Agnieszka Kublik: Bardzo się pan ostatnio uaktywnił. Grzegorz Napieralski: Pracuję, uczę się, słucham porad i podpowiedzi. Chcę być jak najlepszy.
Kto pana szkoli? - Spotykam się z ludźmi od siebie mądrzejszymi: profesorami, doktorami, specjalistami w danych dziedzinach, byłymi ministrami. Słucham, pytam.
Szkoli pana m.in. Orchol-Media, firma należąca do b. dziennikarza TVP Przemysława Orcholskiego? - Orcholski jest dziennikarzem i współpracuje z nami przy organizacji konwencji. Wtedy pytam go o niektóre sprawy.
Orcholski dostał w 2003 r. od SDP tytuł "Hieny Roku". - Nie rozumiem, co ma "Hiena Roku" do pracy przy naszych eventach?
Jak dziennikarz tak "wyróżniony" może pana uczyć publicznych występów? - To nie jest pytanie. To jest pani subiektywna ocena.
Nie. Orcholski został "Hieną Roku" za informację, że Lech Kaczyński jako prezydent Warszawy pomylił się w oświadczeniu podatkowym. Taki sam błąd popełniło 150 innych polityków, ale Orcholski o tym nie wspomniał. Jury uznało, że "dziennikarz wykorzystujący medium, w którym pracuje, do walki politycznej łamie podstawową zasadę dziennikarstwa: rzetelność". - To jest wywiad o byłym dziennikarzu, czy o liderze
SLD?
O liderze SLD szkolonym przez Orcholskiego. - Wszyscy poważni politycy się szkolą i korzystają z pomocy doświadczonych dziennikarzy.
W 2004 r. - jak wyliczył "Fakt" - przez pół roku wypowiedział pan tylko jedno słowo: "ślubuję". Więc szkolenie się przydało. Ile za nie płaci Sojusz? - Wolałbym, żebyśmy rozmawiali o sprawach Polski.
20 tys. zł miesięcznie? - Nie zajmuję się finansami partii. Od tego jest skarbnik.
Rafał Rastawicki też pana szkoli? - Nie.