Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska: Donald Tusk chce Polakom mówić, co i kiedy mają robić. Zaczął antyhazardową krucjatę. Czy w premierze jeszcze jest coś z liberała? Jan Krzysztof Bielecki: Jeżeli wolność gospodarcza ma być definiowana stosunkiem do hazardu, to ja pewnie też nie jestem zwolennikiem wolności gospodarczej.
Dlaczego wicepremier Grzegorz Schetyna zapłacił stanowiskiem za kontakty z biznesmenami z branży hazardowej, choć nic im nie załatwił? - Nie chciałbym odnosić się do konkretnych osób. Mogę jedynie przedstawić generalną zasadę, której powinien się trzymać każdy polityk. Należy wyrobić sobie pewien styl polegający na trzymaniu dystansu wobec osób, które spotykamy podczas działalności publicznej. Nie wrogości, nie lekceważenia, ale właśnie dystansu. Nie można pozwalać sobie na zbytnią poufałość.
To jest ten rodzaj stylu bycia, który zaobserwowałem u osób publicznych w Wielkiej Brytanii. W Polsce najlepiej było go widać u ministra Krzysztofa Skubiszewskiego. Zawsze uprzejmy, chętnie wysłuchujący racji, ale rozmówcy czuli respekt i nie pozwalali sobie przy nim na zbyt wiele. Polityk, który nie posiądzie tej umiejętności, jest narażony na różne pułapki.
To zarzut wobec Schetyny, do którego biznesmen z branży hazardowej wydzwaniał i złapał go na lotnisku? - Jestem ostatnim, który chciałby formułować jakiekolwiek zarzuty. Ale wiem, że lobbyści chętni do załatwienia różnych interesów z politykami utrzymującymi opisany przed chwilą dystans napotykają na niewidzialną barierę. Ona uzmysławia im, że z tym człowiekiem nie da się załatwiać interesików. Do takiego polityka nikt nie przychodzi z tego typu sprawami. I taką pozycję należy sobie wypracować.
Stoicie pan i Krzysztof Kilian [minister łączności w rządzie Suchockiej] za nową strategią premiera? Odciąć wrzód, czyli pozbyć się z rządu sześciu ministrów i pójść na wojnę z branżą hazardową. Takie moralne wzmożenie. - Takie spekulacje to wyłącznie próba dyskredytowania premiera. On nie potrzebuje prowadzenia przez nikogo za rączkę. Bardzo dobrze poradził sobie w sytuacji poważnego kryzysu gospodarczego, a następnie skandalu politycznego. A teraz różne osoby próbują dorobić do tego spiskowe teorie dziejów. Ot, całe polskie piekiełko.
Korzystanie z pańskich rad miałoby dyskredytować premiera? - Sugerując, że za tymi decyzjami stał ktoś trzeci, próbuje się pomniejszać jego rolę przywódczą.
Każdy przywódca ma doradców. Premier Tusk pozbył się z kancelarii swojego najbliższego zaplecza. Co w tym dziwnego, że sięga po rady starych druhów? - Temat rzekomego doradzania już omówiliśmy, natomiast moich koleżeńskich relacji z panem premierem nie komentuję.
Politycy PO upierają się, że to pan podsunął premierowi pomysł, by przesunąć wicepremiera Schetynę do Sejmu. - Kryzys i zamieszanie polityczne prowokują takie czy inne spekulacje, a moja osobista znajomość z Donaldem Tuskiem jest przekładana na różne rządowe decyzje. Całkowicie niesłusznie.
Grzegorz Schetyna emocjonalnie wyznał, że skończył się romantyczny okres uprawiania polityki. Zaczął się system zespołu U2 - muzycy na koncerty przyjeżdżają osobno, dają dobry koncert i się rozjeżdżają. - Skoro panie wolą rozmawiać o muzyce, to w ramach wyjątku podejmę się interpretacji wypowiedzi Grzegorza Schetyny. Rozumiem jego słowa tak: U2 to bardzo dobry zespół. Przyjeżdżają i grają świetne koncerty, co potwierdzają również dziesiątki tysięcy Polaków. A poza tym nie byłoby U2, gdyby nie było Bono. I niewątpliwie Donald Tusk w tej analogii odgrywa rolę Bono. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że na dobry koncert i wizerunek zespołu pracuje wielu muzyków oraz instrumentalistów. Przecież w parlamencie, w klubie też są wybitni muzycy.
Po zmianach personalnych premier został sam, bez zaplecza. - Zapleczem jest partia jako całość.