http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Abp. Życiński: Cenię panie z Legionistek Maryi. Jestem umiarkowanym feministą

Rozmawiała Aleksandra Klich
2009-10-19, ostatnia aktualizacja 2009-10-18 17:39

Koniecznie trzeba wyzwolić się z patriarchalnego stylu myślenia, który przynosi szkodę i jest nieuczciwy wobec kobiet - mówi arcybiskup Józef Życiński

POSŁUCHAJ
Aleksandra Klich: Gdyby feministki zaprosiły księdza biskupa na spotkanie, to poszedłby ksiądz?

Arcybiskup Józef Życiński, metropolita lubelski, filozof: Hmm, zależy, które

Np. profesor Magdalena Środa.

- Kiedyś już mnie podwoziła samochodem, więc nie widzę przeszkód.

Gdyby tematem spotkania było miejsce kobiety w społeczeństwie, to mielibyście o czym rozmawiać?

- Oczywiście. Mamy wiele wspólnych tematów. Choćby sprawa godności kobiet i przemocy wobec nich. Ważne jest też dowartościowanie roli kobiet w społeczeństwie i ich zaktywizowanie w przestrzeni publicznej. Trzeba koniecznie zastanowić się, co robić, by szacunek wobec kobiet w Polsce nie ograniczał się do deklaracji słownych, ale by zacząć konkretnie działać.

Koniecznie trzeba wyzwolić się z pewnego patriarchalnego stylu myślenia, który przynosi szkodę i jest nieuczciwy wobec kobiet.

Dlaczego polskie feministki nie wyciągają ręki w stronę Kościoła?

- Nie wiem. Sądzę, że Kościół też mógłby wyciągnąć rękę w stronę feministek. Nie widzę przeszkód, bym się mógł z nimi spotkać i porozmawiać. Byleby nasza rozmowa nie sprowadziła się do przerzucania się ideologicznymi hasłami, bo to znowu sprowadzi dyskusję na manowce i staniemy po dwóch stronach barykady. A wznoszenie barykad jest zupełnie niepotrzebne.

Uczestniczyłem w dyskusji z pewną panią biskup z luterańskiego Kościoła. Gdy powiedziała, że jest feministką i uważa, że w przyszłej Europie kobiety będą odgrywać większą rolę niż obecnie, zwierzyłem jej się, że jestem feministą umiarkowanym. Czyli zwolennikiem nowego feminizmu, takiego, który głosił Jan Paweł II - dowartościowującego godność kobiety, ale bez obciążeń ideologicznych.

W bardzo rzadko cytowanym fragmencie encykliki "Evangelium Vitae" pisze on o feminizmie, który nie naśladuje "maskulinizmu", lecz wyraża geniusz kobiecości we wszystkich przejawach życia społecznego, przeciwstawiając się dyskryminacji i przemocy (EV, 99).

Osobiście - jak pani biskup - życzyłbym sobie, żeby kobiety odkrywały większą rolę w życiu przyszłej Europy, tyle że nie mam jej pewności, czy to się uda.

Może w Polsce udałoby się za pomocą parytetu?

- To najprostsza metoda uciszenia męskich sumień. Wprowadzimy parytet i odetchniemy z ulgą, że zrobiliśmy to, co do nas należało. A dalej kobiety niech sobie same radzą. Tyle że w wielu środowiskach parytety będą tylko na plakatach, bez żadnego przełożenia na życie. Jestem za tym, żeby patrzeć długofalowo i szukać postaw trwalszych niż parytetowy gest. Za pomocą gestów wiele się nie zmieni.

Co więc ksiądz biskup proponuje?

- Jeśli powiem, że trzeba zmienić mentalność, to może brzmieć jak odsunięcie problemu. Ale opowiem pani historię, która mi się przydarzyła. Tworzyłem diecezjalną radę duszpasterską i bardzo mi zależało, by mieć w niej mocną reprezentację pań. Nie minęło kilka miesięcy działalności i zacząłem dostawać listy od członkiń rady z prośbą, aby zamiast nich mogli na zebrania przychodzić ich mężowie.

Tłumaczyły, że wyrwanie się z domu na kilka godzin wywraca życie do góry nogami. Dzieci nieprzypilnowane, kolacja nieprzygotowana A gdy panowie wychodzą, dom nie traci.

Takich tradycyjnych, patriarchalnych środowisk jest w Polsce wiele. Administracyjne wprowadzenie parytetu nic nie zmieni w postawach ludzi.

Trzeba więc szukać działań pośrednich, długofalowych, odpowiadając na potrzeby i oczekiwania różnych grup kobiet: dziewczyn, które szukają dla siebie miejsca w przestrzeni publicznej, ale też starszych pań, które z racji wieku zostały odsunięte na społeczny margines, a one jeszcze bardzo chciałyby być aktywne, czy kasjerek z supermarketów, które za 900 zł miesięcznie muszą utrzymać rodzinę.

To są prawdziwe problemy, którymi mogą wspólnie zająć się księża i feministki.

  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':