http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Co dalej z Afganistanem? - ankieta "Gazety" (2)

Opr. Marcin Wojciechowski
2009-12-08, ostatnia aktualizacja 2009-12-07 16:58
Polscy żołnierze w Afganistanie
Polscy żołnierze w Afganistanie
Fot. Damian Kramski / AG

Czy ogłoszona przez prezydenta USA Baracka Obamę strategia jest słuszna? Czy Polska powinna brać w niej udział?

USA wyślą w przyszłym roku dodatkowe 30 tys. żołnierzy do Afganistanu, a Polska zwiększy swój kontyngent o 600 żołnierzy - do 2600. Więcej wojsk do Afganistanu mają także wysłać inne kraje NATO oraz partnerzy Sojuszu, jak np. Gruzja. Najbliższe dwa lata mają być kluczowe do przeważenia szali zwycięstwa w wojnie na rzecz NATO. Oprócz walk z talibami Sojusz ma wyszkolić afgańską armię oraz policję, zwiększyć ich liczebność ze 150 do blisko 600 tys. oraz przygotować Afgańczyków do przejęcia odpowiedzialności za bezpieczeństwo kraju.

Dziś drugi odcinek naszego cyklu.

Prof. Roman Kuźniar, Instytut Stosunków Międzynarodowych UW, doradca szefa MON

- Z jednej strony można byłoby odetchnąć z ulgą: Amerykanie nareszcie mają strategię w Afganistanie. I można dodać: u progu dziewiątego roku wojny - lepiej późno niż wcale. Ta nutka optymizmu bierze się stąd, że do tej pory Amerykanie popełniali w Afganistanie wszystkie możliwe błędy. Operacja "Trwała wolność" trafi zapewne do podręczników studiów strategicznych pod hasłem "Jak nie należy toczyć takich wojen".

W tej perspektywie nowa strategia USA wydaje się racjonalna i przekonująca. W działaniach operacyjnych siły sojusznicze mają się koncentrować na Al-Kaidzie i tym odłamie talibów, który ją wspiera. Po drugie, zostanie próba zjednania i włączenia do życia publicznego umiarkowanych i przypadkowych talibów. Po trzecie, sojusznicy więcej uwagi poświęcą szkoleniu wojska i policji afgańskiej, aby możliwe było przejęcie przez nich odpowiedzialności za bezpieczeństwo kraju w dwa-trzy lata. Znaczące wzmocnienie obecności wojskowej w Afganistanie ma do tego stopnia zwiększyć szansę na realizację tych celów, że możliwe miałoby być zapoczątkowywanie wycofania wojsk USA i NATO już od 2011 r.

Prezydent Obama jest naciskany przez kalendarz wyborczy. Określenie terminu wychodzenia ma być formą presji na rząd w Kabulu i przesłaniem: weźcie się w końcu do roboty, bo wkrótce nie będziecie mogli na nas liczyć. Ostatni sowiecki namiestnik, prezydent Nadżibullah, zginął powieszony na latarni po wkroczeniu rebeliantów do stolicy. Taka wizja powinna mobilizować skorumpowany i nieudolny reżim Karzaja.

Niestety, nie ma gwarancji, że strategia zagra. Przyzwyczailiśmy miejscowych, że wyręczamy ich we wszystkim, i nie zechcą z tego łatwo zrezygnować (jak Kosowianie w Kosowie). Po drugie, zwiększona obecność wojsk i aktywność operacyjna to także większe straty. Po trzecie, nasze próby budowania państwa i decydowania o ustroju Afganistanu prowadzą niekiedy do politycznej groteski, jaką były ostatnie wybory prezydenckie. Po czwarte - i najważniejsze - talibowie mogą nas zechcieć przeczekać. My się wycofamy - oni wrócą. Trzeba rozmawiać także z nimi.

I jeszcze jedno. Waszyngton Obamy nie powinien popełniać błędów administracji Busha. Nową strategię należało konsultować z sojusznikami, gdy była formułowana. Nie wystarczy się ograniczyć do jej zakomunikowania i prośby o zwiększenie udziału. Sojusznicy to nie podwykonawcy. Tkwimy tam dlatego, że najsilniejszy w tej wojnie nie okazał się najmądrzejszy. Jeśli ta strategia nie wypali, przedmiotowo traktowani sojusznicy mogą nie zechcieć ponownie zwiększyć lub przedłużyć swego zaangażowania.

