Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
I po latach, okazuje się, że wyrok Trybunału Strasburskiego w sprawie Lausi, który powinienem przyjąć z zadowoleniem, budzi we mnie wyłącznie irytację. Takie rozstrzygnięcie służy bowiem nie ochronie mniejszości, tylko uciskaniu większości. Co więcej, ja sam w pewnym sensie zostałem uciskającym, co kłóci się z tym co zawsze chciałem sobą prezentować, chociażby angażując się w sprawę praw człowieka w Tybecie i Czeczenii, bądź praw mniejszości seksualnych w Polsce.
Wyrok trybunału niesie ze sobą całe multum logicznych implikacji, teoretycznie mogących przynieść odwrotny od zamierzonego skutek. Analogicznie, osoba wierząca mogłaby pozwać państwo za udostępnianie książek kwestionujących wartości religijne. Wyobraźmy sobie taką sytuację: 'Pochodząca z Teksasu Jane Smith po raz pierwszy zgłosiła protest przeciw ksiązkom R. Dawkinsa znajdującym się w bibliotece w szkole pod Pragą, gdzie uczyli się jej dwaj synowie, podczas zebrania komitetu rodzicielskiego w 2002 r. Oświadczyła, że chce wychowywać dzieci w swojej religii, ale dyrekcja odmówiła wyrzucenia książek.'
Szczerze wątpię, żeby w takiej sytuacji trybunał w Strasburgu przychyliłby się do argumentacji pani Smith, całe szczęście zresztą. Logicznie rzecz ujmując, obecność książek otwarcie kwestionujących religię dyskryminacją być nie może, dopiero ich obowiązkowa lektura byłaby pogwałceniem prawa rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnym sumieniem i do wolności religijnej. Przekładając to na faktyczną sytuację we Włoszech, pogwałceniem wolności religijnej byłby powszechny obowiązek odmawiania Ojcze Nasz lub uczęszczania na lekcje religii, a z doniesień prasowych wynika, że nic podobnego miejsca nie miało. Inną możliwą sytuacją, w której do dyskryminacji rzeczywiście by doszło, byłoby odrzucenie prośby przedstawicieli innego wyznania o powieszenie ważnego dla nich symbolu, dajmy na to Półksiężyca lub Gwiazdy Dawida. Gdyby istniał symbol ateizmu (lub racjonalizmu ), a Lausi napotkałaby się z odmową jego uhonorowania, rzeczywiście można by mówić o dyskryminacji.
Sąd w Strasburgu zakłada, że najbardziej egalitarną wartością jest brak wartości - czego symbolem mogłyby być puste ściany we włoskich szkołach. Kłóci się to z moim rozumieniem wielokulturowości, które polega na dialogu współistniejących kultur, religii i punktów widzenia. W społeczeństwie pozytywnie wielokulturowym przedstawiciele różnych opcji mogą ścierać się, polemizować ze sobą, zawierać kompromisy bądź też pozostawać przy swoich przekonaniach, jednocześnie szanując poglądy drugiej (trzeciej, czwartej) strony.
W społeczeństwie proponowanym przez Strasburg, wartości wynikające z kultury mają pozostać w sferze prywatnej, dyskutowanie o nich mogłoby odbywać się tylko w zamkniętych kręgach zainteresowanych taką wymianą. Ten wyrok nie poszerza wolności, on ją poważnie ogranicza. I mowa tutaj o wolności nas wszystkich, nie tylko katolików. I co teraz?