http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Eutanazistom stanowcze nie

Adam Leszczyński GAZETA WYBORCZA
2009-10-28, ostatnia aktualizacja 2009-10-28 15:57
Manifestacja członków Zakonu Rycerzy Kolumba, zwolenników publicznego prezentowania fotografii płodów ludzkich po aborcji. Żywiec, 25 września 2009 r.
Manifestacja członków Zakonu Rycerzy Kolumba, zwolenników publicznego prezentowania fotografii płodów ludzkich po aborcji. Żywiec, 25 września 2009 r.
Fot. Paweł Sowa / Agencja Gazeta

Nawet najmniejsze odstępstwo od "zasady świętości życia" prowadzi cywilizację na równię pochyłą: na jej końcu jest Auschwitz i selekcja do gazu - o książce Tomasza Terlikowskiego "Nowa kultura życia"

Świat zmierza w złym kierunku - dowiadujemy się już na wstępie nowej książki Tomasza Terlikowskiego, publicysty i doktora filozofii. Współczesna cywilizacja ulega rozkładowi, o czym świadczy najlepiej zamęt panujący na styku biologii, medycyny i moralności. Terlikowski napisał więc krótką książeczkę, która na 280 stronach wyjaśnia, jaką postawę należy zająć wobec podstawowych problemów bioetyki - m.in. aborcji, eutanazji, klonowania, in vitro.

Zadanie ważne, sprawa pilna, nic więc dziwnego, że retoryka jest frontowa. "Biotechnologia - pisze Terlikowski - stała się przedmiotem walki (...) Lewica narzuca chrześcijanom, czy szerzej konserwatystom, pole i przedmiot konfliktu". Ludzie, którzy dopuszczają możliwość wykonania eutanazji, to dla niego "eutanaziści". W innym miejscu współczesna medycyna przypomina mu "selekcję na rampie" w obozie zagłady; "postęp genetyki dokonał się w obozach koncentracyjnych". Cała książka napisana jest takim językiem.

Recepta Terlikowskiego na dylematy moralne związane z aborcją czy zapłodnieniem in vitro streszcza się w jednym słowie: zakazać.

Te zakazy są absolutne. Aborcji (ograniczę się do tego przykładu) należy zatem zakazać w każdej sytuacji, także wtedy, gdy zagrożone jest życie matki: "Konsekwentnie bowiem rzecz ujmując, w sytuacji zagrożenia życia matki mamy do czynienia z dwoma osobami ludzkimi. Obie są tak samo wartościowe, tak samo odmienne i tak samo ważne; obie też mają prawo do życia. (...) Matka pozostaje podmiotem moralnym, dziecko zaś takiej możliwości nie ma. W takiej zaś sytuacji do podjęcia moralnej odpowiedzialności wezwana może być tylko jedna strona, a jest nią matka, przed którą staje wielkie wyzwanie męczeństwa, ofiary z życia dla macierzyństwa. Tragiczność takiego wyboru nie zmienia faktu, że jest jedyną moralnie dopuszczalną decyzją".

Filozof-publicysta zauważa wspaniałomyślnie, że nie od każdego można wymagać heroizmu - dlatego "lekarze za zgodą matki mogą podejmować leczenie, którego skutki mogą być negatywne dla dziecka. Warunkiem jest jednak to, by ich bezpośrednim celem nie było zabicie już żyjącego człowieka". Prawo powinno aborcji zakazywać "i karać wszystkich jej uczestników", ale w takiej sytuacji "sąd powinien mieć możliwość odstąpienia od karania".

Bagażu genetycznego nie naruszać

Skąd bierze się tak radykalny pogląd? Radykalny, bo - przypomnijmy - nawet nasi biskupi akceptują ustawę aborcyjną, która zezwala na przerywanie ciąży, kiedy życie matki jest zagrożone. Fundamentem bioetyki Terlikowskiego jest pogląd, że to, co stworzyła natura, jest absolutnie dobre i nienaruszalne: dotyczy to zwłaszcza życia, które zawsze, w każdej sytuacji i w każdej postaci jest święte, wymaga czci i ochrony.

To oznacza, że nie mamy prawa w nie ingerować. Przyszłym pokoleniom - pisze Terlikowski - mamy obowiązek przekazać "nienaruszony bagaż genetyczny ludzkości". Dlatego przyznanie matce odszkodowania za to, że lekarze nie wykryli wad genetycznych jej dziecka na początku ciąży, równałoby się według niego "promowaniu kobiet, które skłonne są do pozbycia się własnego dziecka" (z tego samego też powodu lekarz-katolik według Terlikowskiego nie powinien wykonywać badań prenatalnych - bo prawo zezwala na usunięcie płodu z wadą genetyczną).

"Życie zostało powierzone człowiekowi jako skarb" - pisze Terlikowski w zakończeniu. Tym skarbem nikt z nas nie może dysponować, bo on naprawdę nie do nas należy: "Odmowa służby ludziom i Bogu poprzez negację własnego życia jest odmową spłaty, rozliczenia się z tymi, którzy są w istocie właścicielami naszego życia". Jeżeli cierpiący człowiek, który nie ma nadziei na wyzdrowienie, chce umrzeć, nie należy się tym przejmować: ulega emocjom i nie wie, co jest naprawdę ważne. Każde, nawet najmniejsze odstępstwo od tak rozumianej "zasady świętości życia" prowadzi cywilizację, według Terlikowskiego, na równię pochyłą: na jej końcu jest Auschwitz i selekcja do gazu.

