http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dogonić Niemcy z Balcerowiczem

Jakub Halcewicz-Pleskaczewski
2009-12-30, ostatnia aktualizacja 2009-12-30 14:20

W telewizji pokazali: Tomasz Lis na żywo, 21 i 28 grudnia TVP 2

Gośćmi kolejnych odcinków programu Tomasza Lisa było dwóch polityków, którzy zetrą się w przyszłorocznej kampanii prezydenckiej - Jerzy Szmajdziński (SLD) i Andrzej Olechowski. A potem prof. Leszek Balcerowicz pokazał, że mimo wyborów rok 2010 będzie nieciekawy.

Dlaczego? Wystarczy posłuchać, co do powiedzenia mają kandydaci na prezydenta.

- Muszę wyjść do ludzi i pokazać, że nie jestem mały i gruby - mówi niskim usypiającym głosem Szmajdziński. - Mam wizję prezydentury przyjaznej, opartej na konstytucji, na współdziałaniu władz, na dialogu społecznym, na poszanowaniu praw mniejszości i wykluczonych.

Może coś, czego jeszcze nie słyszeliśmy, powie Andrzej Olechowski? Na czym opiera nadzieję na zwycięstwo? - Na potrzebie zmian w polityce. Mógłbym zmienić Polskę na lepsze.

Miliony Polaków ziewają przed telewizorem.

Najbardziej ożywionym rozmówcą okazał się prof. Balcerowicz. Chyba 20-lecie polskich reform gospodarczych dodało siły ich autorowi. - Powinniśmy sobie postawić jako narodowy cel dogonić Niemcy. Nie przez 50 lat, ale 20 - mówił. - Nie wymaga to żadnych wyrzeczeń. Wprowadzenie reform, dzięki którym ludzie będą więcej pracować, skoro dłużej żyją, nie jest wyrzeczeniem. Tak samo odpolitycznienie gospodarki.

Trzeba by założyć, że rozwijałaby się ona w tempie średnio 5 proc. rocznie, a niemiecka - w granicach 1,5 proc., zaznaczył profesor. Wówczas wystarczyłoby "utrzymać to, co dobre": niską inflację, mocny, wymienialny pieniądz oraz prywatyzować i ograniczać wydatki budżetowe, by rosły wolniej niż gospodarka. - Dzięki temu będziemy mieli niższe podatki, mniejszy dług publiczny i mniej wydatków, które demobilizują ludzi.

Jakim słowem prof. Balcerowicz określa przyszłość? "Mobilizacja": - Trzeba stale wygrywać propagandowe pojedynki z różnymi fałszywymi Świętymi Mikołajami, którzy obiecują: "Dam, dam, dam", ale nie powiedzą z czego.

Tak mówi ktoś, kto ma plan, nieważne - podoba się on nam czy nie. Niestety, nie mówią tak zadeklarowani kandydaci na prezydenta. A prof. Leszek Balcerowicz nie kandyduje.

Do wyborów szykują się politycy bez charyzmy, bez chęci lub umiejętności atrakcyjnego zaprezentowania się Polakom w popularnym programie telewizyjnym. W tym samym czasie sukces reform Balcerowicza porównuje się w debacie publicznej do wprowadzenia stanu wojennego.

Nie podzielam wiary niektórych obserwatorów sceny politycznej, że pojawienie się jakiegokolwiek trzeciego kandydata - oprócz Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska - będzie korzystne dla kampanii wyborczej. By ożywić debatę w zablokowanym układzie Kaczyński - Tusk, nie wystarczy być. Potrzeba pasji i wizji, które przekonają wyborców, że warto głosować.

  • 44 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Kto się wstydzi krzyża?

Pewnej nocy ktoś wywiercił dziury i przykręcił krzyże katolickie. A kolejnej ktoś ukradł krzyż prawosławny... Matka sołtysa wpada do izby i krzyczy: - LEPIEJ NIC IM NIE GADAĆ!

Dlaczego wierzę. Do Krzysztofa Vargi

Napisał pan, że wiara jest deską ratunku, ale nabitą gwoździami. Tak, można się na drodze wiary mocno poranić. Ale my, chrześcijanie, wierzymy, że u kresu tej drogi będzie na nas czekać coś wspaniałego