Katarzyna Wiśniewska: Pozycja Kościoła przed wojną była słabsza niż w III RP? Prof. Andrzej Friszke*: Mocniejsza, bo usankcjonowana konstytucyjnie. Konstytucja z 1921 r. dawała Kościołowi rzymsko-katolickiemu „naczelne stanowisko wśród równouprawnionych wyznań”, dodatkowo usankcjonowane konkordatem.
Podczas gdy obecna konstytucja mówi, że Kościoły i związki wyznaniowe są równouprawnione. Ale jaki był wtedy realny wpływ Kościoła? - W życiu społecznym pozycja Kościoła była bardzo mocno ugruntowana, poczynając już od ogromnego wpływu na system oświatowy. Kościół posiadał własne szkoły, aż po KUL, ale niezależnie od tego miał duży wpływ na programy szkolne, nie tylko w kwestii nauki religii. Prestiż księdza katechety, jego pozycja wśród nauczycieli była znacznie większa, niż wynikałoby to z jego formalnej funkcji.
W Polsce istniało wówczas także szkolnictwo wyłącznie religijne, np. żydowskie. Państwo uznawało, że chodzenie do chederu wypełnia obowiązek szkolny. Ale w ogólnym szkolnictwie powszechnym i prywatnym także uważano, że w wychowaniu młodzieży chrześcijańskiej rola Kościoła jest kluczowa.
Ten model nie był oczywiście akceptowany przez wszystkich. W Sejmie broniła go przede wszystkim Narodowa Demokracja, główna partia prawicy, dbająca o szczególną rolę Kościoła w państwie - jako strażnika zasad. Przepisy konstytucji, o których mówiliśmy, właśnie przez nią zostały przeforsowane. To budziło protesty ze strony środowisk lewicowych - PPS,
PSL Wyzwolenie. Ale te ugrupowania nie były dość silne, żeby ograniczyć wpływy Kościoła.
A po przewrocie majowym w 1926 r. sytuacja Kościoła się pogorszyła? - Na czele rządu stanęli ludzie związani na ogół ze sferami liberalnymi, krytycznymi wobec Kościoła, ale żeby Kościoła nie zniechęcać i przeciąć jego sojusz z endecją, potwierdzili wszystkie dotychczasowe ustalenia. Dekrety Bartla ostatecznie uporządkowały np. zakres nauczania religii w szkole.
Były w II RP nastroje antyklerykalne? - Bardzo silne, mniejszościowe oczywiście. Na pewno była to cała lewica, krąg oddziaływania PPS, dużej części ruchu ludowego i związanych z nim organizacji młodzieżowych. Antyklerykalizm, i to niekiedy radykalny, przejawiały też liczne środowiska inteligencji.
Bardziej niż lewica w III RP? - Nieporównywalnie bardziej. Do tego stopnia, że zdarzały się kłótnie, np. o obecność księdza na pogrzebie. Dziś to zupełne wyjątki, kiedy księdza nie ma na pogrzebie, a przed wojną bywało, że rodzina zmarłego chciała księdza, a przyjaciele protestowali, dochodziło wręcz do awantur. W dużej części centrowych ruchów politycznych, zwłaszcza chłopskich, był sprzeciw wobec pozycji księdza jako przewodnika społecznego. Sprzeciwiano się, by ksiądz mówił, na kogo głosować, co w polityce jest dobre, a co złe.
Agitacja z ambon była powszechna? - Zwłaszcza w latach 20. Kościół się nie krył z sympatią dla endecji. Ta ideologia agitacyjna - bo nie miało to nic wspólnego z religią - głosiła, że po jednej stronie istnieją zasady moralne, katolickie i narodowe, a po drugiej świat komunizmu i różnych radykalizmów, które godzą w system wartości tradycyjnych.
Mówił pan o mocnej pozycji konstytucyjnej Kościoła w II RP, ale Kościół w III RP miał chyba jednak większą siłę przebicia? Zwłaszcza na początku lat 90. - religia przywrócona do szkół, hierarchowie domagali się całkowitego zakazu aborcji. - Zdecydowanie tak. Wskutek rozwoju zdarzeń w PRL ideowy antyklerykalizm zanikł, a co najmniej od wyboru
Jana Pawła II Kościół został uznany za instytucję ogólnonarodową, dawał ramę dla części działalności opozycyjnej. W latach 80. stał się przedmiotem zabiegów ze strony władzy, która chciała odciągnąć Kościół od popierania "Solidarności" i była gotowa na różne koncesje, zezwalając np. na wydawanie kilkudziesięciu pism diecezjalnych. Ustawa o stosunkach państwo - Kościół pochodzi także z końcówki tamtego czasu, bo z wiosny 1989 r. Władza robiła to w nadziei, że w wyborach czerwcowych 1989 r. Kościół nie poprze opozycji.
Po 1989 r. Kościół uważał, że od "swoich" ma prawo wiele wymagać - Hierarchowie uważali, że "Solidarność" jest przedłużeniem Kościoła. Mam wrażenie, że Kościół nie do końca przemyślał, czym tak naprawdę jest społeczeństwo polskie A.D. 1989; wychodzono z założenia, że dzieli się na komunistów i ich popleczników oraz na katolików, ludzi związanych wprost z Kościołem.
Pominięto całą sferę pośrednią: tych, którzy są wierzący, ale niekoniecznie uważają, że Kościół w sprawach społecznych i politycznych ma zawsze rację. Przed wojną też byli ludzie, którzy krytycznie patrzyli na Kościół, ale społeczeństwo przedwojenne było tradycyjne w znacznie większym stopniu niż współczesne.