http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Opinie >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Opinie

Zaprzestań gniewu i porzuć zapalczywość

Tadeusz Bartoś*
2009-11-20, ostatnia aktualizacja 2009-11-20 11:44

Katoliccy przywódcy zbyt łatwo rezygnują z religijnego sensu krzyża, przechodząc na pozycje uniwersalne obrońców kultury. Mniej mają na uwadze głoszenie "głupstwa" wiary, a bardziej ochronę pozycji społecznej własnej organizacji

Wyrok Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu w sprawie krzyża we włoskiej szkole może bulwersować. Zwłaszcza Polaków, którzy w latach 80. w ramach oporu obywatelskiego wobec systemu władzy totalitarnej walczyli o prawo do krzyży w miejscach publicznych, urzędach, szkołach i szpitalach. Oburzenie to ma swoje racje. W Piśmie Świętym jednak czytamy, by się nie oburzać: „Zaprzestań gniewu i porzuć zapalczywość; nie oburzaj się: to wiedzie tylko ku złemu" (Ps. 37,3). Rozważmy więc sine ira et studio racje stron sporu.

Współczesna demokracja broni świeckości państwa, by rozmaite wyznania i ludzie niereligijni mieli te same prawa i przywileje. Tak, aby państwo mogło stać się wspólnym domem dla ludzi różnych opcji ideowych. Stanowisko to wynika m.in. z doświadczenia krwawych wojen religijnych ciągnących się dziesiątki lat w Europie u początków nowoczesności. Świeckie państwo nie chce preferować żadnej religii, nie odrzuca jednak religii jako takiej i bynajmniej nie tworzy aksjologicznej próżni. Przeciwnie, tworzy istotną wartość, jaką jest ochrona pokoju społecznego będącego rezultatem równego traktowania wszystkich obywateli. Jak to zrobić - oto właściwy przedmiot sporu. Idzie bowiem o zapewnienie harmonijnego współistnienia ludziom o niekiedy skrajnie odmiennych poglądach.

Potrzeba między innymi ochrony praw mniejszości. Mniejszość jako mniejszość łatwo może zostać przegłosowana i pozbawiona swych praw (co także wynika z doświadczeń historycznych). Dlatego gwarantuje je konstytucja i prawo międzynarodowe. Jedna z takich mniejszości, istniejąca w wielu państwach, na przykład we Włoszech czy w Polsce, to ateiści. Bez prawnej ochrony pozostaliby w pewnych kwestiach bezbronni. Wśród ateistów mamy takich, którzy są przekonani, że religia jest źródłem zła, uczy nietolerancji, pogardy dla innych, jest siedliskiem zabobonu pozbawiającego używania rozumu. Ich poglądy należałoby przyjąć do wiadomości (co oczywiście nie oznacza akceptacji). Ateiści ci chcą, i mają do tego prawo, by ich dzieci nie były wychowywane religijnie. Nie odpowiada im, by w publicznej szkole znajdowały się symbole religijne, które uznają za znaki rzeczy złych, szkodliwych i niemoralnych. Takie stanowisko może oburzać ludzi wierzących, patrz jednak wyżej na Psalm 37. 

Kościelna strona sporu uznaje wyrok Trybunału za atak na krzyż, pogwałcenie prawa do wolności religijnej. Jest w tym jakaś racja, której trzeba się starannie przyjrzeć, choć kwestia jest złożona, dotyczy argumentów prawnych i wymaga specjalistycznych analiz. Zapowiedź apelacji przez włoskie ministerstwo edukacji i kontynuacja procesu być może sprawę rozjaśnią.

Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego, w rozmowie z "Gazetą" mówił, że wyrok sankcjonuje nietolerancję. Na tym bowiem polega wolność religijna, że każdy obywatel może manifestować w przestrzeni publicznej swoje przekonania. Z drugiej jednak strony zwraca uwagę, że niekonstytucyjne byłoby użycie narzędzi państwowych do wieszania krzyży w budynkach publicznych. Ze stwierdzeń tych wynika, że pozostaje nam inicjatywa prywatna. Kto pierwszy powiesi swój krzyż, ten lepszy (może pod osłoną nocy, jak to w swoim czasie zrobili w Sejmie nasi dzielni posłowie). Taki kierunek rozwoju wypadków kłóci się jednak z powagą państwa i poczuciem sprawiedliwości.

By nie iść tą drogą, trzeba by m.in. rozstrzygnąć, które instytucje publiczne są bezpośrednim wyrazem działania państwa. Państwu bowiem nie wolno uprzywilejowywać symboli jakichkolwiek organizacji religijnych. Poza oczywistymi przykładami, jakimi są Sejm, rząd (wojewodowie), sądy, rozstrzygnięcia wymaga, czy należą do nich także instytucje samorządowe i podległe im szkoły, szpitale, domy kultury itp. Zapytać trzeba: czy edukacja szkolna odbywa się w imieniu państwa, które wychowuje sobie obywateli (model francuski), czy w imieniu społeczeństwa (rodziców), którzy edukują sobie swoje własne dzieci. A może konieczny jest jakiś wariant pośredni? Kwestie te sięgają fundamentów ustroju. Musimy zacząć od imponderabiliów.



