http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Twarze getta

Joanna Szczęsna
2009-10-22, ostatnia aktualizacja 2009-10-22 13:57

Zawierający blisko 300 fotografii i pieczołowicie przygotowany album "Getto Łódzkie Litzmannstadt getto 1940-1944" to publikacja o wyjątkowym ładunku informacji i temperaturze emocji.

Informacji, bo pokazuje rzecz dotychczas słabo znaną wizualnie: żydowską "dzielnicę zamkniętą" (najpierw przed oczami nieżydowskich mieszkańców Łodzi, później - nieobecną w świadomości powojennych mieszkańców Łodzi) na przestrzeni czterech lat okupacji. Emocji, bowiem nie sposób uwolnić się od myśli, że większość bohaterów tych zdjęć zostanie w okrutny sposób zgładzona. Nic to, że wiele z nich, gdyby je wyjąć z tego albumu, umieścić w innym kontekście, mogłoby spokojnie ilustrować sielskie dzieciństwo czy banalne sceny z życia. To właśnie ten kontrast między obrazem a naszą wiedzą sprawia, że oglądamy je ze ściśniętym gardłem.

Album otwierają zdjęcia z przeprowadzki łódzkich Żydów do getta na Bałutach, zamykają zaś sceny ze stacji Radegast, gdzie po drewnianych kładkach Żydzi wkraczają w otchłań towarowych wagonów, które - o czym zapewne nie wiedzą, choć może to przeczuwają - powiozą ich w ostatnią drogę do Auschwitz. Pomiędzy zaś mamy codzienne życie getta we wszystkich jego przejawach, a więc przede wszystkim pracę w warsztatach i fabryczkach (owładnięty ideą "produktywizacji Żydów" szef łódzkiego Judenratu Chaim Rumkowski widział w tym szansę na przedłużenie gettu żywota), ale też naukę, zabawę, śluby, koncerty, życie towarzyskie, kolejki po zupę, wizyty u lekarza, rozprawy sądowe, egzekucje, pogrzeby.

To, że łódzkie getto dorobiło się tak niesłychanej dokumentacji fotograficznej (zachowało się 20 tys. odbitek, stykówek i negatywów), jest zasługą - trzeba mu to oddać - psychopatycznego Rumkowskiego i jego wyrosłej z manii wielkości potrzeby uwieczniania swojej osoby i swoich osiągnięć. I tak powołał on do życia zespół Archiwum, którego zadaniem było gromadzenie i porządkowanie gettowych dokumentów oraz wydawanie "Biuletynu Kroniki Codziennej", publikacji o wyraźnie propagandowym i panegirycznym w stosunku do niego charakterze, ale będącej jednocześnie kopalnią bezcennych wiadomości o życiu w getcie. Podobnie stało się z dokumentacją fotograficzną.

Kamery i aparaty fotograficzne Żydzi musieli zdać niemal na samym początku wojny, zaś zakłady fotograficzne w getcie zostały przejęte przez żydowską administrację. Trójkę łódzkich fotografów - właściciela atelier Lajba Maliniaka, fotografa specjalizującego się w konserwacji starych zdjęć Mendla Grossmana i fotoreportera sportowego Henryka Rossa - zatrudnił Rumkowski w Wydziale Statystycznym Judenratu, by dokumentowali produkcję w getcie (by było się czym pochwalić przed Niemcami), a także życie oficjalne z jego udziałem: przemówienia, uroczystości, otwarcia, rocznice, jubileusze, a nawet samo urzędowanie (zachowały się dziesiątki jego zdjęć, a w każdym urzędzie, na każdym biurku stały kalendarze z jego podobizną i fragmentami jego mów). Jednak żaden z nich nie ograniczył się do wykonania tylko tego oficjalnego zamówienia, wszyscy z pasją (często potajemnie) dokumentowali też "nieoficjalne życie", jego ciemne strony. Mało tego, w czasie likwidacji getta zdołali ukryć negatywy i odbitki, tak że po wojnie zostały, podobnie jak "Biuletyn Kroniki Codziennej", odnalezione.

Dla mnie oglądanie tego albumu wiązało się z dodatkowymi emocjami, na wielu zdjęciach rozpoznałam krajobrazy z mojego bałuckiego dzieciństwa: podwórka, ulice, place (na przykład plac Jojne Pilcera z widokiem na kościół pw. Najświętszej Marii Panny, który nie zmienił się ani na jotę, tyle że dziś jest tam parking), a nawet domy (jak choćby najpiękniejszy, a właściwie jedyny ładny gmach na całych Bałutach, to jest zbudowana w latach 30. w stylu art déco Kasa Chorych, która ukształtowała moje wyobrażenie o architektonicznej urodzie). Dzieciństwa wypełnionego milczeniem o łódzkich Żydach.

Sławomir R. Nowinowski napisał we wstępie, że ten album to rodzaj filmu niemego. Jak dowiaduję się z recenzji Katarzyny Rakowskiej w łódzkim dodatku "Gazety", w czasie promocji dopowiedział, iż autorzy albumu nie chcieli przerywać słowami sekwencji wizualnej i dlatego właśnie zdjęcia nie mają podpisów, które powędrowały na koniec książki (przy niektórych zdjęciach są natomiast cytaty ze wspomnień, z dzienników, opowieści ludzi ocalonych z łódzkiego getta). Muszę powiedzieć, że dość mi to utrudniało lekturę i że niemal przy każdym zdjęciu odczuwałam potrzebę "legendy". To przecież nie bez znaczenia, że mężczyzna oglądający krawaty na bazarku to Hans Biebow, niemiecki zarządca getta, który przyszedł do "zamkniętej dzielnicy" z wizytą. Chciałabym więc wiedzieć to od razu, bez niewygodnego sięgania na koniec książki.

I jeszcze jedno: lubiłabym też wiedzieć, kto jest autorem poszczególnych zdjęć. Przed 30 laty ukazała się w USA książka: Mendel Grossman "With a Camera in the Ghetto", więc - choć nie miałam jej w ręku - rozumiem, że wiadomo przynajmniej, które fotografie są jego autorstwa. Uchodził za znakomitego artystę. A do tego czwartym fotografem, którego zdjęcia znalazły się w albumie, jest Austriak Walter Genewein, pracownik niemieckiego zarządu getta (to właśnie on uwiecznił Biebowa z krawatami, wiem, bo widziałam tę fotografię w kolorze - a bodaj tylko on miał dostęp do kolorowych klisz Agfa - w publikacji "Fenomen getta łódzkiego"). Tak, chciałabym wiedzieć, co oglądał za pomocą swego aparatu: ofiary egzekucji czy tylko zwyczajne scenki rodzajowe?

Oba te zastrzeżenia nie zmieniają jednak mojego podziwu dla publikacji, która zasypuje bolesną wyrwę w naszej zbiorowej pamięci, pozwala w miejsce liczb określających ilość Żydów stłoczonych w getcie, zamordowanych w Chełmnie nad Nerem, wywiezionych do obozu zagłady w Auschwitz zobaczyć ludzi i ich twarze.

Getto Łódzkie Litzmannstadt getto 1940-1944 pod redakcją Juliana Baranowskiego i Sławomira M. Nowinowskiego, wydane przez Archiwum Państwowe w Łodzi oraz Instytut Pamięci Narodowej - Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Oddział w Łodzi, Łódź 2009

  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':