http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pacjenci zawsze będą narzekać. Rozmowa z minister zdrowia Ewą Kopacz

Rozmawiała Elzbieta Cichocka
2009-11-17, ostatnia aktualizacja 2009-11-17 13:51

To nie jest dobra pora do podniesienia składki zdrowotnej. W czasie dekoniunktury nie podnosi się obywatelom obciążeń. A poza tym wzrost składki dałby szpitalom 2 mld zł. W ciągu ostatnich dwóch lat dostały 10 mld zł. Zmieniło się coś?

3 listopada. Warszawa, kancelaria premiera. Minister zdrowia Ewa Kopacz
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
3 listopada. Warszawa, kancelaria premiera. Minister zdrowia Ewa Kopacz
Elżbieta Cichocka: Pani minister, czy zmieniła Pani swoje stanowisko w sprawie szczepionek po ultimatum rzecznika praw obywatelskich?

- Bylibyśmy nieodpowiedzialni, gdyby interwencja rzecznika zmieniła moje stanowisko w tej sprawie. Nie kupimy szczepionek, dopóki któryś z producentów nie weźmie na siebie odpowiedzialności za skutki uboczne.

Rozmawiamy teraz z pięcioma firmami. Chcę, by każdy Polak mógł dostać ją w aptece. Żeby przeczytał ulotkę informacyjną dołączoną do szczepionki i po konsultacji z lekarzem dokonał świadomego wyboru.

Miejmy nadzieję, że nie będzie w Polsce wielkiej epidemii grypy. Szpitale nie udźwigną dodatkowych pacjentów. Codziennie rośnie lista placówek, które zawieszają działalność na poszczególnych oddziałach, bo już wypracowały roczny kontrakt z NFZ, a za pacjentów ponad limit pieniędzy nie dostaną.

- Nie jestem w stanie zrozumieć postawy dyrektorów, którzy zawieszają przyjęcia chorych. Jeśli dziś szpital przyjmuje w ograniczonym stopniu, to łamie zasady kontraktu.

Mówi pani tak, jakby nie było limitów.

- Skoro szpital źle zaplanował - a powinien przyjęcia planowe rozłożyć na 12 miesięcy - to nie może mieć pretensji, że NFZ płaci dodatkowe pieniądze tylko za tych chorych, którzy trafili do szpitala z zagrożeniem życia. W innym przypadku kontraktowanie byłoby bez sensu. Kontrole pokazały, że szpitale planują przyjęcia chorych tylko na połowę łóżek.

Pozostałe to przyjęcia nagłe?

- Ależ skąd, to 10 do 15 procent. Reszta pacjentów omija kolejkę sobie tylko znanymi metodami.

Ale ci pozostali chyba też są chorzy?

- Powinniśmy się przyzwyczaić, że do planowanych zabiegów są kolejki. Jest tak na całym świecie. W Wielkiej Brytanii czeka się na niektóre operacje dłużej niż u nas.

Czy pani nigdy nie dzwoniła do znajomego lekarza, żeby przyjął pani przyjaciółkę czy krewnego?

- Myślę, że wszyscy w tym gmachu, od ministrów po sekretarki, takie telefony dostawali i dostają. Nie potrafimy przestawić się z naszym narodowym myśleniem. Jeśli to jest coś nagłego, to nie potrzeba protekcji. Natomiast ten, kto ma np.żylaki, może poczekać na operację dwa miesiące. Nieszczęście polega na tym, że jeśli nawet pacjent uwierzy lekarzowi i poczeka dwa miesiące, to okazuje się, że się w tej kolejce przesunął do tyłu. I będzie operowany za rok.

Niedawno "Gazeta" opisała przypadek 17-letniej dziewczyny, która na operację plastyczną twarzy oszpeconej bliznami czekała dwa lata, a kiedy przyszedł jej termin, szpital w Polanicy wyznaczył jej następny - za siedem lat.

- To świadczy o tym, że na pewno nie jest to sprawa niedoboru pieniędzy. Cały ten system wymaga naprawiania od początku do końca, krok po kroku.

Na Śląsku NFZ nie płaci nawet za ponadlimitowe przypadki ratujące życie.

- Śląsk dostał dodatkowo w tym roku, poza planem, ponad 280 mln zł. To olbrzymia kwota.

Czy wobec tego na Śląsku źle gospodarują pieniędzmi, jest za dużo chorych, czy może szpitali?

- Nic takiego w Polsce się nie wydarzyło, żeby nagle musiało trafiać do szpitala 30 proc. więcej chorych, a tak się dzieje na niektórych oddziałach. Bardzo dokładnie analizujemy, gdzie to się dzieje. Głównie w ortopedii i neurochirurgii, gdzie poszczególne procedury medyczne zostały wycenione w ramach wprowadzonych w ubiegłym roku jednorodnych grup pacjentów bardzo korzystnie. Do tej pory leczono rwę kulszową (korzonki nerwowe) zachowawczo. Dzisiaj chorzy w 90 proc. są kwalifikowani do zabiegu operacyjnego - do kręgosłupa wkłada się kawałek plastiku. Operować należy wtedy, kiedy są wskazania medyczne, a nie wówczas, kiedy jest to opłacalne.

Pani kiedyś pisała, że jak szpitale zostaną skomercjalizowane, to będą robić to, co im się najbardziej opłaca, a jak będą publiczne, to będą robić wszystko. Jak widać, publiczne też robią często to, co się najbardziej opłaca.

  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':