http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

SLD papugą PiS

Waldemar Kuczyński, ekonomista, publicysta
2009-10-13, ostatnia aktualizacja 2009-10-12 17:00

SLD zachowuje się jak klon partii Kaczyńskich, jak ich opozycyjna przystawka. Zapłaci za to, choć klonem nie jest

Grzegorz Napieralski
Fot. Adam Kozak / AG
Grzegorz Napieralski
W mediach zaszumiało, gdy Donald Tusk powiedział, że Platforma rusza na wojnę z PiS. Przedstawiano to tak, jakby wojny nie było i PO ją zaczynała. Podchwycił to Jarosław Kaczyński i jego tuby, krzycząc o wojowniczej Platformie, bo oni - baranki.

Wojna trwa cztery lata. Zaczęło ją PiS, gdy Włodzimierz Cimoszewicz wycofał się z kandydowania na prezydenta i naprzeciw Lecha Kaczyńskiego pozostał Tusk. Wtedy szef PiS oświadczył, że od tego momentu obowiązuje konflikt między Polską solidarną i Polską liberalną, podczas gdy parę dni wcześniej konflikt toczył się między solidarnością i postkomuną. To było wypowiedzenie wojny PO. I wojna trwa; PiS przeciwko PO; brutalna, bez skrupułów, bez oglądania się na interes państwa. Obecnie na pograniczu puczu PiS-owskiej policji politycznej lekkomyślnie pozostawionej przez premiera. Chciałbym jednak zająć się frontem ubocznym, a mianowicie wymierzoną przeciwko PO strategią SLD.

Sklejeni z PiS

W środę, siódmego, rozbawiony patrzyłem, jak poseł SLD Bartosz Arłukowicz - człowiek chyba łagodny, bo kawaler orderu uśmiechu - osaczając posła PO Arkadiusza Rybickiego z lewej (patrząc od strony publiczności), wtóruje gwałtownością ataku na rząd i Tuska Zbigniewowi Ziobrze, który osaczał Rybickiego z prawa. Czego to z człowieka nie zrobi partyjna linia?

I - co najważniejsze - działo się to w najbardziej prawicowym z prawicowych programów TVP, u Jana Pospieszalskiego w "Warto rozmawiać". A w czwartek poseł Marek Wikiński z Lewicy jak aktor teatru objazdowego przebijał w Sejmie przesłodzony arszenik posłanki PiS Beaty Kempy. I takich faktów medialnych oraz realnych, jak koalicja telewizyjna, można podać wiele.

Od objęcia funkcji szefa SLD przez Grzegorza Napieralskiego partia ta gra na sklonowanej fujarce PiS. Sojusz wsadza Platformę i partię Kaczyńskich do jednego prawicowego worka, twierdząc, że niewiele się od siebie różnią, podczas gdy on jest zupełnie inny. Ale w praktyce postępuje tak, jakby od PO rzeczywiście dzieliło go wszystko, za to od PiS niewiele więcej niż ocena CBA. Polityków Sojuszu bardzo uwiera sklejenie z partią Kaczyńskich i wymachują kijem na ten urząd, jakby pokazywali zaświadczenie, że nie zostali zmolestowani przez PiS, ale od razu dodają, że teraz to dymisja wygląda jak zemsta Tuska.

Agresywny ton wymierzony w rząd, premiera i PO ma w partii oponentów i jest odmienny od bardziej rzeczowego podejścia Wojciecha Olejniczaka, a także części znanych działaczy tej partii. W tej zmianie niedobrej dla sceny politycznej, ale także dla Sojuszu udział ma Platforma. Gdyby pozbyła się niemądrego i niezrozumiałego urazu do postkomunistów, gdyby potraktowała SLD bez pychy i odrazy, jak opozycyjnego partnera, a wobec PiS i prezydenta - sojusznika, to SLD byłby dziś bardziej rozsądny, a rząd bardziej skuteczny. No, ale stało się i powstało coś, co na scenie publicznej wygląda jak klon partii Kaczyńskich, jak ich opozycyjna przystawka. SLD zapłaci za ten wygląd cenę, choć klonem nie jest. To partia tej Polski, do której należy i Platforma. Polski otwartej, europejskiej, nowoczesnej, tyle że fatalnie przez obecnego lidera ubrana.