Nie ma, oczywiście, nic nieuchronnego w takiej drodze. To chwyt retoryczny, w który autor każe nam uwierzyć na słowo. Taka odmiana kultu natury, jaką wyznaje Terlikowski, jest także narażona na oczywistą trudność - samo istnienie cywilizacji zaprzecza naturalnemu porządkowi rzeczy. Używając dokładnie takich samych argumentów jak Terlikowski w sprawie in vitro, w XVIII w. próbowano sprzeciwiać się szczepionkom ze względów religijnych. Technicznie rzecz biorąc, one również ingerują w boski plan stworzenia. Wytyczenie granicy pomiędzy tym, co naturalne, a tym, co naturalne nie jest, pozostaje zawsze arbitralną decyzją.

Zostawmy na chwilę sprawy poważne. Kiedy Terlikowski wykracza ze sfery ideologii w dziedzinę faktów, dokonuje odkryć - czasami śmiesznych, a czasami strasznych. "Klon zostaje pozbawiony biologicznych krewnych (...) więzy rodzinne są zastąpione aktem woli" - pisze o sklonowanych dzieciach. Skąd to Terlikowski wie? Nie ma przecież żadnych sklonowanych dzieci.

W innym miejscu pisze o dawnych czasach - tych przed pigułką antykoncepcyjną - w których rzekomo "mężczyźni mieli świadomość, że ciąża oznacza dla nich konieczność wstąpienia w związek małżeński". Co za naiwność! Przodkowie nie byli świętymi: pod koniec XIX w., w pięknych czasach cywilizacji przedpigułkowej Bolesław Prus ubolewał, że w Warszawie aż 20 proc. dzieci pochodzi ze związków nieślubnych. (Nieślubne dzieci zwykle trafiały do przytułków, w których śmiertelność przekraczała 90 proc. Aborcja była oficjalnie zakazana).

Takich obserwacji jest wiele. Niektóre są zabawne. "Badania naukowe pokazują, że kobiety stosujące środki antykoncepcyjne stają się mniej atrakcyjne dla partnerów i są częściej porzucane" - pisze Terlikowski. Jakie jednak badania popierają ten intrygujący pogląd? Tego już się nie dowiemy. Potem filozof dodaje, że środki antykoncepcyjne zwiększają rozwiązłość - bo "wierność nie jest już chroniona przez strach". To, po pierwsze, nieprawda - a poza tym, ile warta jest wierność, której strach jest najlepszym gwarantem?

On mówi do lustra

Za opowieściami o "genetycznym bagażu ludzkości", który rzekomo mamy przekazać przyszłym pokoleniom w kompletnym stanie, stoi postawa religijna.

Terlikowski co prawda dowodzi, że "uznanie prawdziwości widzenia świata i człowieka przedstawionego powyżej nie wymaga akceptacji chrześcijańskiego Objawienia", a konieczność zakazania aborcji nie wynika z doktryny Kościoła, lecz jedynie "ze zdrowego rozsądku, nauk empirycznych i obserwacji świata". Przyjęcie jednoznacznie religijnej perspektywy kazałoby mu jednak odpowiedzieć na pytanie, na które nie ma odpowiedzi: Dlaczego właściwie katolickie normy moralne mają obowiązywać niekatolików?

Z drugiej strony uważa, że ateizm jest "hipotezą przyjmowaną na wiarę wbrew racjonalnym przesłankom" i że świat najpełniej opisał św. Tomasz. Teoretycznie rozumie, że racjonalnie myślący człowiek może mieć inną perspektywę i inny system wartości niż on sam, ale naprawdę wydaje mu się to niemożliwe: ludzie, którzy myślą inaczej, nie są naprawdę racjonalni. Dlatego nie jest w stanie nikogo przekonać. Własna pewność przeszkadza mu w zrozumieniu argumentów drugiej strony. "Apologia bioetyki katolickiej" - podtytuł książki Terlikowskiego jest więc mylący. To nie apologia, tylko retoryczne ćwiczenie. Autor mówi do lustra.

Dlaczego więc warto się przejmować tą niszą? Bo są to poglądy symptomatyczne dla polskich religijnych radykałów, którzy w wielu sprawach oddalają się od hierarchii (wystarczy przypomnieć spór o abp. Wielgusa i lustrację biskupów). Terlikowski cytuje z nabożnym szacunkiem papieży, zwłaszcza Jana Pawła II, ale nie ma zaufania do "zachodnich teologów" - bo są zbyt liberalni, i polskich biskupów - bo są mniej radykalni niż on. Wyrzuca np. biskupom, że nie upomnieli ks. Jacka Prusaka, kiedy publicznie zakwestionował nauczanie Kościoła w sprawie antykoncepcji. Tylko - pisze - "samotni papieże czuwają nad ludzką seksualnością".

Intrygujące, co zrobi Terlikowski, jeżeli Kościół zmieni swoje nauczanie np. w sprawie antykoncepcji - czego nie da się wykluczyć, bo zmieniał już przecież zdanie w istotnych kwestiach. Wystąpi? Radykałowie zawsze byli samotni.

*** Tomasz P. Terlikowski, "Nowa kultura życia. Apologia bioetyki katolickiej", Fronda, Warszawa 2009

  • 146 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    62 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':