Przedwczorajszy wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka kwestionujący obecność krzyża we włoskich szkołach budzi zasadnicze wątpliwości. Rodzi się pytanie: czy Trybunał ma czuwać nad przestrzeganiem prawa, czy też kreować zmiany społeczne, ideowe i obyczajowe w różnych krajach? Jeśli te dwa aspekty się przenikają, to na jakich fundamentach aksjologicznych owa kreacja się opiera? Odpowiedzi na te pytania mają zasadnicze znaczenie, inaczej sczeźniemy w sporach. Należy za ks. Piotrem Mazurkiewiczem, sekretarzem generalnym Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej, zadać pytanie: czy Trybunał broni „wolności od religii” czy „wolności do religii”? „ »Wolność do religii « broni wyboru określonego wyznania przez człowieka i tym samym sprzyja pozytywnie wolności religijnej, a »wolność od religii « nie sprzyja wyborowi jakiegoś wyznania, lecz dąży do eliminowania religii z przestrzeni publicznej” - zaznaczył ks. Mazurkiewicz.
Trybunał - niestety - zideologizował konflikt ze szkoły włoskiej, tworząc niebezpieczny precedens. Przecież symbol krzyża jest doskonale zrozumiany w kulturze europejskiej i nie powinien być przedmiotem żadnych sporów. Dla chrześcijan jest znakiem absolutnej miłości do każdego człowieka niezależnie od jego wiary czy niewiary. Tak zawsze rozumiałem ten symbol. A jako wyznawca Chrystusa muszę być otwarty na innych ode mnie ludzi. To prawda, że są wśród nas fundamentaliści religijni, którzy potrafią krzyża używać do walki ideologicznej, zaprzeczając w ten sposób istocie ofiary krzyżowej i kompromitując
Kościół. Bo wiara nie jest i nie może być ideologią. W przeciwnym razie byłaby to karykatura wiary. Ale są też wśród nas fanatyczni laicyści, którzy przypisują sobie prawo do stanowienia standardów na swoją modłę, co jest szczególnie niebezpieczne w przypadku wyborów duchowych. Tej sfery nie da się skodyfikować. Taka ingerencja nie ma nic wspólnego z tolerancją. Obawiam się, że wyrok Trybunału wpisuje się w tę filozofię. Niepokoję się, kiedy prawodawstwo świeckie usiłuje regulować sprawę krzyża, ale także chust noszonych przez muzułmanki. Nie chciałbym, żeby wyrok Trybunału wyzwolił na nowo konflikt między fundamentalistami religijnymi i laickimi, bo tak naprawdę może on zniszczyć relacje międzyludzkie, bowiem obie strony sporu czują pogardę dla inaczej myślących, choć temu usilnie zaprzeczają. Ludzie umiarkowani, chociaż stanowią zapewne większość, wycofują się z takich debat, bo trudno przedrzeć się z głosem rozsądku przez rozgwar pewnych siebie demagogów.
Krucjaty w obronie krzyża nie będzie. Taka postawa nie miałaby sensu. Krzyżem nie można walczyć przeciw komuś, ale w obronie krzyża też nie należy naprężać muskułów, bo w ten sposób pokazuje się brak zrozumienia, czym on jest. Nie wierzę zresztą, ażeby krzyż zniknął z przestrzeni publicznej. To jest już niemożliwe, taką mam przynajmniej nadzieję. Zgadzam się natomiast z Vittorio Messorim, który powiedział, że chrześcijaństwo przetrwa, nawet jeśli ktoś zarządziłby usunięcie krzyży ze szkół. Zresztą w Polsce ten wariant już przerabialiśmy. Obawiam się tylko, że wyrok Trybunału to doskonała odżywka dla organizmów skrajnych. Chciałbym się mylić, ale przewiduję, że już wkrótce wyjdą na powierzchnię - po obydwu stronach sporu - upiory, trochę już uśpione, ale zawsze gotowe, gdy nadarzy się okazja, do dawania świadectwa swojego nieskazitelnego pryncypializmu.
* Ks. Andrzej Luter jest współpracownikiem miesięcznika "Więź".