(...) Po 12 latach pojawia się zapis Anoszkina z rozmowy Kulikowa ze mną, ogłoszony hucznie jako nowy sensacyjny dokument. Faktycznie nie jest to żaden dokument, a luźna notatka, nie wiadomo kiedy oraz w jakim celu sporządzona i prywatnie przechowywana przez 12 lat. Do tego obecnie dochodzi filmowo-telewizyjna jednozdaniowa wypowiedź marszałka Kulikowa, który widocznie zapomniał o swych opiniach wyrażonych oficjalnie w czasie konferencji w Jachrance (listopad 1997 r.). Znalazły się one w spisanym z taśmy magnetofonowej materiale i opublikowanym (Wyd. ANEKS) w 1999 roku pt.: "Wejdą nie wejdą". Są tam m.in. następujące wypowiedzi marszałku Kulikowa: "Wielokrotnie, jako Głównodowodzący miałem kontakty z towarzyszem Kanią i towarzyszem Jaruzelskim i innymi dowódcami wojskowymi i nikt nigdy nie postawił problemu wkroczenia do Polski" (str. 156).
„ »Solidarność « w różny sposób, nie będę opisywał, wkroczyła na drogę konfrontacji z partią, z władzą, która wtedy rządziła. Takiej sytuacji dowództwo Układu Warszawskiego nie mogło przyglądać się bezczynnie” (str. 140). „Wszystko to zmuszało nas do utrzymywania wojsk w takim stopniu gotowości, by w odpowiednim momencie mogły działać, jeżeli wymagała by tego sytuacja” (str. 157) „W Związku Radzieckim, a tym bardziej w Komitecie Centralnym wszyscy oceniali »Solidarność « jako kontrrewolucję, jako ruch przeciwko któremu trzeba podjąć odpowiednie kroki. Dlatego nie ma co kręcić i mówić inaczej (str. 258). Ale jednocześnie „kręcił”, mówiąc, że interwencja nie była planowana, a nawet - co zabrzmiało wręcz humorystycznie - że żadnego nacisku (dawlenija) na stronę polską nie było. A jak było z tym „dawlenijem” ilustrują - odnotowane przez moją adiutanturę - aż 22 spotkania i rozmowy, jakie marszałek Kulików odbył ze mną w 1981 roku. Nie były to przecież rozmowy o pogodzie.
Ponadto coś z elementarnej logiki, jeśli rzekomo nie wierząc w zdolność zrealizowania stanu wojennego własnymi siłami, prosiłem o zapewnienie pomocy, to uzyskując odpowiedź odmowną - albo: stan wojenny nie zostaje wprowadzony, albo okazuje się samobójczą, krwawą awanturą. Jak wiadomo nie stało się ani jedno, ani drugie. (...)
Fragmenty z oświadczenia dla pap