Piotr Krawczyk, analityk PISM, b. polski dyplomata w Afganistanie

- Główne pytanie brzmi, czy strategia Obamy zadziała. Choć zawiera wiele ważnych, dających nadzieję na poprawę sytuacji elementów, to jednak niepokoi prawie zupełny brak wymiaru politycznego. Ostatnie wybory prezydenckie pokazały, że problemem Afganistanu jest nie tylko działalność talibów, ale również niestabilna i napięta sytuacja polityczna. Bez rozwiązania kwestii politycznej afgański rząd nie będzie dla USA wiarygodnym partnerem, z którym będzie można współpracować i któremu będzie można w przyszłości przekazać pełną odpowiedzialność za państwo. Dodatkowo istnieje niebezpieczeństwo, że bez rozwiązania wewnątrzpolitycznych problemów Afganistanu przyszłoroczne wybory parlamentarne i do rad dystryktów jeszcze bardziej zdestabilizują sytuację, co utrudni realizację amerykańskich zamierzeń. Rozczarowana sposobem przeprowadzenia tegorocznych wyborów prezydenckich opozycja może zbojkotować przyszłoroczne wybory parlamentarne, co osłabi i tak już nadwyrężoną legitymizację rządu prezydenta Karzaja.

Z kolei zbyt wiele miejsca poświęca się kwestii walki z korupcją. Aby stała się ona skutecznym narzędziem naprawy państwa, musiałaby ona dotyczyć głównie najwyższych urzędników w państwie. Społeczność międzynarodowa nie jest jednak gotowa do podjęcia kroków przeciw członkom najwyższych władz afgańskich mających korupcyjne powiązania. Działania wymierzone przeciwko osobom odpowiedzialnym za korupcję na średnim czy niskim szczeblu nie rozwiążą problemu. Korupcja w Afganistanie jest w znacznej mierze efektem biedy i bez zwiększenia nakładów na poprawę sytuacji gospodarczej walka z nią będzie usuwaniem oznak choroby, a nie jej źródeł.

Grzegorz Napieralski, szef SLD

- SLD opowiada się za zakończeniem obecności wojskowej w Afganistanie. Jeśli decyzja amerykańska ma służyć zakończeniu tej obecności, to należy ją popierać. Kolejny raz w trybie gabinetowych konsultacji, najpierw z ust ambasadora amerykańskiego, społeczeństwo polskie i klasa polityczna, w tym moja partia, dowiadują się o tym, że mamy zwiększyć obecność wojskową w Afganistanie. Nie poprzedza jej ani publiczna informacja na temat celów i naszej strategii w ramach tej misji, ani określenie, jakiej rząd chce dokonać korekty. Unika się konsultacji z siłami politycznymi w Sejmie i dyskusji ze społeczeństwem, wiedząc, że jest ono przeciw obecności Polski w Afganistanie.

Dobrze rozumiem zobowiązania wynikające z członkostwa w NATO, ale chciałbym, aby nasi sojusznicy - Stany Zjednoczone - ale także rząd dokonali wiarygodnej analizy i pokazali perspektywę zakończenia tego konfliktu. Wiele razy byliśmy nie w pełni poinformowani albo dezinformowani.

Gdy słyszę po raz kolejny, że właśnie teraz, od momentu zmiany tej koncepcji, będziemy kontynuować dialog polityczny z Afgańczykami, będziemy oferować wsparcie humanitarne i pomoc rozwojową dla mieszkańców tego regionu, że będziemy szkolić wojsko i policję afgańską, wspierać lokalną administrację, a także konsekwentnie rozbrajać kontyngent (tak mówi minister obrony), to pytam: dlaczego do tej pory tego nie robiono?

W związku z realizacją polityki prezydenta Obamy, reorientacji USA na region Pacyfiku i wyraźnym zmniejszeniem aktywności w rejonie Atlantyku pytamy o cele strategiczne w zakresie bezpieczeństwa światowego. Sytuacja w Afganistanie bardziej zagraża bezpieczeństwu w Azji (broń atomowa w Pakistanie) niż w Europie. Deklarujemy walkę z terroryzmem, wszędzie tam, gdzie to jest potrzebne, ale na partnerskich zasadach. Sposób podjęcia decyzji o zwiększeniu polskiej obecności w Afganistanie świadczy o tym, że rząd boi się rozmawiać ze społeczeństwem bądź nie jest poinformowany o tym, jaka naprawdę jest perspektywa tej misji.

  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':