskiego Parku Narodowego - list otwarty w tej sprawie skierowany do premiera Donalda Tuska i ministra środowiska Macieja Nowickiego. Ten list opublikowały w sierpniu ubiegłego roku "Gazeta Wyborcza" i "Tygodnik Powszechny". Czytaliśmy tam m.in.: "Od ponad pół wieku trwa dyskusja na temat ochrony najcenniejszych fragmentów Krainy Wielkich Jezior Mazurskich. Przez ten czas doczekaliśmy się powołania parków narodowych we wszystkich częściach kraju. Chronimy ujście Warty, Narew, Bory Tucholskie, Magurę i Wigry, a Mazury muszą zadowolić się statusem parku krajobrazowego. O tym, że jest to mało skuteczna forma ochrony, świadczy okres minionych 20 lat, w którym jedno z najpiękniejszych miejsc w Europie zostało poddane niespotykanej wcześniej dewastacji przyrodniczej i kulturowej. () Podpisujemy się pod tym listem przekonani, że ochrona jednego z najpiękniejszych miejsc w kraju wymaga wspólnego działania".

Tekst podpisało kilkudziesięciu sygnatariuszy, m.in. Krzysztof Penderecki, Wisława Szymborska i Andrzej Wajda. Z jakim skutkiem?

Przez pewien czas mówiono i pisano o apelu, tym bardziej że jednocześnie kraina jezior mazurskich pretendowała - w internetowym głosowaniu - do miana jednego z siedmiu cudów przyrody - najpiękniejszych miejsc na ziemi. Minister Nowicki w rozmowie z dziennikarką "Gazety Wyborczej" (6 sierpnia ub. roku) powiedział: "Chętnie podpisałbym się pod nim obiema rękami. Niestety, ciągle brak zgody lokalnych samorządów na utworzenie parku narodowego". I dodał optymistycznie: "Jeśli wszystko pójdzie dobrze, jesienią zaczniemy rozmowy z samorządami . Negocjacje z gminami i fundusze dla szybkiego ich rozwoju to jedyna metoda, która może przynieść pozytywny skutek".

Niestety, żadnych rozmów nie było, a w grudniu pan minister odszedł ze stanowiska. I wszystko powróciło do normy: w sprawie Mazurskiego Parku Narodowego jak od pół wieku nic się nie dzieje.

Myślę jednak, że my wszyscy - zarówno sygnatariusze listu, jak i ci, którzy przez tamte kilkadziesiąt lat zabiegali o utworzenie Parku - możemy się domagać przynajmniej kilku podstawowych informacji. Stąd moje pytania do ministra środowiska - w tym momencie do wiceministra pana Stanisława Gawłowskiego.

Jakie kroki zamierza podjąć ministerstwo w celu doprowadzenia do powstania Mazurskiego Parku Narodowego? Kiedy to nastąpi? Czy istnieją konkretne terminy i plany?

I jeszcze pytanie dodatkowe: Czy nie należałoby wzmocnić, nim powstanie Park Narodowy, uprawnień Parku Krajobrazowego na Mazurach tak, aby przynajmniej wyrąb lasów na jego terenie, a także miejsca i czas polowań, były przez leśników uzgadniane z Dyrekcją. Poddane kontroli i ograniczone. Nie jest przecież obojętne, jak będzie wyglądał przyszły Park Narodowy - ogołocony z lasów, z wytrzebioną zwierzyną, czy nie?

Mam także pytania do zarządu głównego Polskiego Związku Łowieckiego. Jak należałoby ocenić z punktu widzenia etyki myśliwskiej ustawianie na linii strzału, w pobliżu ambon myśliwskich, lizawek wabiących jelenie pod pewny strzał? Czy kodeks etyczny myśliwego dopuszcza taką metodę polowań? A także, czy wjazd do lasu kilkudziesięciu samochodów, jakby myśliwi nie mogli przejść piechotą kilkuset metrów, jest zgodny z tym kodeksem? Bo z przepisami obowiązującymi na terenie całego kraju - powszechnym zakazem wjazdu samochodów do lasu - na pewno nie.

Nie sądzę, abym uzyskał konkretne i jasne odpowiedzi. Lub jakąkolwiek odpowiedź. Tak podpowiada doświadczenie. Chciałem przede wszystkim wskazać na źródła tego wielkiego oporu, tej blokady trwającej latami, która uniemożliwia powołanie w naszym kraju - w jednym z najpiękniejszych miejsc na ziemi - Mazurskiego Parku Narodowego. Bo parki narodowe, jak wiadomo, nie tolerują na swoich terenach ani wielkich polowań, ani wielkich wyrębów lasów. Potrafią skuteczniej chronić przyrodę.

Styczeń, 2010

*Kazimierz Orłoś (ur. 1935 r.). Pisarz, publicysta, scenarzysta, autor sztuk radiowych. Z wykształcenia prawnik.

  • 35 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    32 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':