Bezmyślne podkładanie nogi

Strategia, którą przyjął Grzegorz Napieralski, ma oczywiście poprawić notowania. Ale patrząc na nie w dłuższym okresie, celu nie osiąga, bo wykres pozycji wyborczej SLD jest linią płaską jak elektroencefalogram trupa. Praktyka pokazuje więc, że strategia jest nieskuteczna.

O jakich wyborców chce SLD powiększyć elektorat? Na pewno nie o wyborców PiS, bo nie ma im nic do zaproponowania. Może o wyborców do tej pory biernych? Na nich jednak nie ma co za bardzo liczyć, bo to nieobywatelski beton, którego dopiero kataklizm polityczny może wyrwałby z domów w dniu wyborów. Prawdopodobnie więc liczy, że część ludzi, którzy poparli i popierają PO, zwróci się ku SLD, kiedy się na niej zawiodą, tylko trzeba nawet mocniej niż PiS na PO najeżdżać. To kalkulacja oparta na faktach, ale błędna.

Wśród wielkiego elektoratu partii Tuska są wyborcy, dla których Platforma nie jest partią najlepszego wyboru, lecz partią obrony przed PiS i recydywą IV RP, której bardzo się przerazili. Sojusz opozycyjnością agresywną, pisopodobną nie ma szansy, by zdobyć zaufanie tych ludzi, bo robi przez to wrażenie, że jest pomocnikiem Kaczyńskich. I obiektywnie nim jest. Ci wyborcy, jeśli się rozczarują do PO, będą szukali partii niebędącej negatywem Platformy. Partii, która pod względem antypisizmu co najmniej jej dorówna, zamiast go papugować. SLD mógłby być taką partią, ale robi wszystko, by celu nie osiągnąć, by wyborcy zirytowani na PO trwali przy tej partii z coraz bardziej zaciśniętymi zębami, nie widząc innego obrońcy przed Kaczyńskimi, albo zasilali grupę niewiedzących, na kogo głosować. To widać w sondażach robionych podczas obecnego kryzysu. Platforma traci niewiele, a SLD nie zyskuje.

Napieralski jest marnym obserwatorem i analitykiem sceny politycznej, bo gdyby nim nie był, toby zauważył ową osobliwość sondaży i - co może jeszcze ważniejsze - wyciągnąłby wnioski z dynamiki prezydenckiego poparcia dla Włodzimierza Cimoszewicza. Jego notowania rosną nie dlatego, że opinia publiczna przechyla się na lewo ku SLD, lecz dlatego, że on jest dziś tak blisko Platformy - zastawiającej drogę powrotowi państwa śledczych - jak nigdy. Dlatego staje się coraz poważniejszym, coraz bardziej wiarygodnym kontrkandydatem Tuska. Właśnie wśród tych wyborców, ku którym SLD kieruje beznadziejną zachętę.

Cimoszewicz nie przestał być politykiem o lewicowej wrażliwości, odmiennej od tej, która dominuje w partii Tuska, nie stał się basistą Platformy, ale rozumie, co się dzieje na naszej scenie politycznej, czego Napieralski nie rozumie. Rozumie, że tkwi dziś na niej PiS, wpływowa partia przewrotu i awantury, która może Polsce i Polakom zrobić dużą krzywdę, i kto dziś bezmyślnie "podkłada - jak powiedział - nogę temu rządowi, ten podkłada nogę Polsce".

Ta myśl powinna stać się kanonem polityki dobrze służącej krajowi, jak długo PiS nie przestanie być partią wrogą obecnemu porządkowi i konstytucji bądź jak długo nie będzie bezpiecznej alternatywy. SLD robi wszystko, żeby jej nie było. I ochoczo rywalizuje z partią Kaczyńskich o to, kto lepiej podłoży nogę rządowi. Wywrócenie obecnego układu politycznego (to także kieruję ku mediom) bez widoków, że powstanie co najmniej równie dobry z punktu widzenia stabilizacji demokracji i tworzenia dobrej pozycji Polski w UE, to czyste awanturnictwo, a nie polityka.

  • 40 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    58 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':