Przez ponad dwa miesiące - od 15 października do 23 grudnia - śledziłem główne wydanie "Wiadomości" - sztandarowy
dziennik publicznej telewizji nadawany codziennie w TVP 1 o godzinie 19.30. To największe pod względem zasięgu i liczby odbiorców medium informacyjne w Polsce. Dla porównania analizowałem też dwa konkurencyjne programy przeznaczone dla masowej widowni:
TVN-owskie "Fakty" o godzinie 19 i polsatowskie "Wydarzenia" o 18.50.
Polska według czołówek "Wiadomości", czyli najważniejszych doniesień serwisu, to straszna, odpychająca rzeczywistość. Ale podobnie jest u konkurencji. We wszystkich polskich programach informacyjnych dominują na przemian afery, awantury polityków (ostatnio w komisji hazardowej), ataki zimy czy grypa połączona z histerią szczepionkową.
Propaganda nienachalna Do tego standardu informowania pod słupki oglądalności "Wiadomości" jako medium najbardziej uzależnione od polityków dodają od lat element propagandy. Zasada jest stała, zmieniają się metody. Także ostatnio, gdy powróciła sympatia do wizji świata według PiS.
Od września 2009 r. mediami publicznymi włada nowa koalicja PiS-
SLD, która program pierwszy TVP oddała znów ludziom przychylnym PiS. "Wiadomości" nie pozostały jednak arogancką, nachalną maszynką do wtłaczania jednej wizji, jaką były za czasów niedawnej prezesury Piotra Farfała. Dziś ich informacje podlegają znacznie inteligentniejszej i trudniejszej do wychwycenia manipulacji.
Część z tych informacji - nie najważniejszych, ale istotnych - jest po prostu pomijana. Część, znacznie ważniejszych, jest przedstawiana w duchu dziennikarskiego obiektywizmu, ale pod pewną subtelnie podsuwaną tezę. Decyduje nasilenie właściwych cytatów, bo druga strona dostaje oczywiście głos, ale jakoś w odbiorze jest on mniej przekonujący. Część informacji nie jest pełna, często retuszuje się je tak, by miały pożądany wydźwięk.
Najważniejsze w tej technice jest to, że odbiorcy niewiele na pierwszy rzut oka zauważają. Większość informacji jest bowiem zastraszająco podobna do tych, które obejrzeć można u konkurencji, a więc z definicji "obiektywna". "Wiadomości" są spokojne i nie walczą zawzięcie. Zauważają nawet, że Polacy nie lubią prezydenta ani PiS. I zręcznie się do tego odnoszą.
O charakterze tego programu przesądzają stale dorzucane łyżeczki miodu lub dziegciu. Wychwytywane pojedynczo narażają recenzenta na zarzut czepialstwa lub przewrażliwienia. Ale właśnie ich systematyczność i jednokierunkowość wydają się niebezpieczne.
Zwykłe pomijanie Są sytuacje, kiedy trzeba docenić, że nie jesteśmy zdani tylko na "Wiadomości". Najprostszą manipulacją jest niezauważanie. W porównaniu z konkurencją w głównym serwisie TVP 1 nie ma przede wszystkim informacji niekorzystnych dla PiS i prezydenta.
Nie da się tego zrobić z tematami najważniejszymi, bo taka cenzura w medium publicznym byłaby hitem u konkurencji. Ale już newsy średniej rangi to co innego.
"Wiadomości" z zasady nie informują o dzisiejszych porażkach sądowych swoich "bohaterów" w głośnych niegdyś sprawach: Jarosława Kaczyńskiego za pomówienie Ludwika Dorna o niepłacenie alimentów; Andrzeja Zybertowicza za wygłoszone w TVP oskarżenie Zygmunta Solorza o współpracę ze służbami; Zbigniewa Ziobry za publiczną sugestię wobec doktora Garlickiego o umyślnym zabijaniu pacjentów; Radia Maryja za oskarżenie Stefana Niesiołowskiego o sypanie w PRL-owskim procesie ani o tym, że prekursorem tego kłamstwa był Jarosław Kaczyński, któremu teraz też grozi za to proces.
Jeśli już coś takiego się przemknie, to później i w lepszym kontekście. Z powyższych spraw informowano jedynie o przegranej Ziobry - po kilku dniach, przy innej, korzystnej dla niego okazji.
Pomijane są informacje o blokowaniu przez prezydenta od dłuższego czasu awansów generalskich w MSWiA. Podobnie te o braku jego zgody na zagraniczne odznaczenia dla osób, które naraziły się PiS.
Z materiałów o PiS znikają często dwuznaczności, jeśli tylko mogłyby zachwiać wiarą widza w siłę i linię tej partii. Informacja o PiS-owskim gabinecie cieni pomija zabawny szczegół, że eksperci, którzy mają teraz pracować nad programem PiS, nie zgodzili się na upublicznienie swoich nazwisk.
Gdy do szczepionkowego boju przeciw minister Kopacz ruszył rzecznik praw obywatelskich, za przesadę uznał to nawet PiS-owski specjalista od zdrowia, były wiceminister Bolesław Piecha. Ale tylko w Polsacie.
Zamulenie - wyższy stopień przetwarzania informacji Od prymitywnej metody retuszu informacji i komentarzy dużo skuteczniejszym narzędziem propagandy jest zamulenie. Polega głównie na tym, że z informacji znika istotny element, by odbiorca nie do końca coś zrozumiał albo przeciwnie - by zrozumiał tak, jak chce redaktor formujący informację i naginający ją pod wątpliwą tezę.
Informacji o procesie, jaki Lech Wałęsa wytoczył Lechowi Kaczyńskiemu, "Wiadomości" nie mogły całkiem zlekceważyć. Więc najpierw ją trochę pogmatwano, a dopiero później pominięto.
Gdy zbliżał się termin rozprawy, przypomniał o tym Polsat. Bo to w tej stacji pozwany uznał Wałęsę za komunistycznego agenta. "Wiadomości" nadały wtedy wydumanego newsa, że Wałęsa mógłby wytoczyć sprawę ogranizatorom uroczystości 20-lecia upadku muru berlińskiego za przypadkowe uderzenie go przez kamerę. Taki informacyjny skok w bok, po dwóch tygodniach od zdarzenia.