Szczególnie kontrowersyjne są dwie postaci - Janusz Kochanowski jako rzecznik praw obywatelskich i Elżbieta Radziszewska jako pełnomocniczka rządu do spraw równego traktowania. Wymieniając pełnomocniczkę, mam oczywiście świadomość, że formalnie rzecz biorąc, nie jest ona niezależnym rzecznikiem, tylko przedstawicielką rządu, tym niemniej w rządzie - przynajmniej teoretycznie - powinna reprezentować interesy osób i grup nierówno traktowanych i dyskryminowanych z uwagi na swój status społeczny.
Na marginesie, ostrożny optymizm można żywić w stosunku do nowego rzecznika praw dziecka. Marek Michalak po kolejnych pomyłkach na tym urzędzie - podróżniku Jarosie, a zwłaszcza swojej następczyni, słynnej ze zwalczania teletubisiów Ewie Sowińskiej - robi wrażenie osoby na właściwym miejscu. Wystarczy obejrzeć jego stronę, by zauważyć, że jest ona rzeczywiście skierowana do dzieci, zaś rzecznik nie zajmuje się polityką ani ideologią, tylko problemami dzieci.
Natomiast rzecznik Kochanowski wzbudza coraz więcej wątpliwości. Niespełnione ambicje polityczne popychają Kochanowskiego do zabierania głosu w sprawach odległych od jego mandatu, a specyficzne podejście do praw człowieka często prowadzi RPO do wypowiadania wątpliwych opinii. Dr Kochanowski ma oczywiście prawo do niezwykle kontrowersyjnych poglądów, jednak jako rzecznik powinien zachować daleko idącą powściągliwość.
Jedną z bardziej dziwacznych decyzji RPO było przyznanie nagrody im. Pawła Włodkowica sędziemu sądu najwyższego
USA Antoninowi Scalii, który jest wielkim przeciwnikiem prawa do przerywania ciąży. Przyznając tę nagrodę, RPO jednoznacznie opowiada się po jednej stronie sporu o aborcję. Ale co gorsza, nagradzając urzędnika publicznego za to, że jest urzędnikiem - w jakimś sensie kolegę po fachu - Rzecznik Kochanowski odstąpił od dobrej zasady stosowanej przy okazji podobnych nagród - przyznania nagrody osobie, która broni praw człowieka, nierzadko narażając się na niebezpieczeństwo.
Latem RPO ośmieszył się propozycją wprowadzenia badań psychiatrycznych dla kandydatów na prezydenta, premiera i na parlamentarzystę, co z punktu widzenia praw człowieka było propozycją bulwersującą, przypominającą rozwiązania z okresu stalinowskiego.
Ostatnio RPO kompletnie skompromitował się wypowiedzią, że nie lubi feministek, bo one nie lubią innych kobiet. I że feministki to kobiety niespełnione. I choć szybko przeprosił za tę wypowiedź, słysząc potępienie nawet z własnego obozu politycznego, ale nie wiadomo, czy zmienił zdanie na ten temat. Tymczasem taka wypowiedź dyskwalifikuje go jako rzecznika praw obywatelskich, który powinien bronić praw wszystkich obywateli, w tym feministek. Rzecznik nie może obrażać, znieważać, naruszać czyjejś godności, czy dyskryminować ze względu na światopogląd. Mówienie o feministkach, które przyczyniły się do poprawy pozycji kobiet w społeczeństwie, że nie lubią kobiet, jest równie obraźliwe jak mówienie o lekarzach, że nie lubią pacjentów, o nauczycielach - że nie lubią uczniów, czy o rzeczniku praw obywatelskich - że nie lubi obywateli, których praw ma chronić. Wypowiedź RPO jest ewidentnym naruszeniem prawa do godności i dobrego imienia, i co gorsza, podważa jego wiarygodność w przypadku rozstrzygania spraw zgłaszanych przez środowiska feministyczne. Raczej nie wniosę skargi dotyczącej naruszenia praw kobiet do RPO do czasu sprawowania tego urzędu przez dr. Kochanowskiego z obawy, że jego antypatia do naszego środowiska może mieć wpływ na rozstrzygnięcie. A brak zaufania do instytucji publicznej to ogromna strata dla organizacji zajmującej się obroną praw kobiet. A szkoda, w przeszłości Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny nieraz zwracała się do rzecznika w przypadkach łamania praw kobiet.
Nota bene, nikogo zapewne nie dziwi to, że obecny RPO jest wielkim przeciwnikiem ustawy o parytetach.
Pełnomocniczka rządu do spraw równego traktowania Elżbieta Radziszewska jest również ogromną pomyłką z punktu widzenia polityki równościowej i antydyskryminacyjnej. Bardzo trudno ustalić, co właściwie robi. Na pewno jednak nie zajmuje się polityką równościową - twierdzi jakoby, że zajmuje się grupami dyskryminowanymi, ale tylko wybranymi. Pomija całkowicie dyskryminację kobiet oraz gejów i lesbijek, mimo iż stosowne rozporządzenie ją do tego zobowiązuje. Najchętniej zajmuje się zdrowiem dzieci, wchodząc tym w kompetencje minister Kopacz czy rzecznika praw dziecka, oraz prawami ojców.
W związku z toczącymi się od lat pracami nad ustawą o równym statusie kobiet i mężczyzn, zwaną potem ustawą o równym traktowaniu, Radziszewska doprowadziła do tego, że żadnej z tych ustaw nie będzie. Będzie za to ustawa o zmianie niektórych ustaw, której istotą jest to, że - inaczej niż w poprzednich projektach - nie będzie żadnego urzędu zajmującego się polityką równościową. Natomiast wszystkie te kompetencje zostaną przekazane rzecznikowi praw obywatelskich. Nie muszę dodawać, że w świetle tego, co wyżej, jest to wizja raczej przerażająca. Koronnym argumentem pani pełnomocnik jest to, że Unia wcale nie wymaga utworzenia urzędu antydyskryminacyjnego, że istniejące instytucje są wystarczające. Mimo iż dyskryminacja wielu grup jest w Polsce faktem niezaprzeczalnym, pani pełnomocnik utrzymuje, że nie ma potrzeby tworzenia nowych instrumentów. A kto mówi coś innego, to jej zdaniem nie zna się albo to są "panie feministki", albo konkurencja polityczna, a więc nie trzeba się przejmować tym, co mówią.
Optymistyczny obraz sytuacji kobiet przedstawiony został w ostatnio prezentowanej przez Radziszewską w Sejmie informacji rządu w sprawie polityki na rzecz równouprawnienia i przeciwdziałania dyskryminacji z powodu płci. Na kiepski żart zakrawa następujący cytat: "Decyzje w sprawach zdrowia prokreacyjnego są podejmowane w Polsce w sposób całkowicie dobrowolny.
Ministerstwo Zdrowia nie podejmuje żadnych inicjatyw mogących mieć wpływ na ograniczenie dostępności do jakichkolwiek metod antykoncepcji".
Od ponad miesiąca mamy też rzecznika praw pacjenta. Na razie niewiele wiadomo o tej instytucji, poza tym, że nie jest to ciało niezależne od Ministra Zdrowia, co może mieć wpływ na jego funkcjonowanie.
Choć rośnie nam liczba instytucji ochrony praw obywatelskich, trudno mówić o realnej poprawie naszych praw. Na razie ilość nie przeszła w jakość.
*Wanda Nowicka działa w ruchu kobiecym. Przewodniczy Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Jest autorką wielu raportów do międzynarodowych instytucji monitorujących przestrzeganie praw człowieka w Polsce