***



Wyrok Trybunału jest kontrowersyjny także z tego względu, że wywołuje falę oporu, która może raczej wzniecić zachowania nietolerancyjne, niż je redukować. Przedstawiciele Kościoła łatwo wchodzą w zwarcie, eskalując emocje. Kard. Dziwisz oświadczył, że deptana jest wolność religijna, co jest przejawem "dyktatury relatywizmu". Zapominając o szacunku należnym sądom, wysoki hierarcha katolicki oświadcza: "Dochodzi do tego, że chrześcijaństwo próbuje się wypierać z życia publicznego, a sędziowie, którzy ustawiają się w roli stróżów wolności, poprzez ten wyrok sami stają się jej zaprzeczeniem". Członek brytyjskiej katolickiej organizacji Pro Ecclesia et Pontifice, Michael Akerman deklaruje, że jeśli teraz chrześcijanie nie wystąpią w obronie krzyża, nie będą mogli się już nazywać chrześcijanami. Do frontu walki dołączają prawosławni Grecy, stwierdzając, że protestanci, katolicy i prawosławni powinni zawiesić spory i zjednoczyć się przeciwko wyrokowi ze Strasburga, który jest pogwałceniem wolności wyznania.

W wypowiedziach tych mamy do czynienia z typową dla języka wojny generalizacją sugerującą totalne zagrożenie religii i wzywającą do konfrontacji. Pomija się fakt, że wyrok dotyczy symboli religijnych w jednej szkole we Włoszech, a nie praktyk religijnych w ogólności, których nikt w Europie nie zakazuje, bo zakazać nie może. Strona kościelna nie dopuszcza możliwości rezygnacji z obecności znaków religijnych w instytucjach państwowych, nie dociera do niej argument, że potrzeba, by państwo miało miejsca, z którymi identyfikować się mogą wszyscy obywatele.

Ognisty konflikt pobudza do reakcji dyżurnych antyklerykałów kraju. Joanna Senyszyn zapowiedziała, choć to pusty gest, że wystąpi do rządu o rozporządzenie nakazujące usunięcie krzyży ze szkół. By wykopać wojenny topór, ponownie uogólniony zostaje jednostkowy wyrok Trybunału. Zamiast merytorycznej rozmowy szykują nam się - jak to zwykle u nas bywa - pokrzykiwania, zaczepki, sążniste wyrazy oburzenia pomieszane z szyderczymi kpinami. Ginie z oczu stojące przed nami zadanie przemyślenia i asymilacji fundamentalnych wartości, jakimi kierować się powinno nowoczesne społeczeństwo.



***



Z innej jeszcze strony. Ciekawe argumenty pojawiają się w wypowiedziach reprezentantów włoskiego Kościoła. Rozmywają one religijne znaczenie krzyża, które okazuje się niewygodne w sporze. Przedstawiciel Watykanu, ks. Federico Lombardi, kard. Bertone, a także Rocco Butiglione (wpływowy intelektualista kościelny i chadecki polityk) mówią o krzyżu jako elemencie włoskiej kultury, jej tradycji i tożsamości.

Osobliwe jest przesuwanie na drugi plan sensu religijnego krzyża jako znaku zbawczej śmierci Jezusa za świat. Czyżby prominentni katolicy ze względów pragmatycznych nie chcieli przyznawać się do swej wiary? Ona wzywa ich do dawania świadectwa zbawczej mocy Jezusowej śmierci na krzyżu, a nie do ochrony tożsamości kulturowej Włochów.

Odstawienie na bok sensu religijnego krzyża ma istotny walor praktyczny w prowadzonej polemice. Jeśliby bowiem zgodzić się, że krzyż jest przede wszystkim znakiem śmierci Chrystusa dla okupienia wszystkich ludzi, wtedy ujawniłby się faktyczny konflikt ideowy i być może niestosowność obecności krzyża w miejscach, które z definicji mają być wspólną przestrzenią dla katolików i niekatolików. Znak religijny konstytuuje przestrzeń religijną (umyka to uwadze polemistów). Być może więc w życiu publicznym organizowanym przez neutralne światopoglądowo państwo trzeba by odróżniać Kościół, przykościelną salkę katechetyczną od urzędu, sądu czy szkoły?

Katoliccy przywódcy dla celów pragmatycznych zbyt łatwo rezygnują z partykularnego religijnego sensu krzyża, przechodząc na pozycje uniwersalne obrońców kultury. Mniej mają na uwadze głoszenie "głupstwa" wiary, a bardziej ochronę pozycji społecznej własnej organizacji, która do niedawna dominowała w kulturze europejskiej.



Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.5

28 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne