http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Szukaj, Unio, prezydenta

Jacek Saryusz-Wolski, Konrad Szymański, Olaf Osica, Paweł Świeboda, Dariusz Rosati, Jacek Pawlicki
2009-10-28, ostatnia aktualizacja 2009-10-27 17:40

Tony Blair? Estończyk? A może prezes Nokii? O to, kto powinien obsadzić najważniejsze fotele w Unii, zapytaliśmy eurodeputowanych i znanych ekspertów od spraw europejskich

***

Debata o tym, komu powierzyć kierowanie pracami Unii Europejskiej, a kto ma być twarzą jej dyplomacji, wchodzi w kulminacyjną fazę. Prawdziwe negocjacje zaczną się już na rozpoczynającym się jutro szczycie UE w Brukseli.

Przewodniczący Rady UE i wysoki przedstawiciel ds. polityki zagranicznej zostaną wyłonieni zapewne dopiero na następnym szczycie w listopadzie. Oba stanowiska przewidziane są w traktacie z Lizbony, który czeka jeszcze tylko na podpis Vaclava Klausa. Przewodniczący-prezydent na koordynować prace Unii, łagodzić spory, pracować nad kompromisami. Wysoki przedstawiciel zaś ma koordynować prace unijnej dyplomacji, być jej twarzą na świecie. To, jakie dokładnie będą mieli uprawnienia prezydent i przedstawiciel, zależy głównie od tego, kto zajmie te stanowiska, bo unijny traktat zostawia tu spore pole do manewru. A to, kto obejmie te funkcje, będzie zależeć także od głosu Polski.

Nie wiemy, kogo poprze Donald Tusk. Minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz nie chce ujawnić nazwisk faworytów Polski, tłumacząc, że dla dobra negocjacji musi "trzymać karty przy piersiach". Z dokumentu przedstawionego przez niego niedawno w Brukseli wynika jednak jasno, że do polskiego ideału unijnego prezydenta nie pasuje faworyt europejskich mediów - Tony Blair.

Jacek Pawlicki

Jacek Saryusz-Wolski, eurodeputowany PO, b. szef Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego: Na prezydenta socjalista

Dobrą kandydaturą na przewodniczącego Rady UE byłby prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilves. To bardzo mądry polityk, wykształcony w USA, ale jego europejskości nikt nie kwestionuje. Jako szef państwa należy do tej kategorii polityków, którzy mogą przewodniczyć Radzie składającej się przecież z szefów rządów i państw.

Przewodniczący Rady nie musi być politykiem z dużego państwa. Bardziej do zaakceptowania dla wszystkich w Unii byłby ktoś z mniejszego kraju. To powinien być socjalista, bo szef Komisji Europejskiej jest chadekiem. Ilves wywodzi się właśnie z lewicy.

Wysokim przedstawicielem UE ds. polityki zagranicznej powinien być ktoś z rodziny chadeckiej. Myślę o szefie szwedzkiego MSZ Carlu Bildcie. Wybija się on wśród ministrów spraw zagranicznych krajów UE, ma doświadczenie z czasów swoich działań w b. Jugosławii. Jest aktywny i rozpoznawalny na arenie międzynarodowej. I - co najważniejsze - poglądy Bildta podobnie jak Ilvesa w sprawie polityki transatlantyckiej i wschodniej UE są bliskie Polsce.

Konrad Szymański, europoseł PiS-u, członek grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów: Tylko Blair

Jeżeli Unia ma być widoczna, powinna postawić na osobę o wystarczającym formacie osobistym. Jedynym takim politykiem w grze jest b. premier Wielkiej Brytanii Tony Blair.

Zabawność sytuacji polega na tym, że kraje najbardziej zainteresowane tym, by UE miała kiedyś swą własną politykę zagraniczną [chodzi o Belgię, Luksemburg i Holandię], już dzisiaj go zaatakowały. Myślę więc, że skończy się wyborem kogoś małego formatu, a tym samym przewodniczący Rady będzie odgrywał niezbyt istotną rolę.

Najbardziej przekonywającym wysokim przedstawicielem byłby Carl Bildt. Niestety, spodziewam się, że zarówno w przypadku przewodniczącego Rady, jak i wysokiego przedstawiciela kraje UE osiągną kompromis prowadzący do najniższego wspólnego mianownika. Dlatego też w obu instytucjach nie należy pokładać wielkich nadziei.

Olaf Osica, analityk Centrum Europejskiego w Natolinie: Za Holendrem

Jeżeli przewodniczącym miałby być ktoś, kto nadaje Unii poważny impuls polityczny, a nie tylko jej sekretarzuje, powinien zostać nim polityk z kraju średniego albo małego. Bo skoro przewodniczący ma być mocnym graczem na arenie międzynarodowej, musi zachować równowagę polityczną w samej Unii.

Takim przewodniczącym mógłby być premier Holandii Jan Peter Balkenende albo ktoś do niego podobny - polityk mający odpowiedni ciężar gatunkowy i doświadczenie, ale taki, który potrafiłby być pośrednikiem dbającym o spójność działań UE.

Wysokim przedstawicielem powinien być gracz zespołowy - zasiadając w Komisji Europejskiej, będzie musiał z nią grać w jednej drużynie. Musi umieć dogadywać z innymi i zawierać kompromisy. Na pewno nie wyobrażam sobie, by funkcja ta przypadła b. szefowi niemieckiego MSZ Frankowi-Walterowi Steinmeierowi, choćby z powodu jego stosunku do Rosji. Lepszym kandydatem byłby ktoś z Francji, która ma bardzo duże przełożenie na pracę Komisji Europejskiej.

Jeśli chodzi popieranego przez wielu polskich polityków Carla Bildta, to nie najlepiej to widzę. Szef szwedzkiego MSZ jest samotnym graczem, politykiem, który kieruje szwedzką dyplomacją w sposób autorytarny. Nie wiadomo, czy odnalazłby się w unijnym systemie.

Dobrym wysokim przedstawicielem byłby Brytyjczyk, zwłaszcza że nad Tamizą szykuje się polityczna zmiana warty (wybory w 2010 r. wygrają konserwatyści). Zakotwiczenie personalne Brytyjczyków w Unii jest bardzo potrzebne. Bez Wielkiej Brytanii nie ma mowy o unijnej polityce zagranicznej, nie mówiąc już o polityce bezpieczeństwa i obrony.

Z osób, o których się mówi, dobrym kandydatem na wysokiego przedstawiciela byłby b. gubernator Hongkongu i b. komisarz UE ds. stosunków zewnętrznych Chris Patten. Podczas pracy w Komisji dobrze dogadywał się z unijnym przedstawicielem ds. polityki zagranicznej Javierem Solaną, ma spore doświadczenie w polityce zagranicznej.

  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':