http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

CBA, politycy i inni hazardziści

Ewa Milewicz, Gazeta Wyborcza
2009-10-08, ostatnia aktualizacja 2009-10-08 16:16

ZOBACZ TAKŻE
Błąd tkwi nie tylko w ludziach. Też w instytucjach. Gdy w poprzedniej kadencji PiS z PO przepychały w Sejmie ustawę o CBA, "Gazeta" wielokrotnie ostrzegała, że CBA dostaje za duże uprawnienia. Że łatwo ich będzie można nadużywać zwłaszcza przeciw politycznym przeciwnikom. Pisaliśmy, że "przepisy nie powinny być pisane dla aniołów, lecz dla diabłów".

Sprawdziło się, z nawiązką. Pisaliśmy w 2006 r., że "podejrzanemu o korupcję CBA będzie mogło potropić nawet życie seksualne albo religijne". Zabrakło wyobraźni. CBA nie tropi życia seksualnego polityków. CBA je tworzy.

Słynny agent piękny Tomek krąży w wielkim świecie i kusi, kusi, kusi. Kuszona nie staje na ślubnym kobiercu. Zasiada na ławie oskarżonych. Jak sąd odróżni, czy była to kobieta, która uwierzyła, że piękny Tomek ją obsypuje prezentami z uczucia, czy też łapówkara? Czy państwo polskie powinno nasyłać funkcjonariuszy upozowanych na donżuanów na posłanki?

Za duże uprawnienia CBA i obsadzenie tak potężnej instytucji przez Mariusza Kamińskiego, do niedawna radykalnego posła PiS , musiały doprowadzić do wywrotki. Kamiński, niestety, nie zna sensu słowa "umiar". Słynny dr G. może się okaże winny korupcji, ale wiadomo, że nikogo nie zabił. Za to wielu wyleczył. Czy potrzebne było zatrzymywanie go w szpitalu? Wyprowadzanie w kajdankach? Czy Kamiński powinien w czasie konferencji prasowej o sprawie Beaty Sawickiej, posłanki PO, tuż przed wyborami 2007 r. mówić, że ta sprawa pomoże wyborcom zdecydować, jak głosować? Czy tzw. sprawa gruntowa to nie była akcja przeciw znienawidzonemu koalicjantowi PiS-u?

CBA, jeśli w ogóle ma przetrwać, potrzebuje na szefa kogoś w rodzaju bezstronnego urzędnika, nieprzyspawanego do partii. Przytomnego.

Afera hazardowa jest aferą dość ograniczoną. Dzięki wiceministrowi finansów Jackowi Kapicy głównie. Co się tak naprawdę stało? Do ustawy hazardowej, a ściśle mówiąc, do projektu projektu zmiany w tej ustawie, próbowali się dobrać podejrzani biznesmeni. Biorąc za narzędzia polityków PO. I co? Choć usilnie próbowali dobrać się, nic nie wskórali. Projekt, jak tkwił w Ministerstwie Finansów, tak tkwi w nim nadal. I przez ten czas ani na moment nie został dostrojony do oczekiwań owych biznesmenów. Więcej - wiceminister Kapica każdą próbę rozmów o tej ustawie odnotowywał. Tak na wszelki wypadek.

Podejrzaność owych biznesmenów nie polega na tym, że starali się o najlepsze warunki działania swego biznesu. Polega ona na sposobie, w jaki to czynili. Przecież mogli w sposób legalny zarejestrować się jako lobbyści, żądać wysłuchania publicznego. Próbować oficjalnymi kanałami przekonać posłów i rząd do korekty przepisów.

Postąpili inaczej. Z rozmów, jakie opublikowała "Rzeczpospolita", wynika, że chcieli zdetonować pod Kapicą bombę - pomówić go o łapówkarstwo. Człowiek obrzucony takim zarzutem może być zniszczony do końca życia.

Jak skuteczni byli owi "hazardziści"? Udało się im - dzięki pomocy szefa CBA Mariusza Kamińskiego - zdetonować szefa klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego i wszystkie osoby z rządu, których nazwiska padły w rozmowach telefonicznych. Obalili też samego Kamińskiego. Ale przecież nie o to im chodziło. Ustawy nie ustrzelili. Kapicy też nie. Prawdopodobnie osiągną skutek odmienny niż ten, który chcieli. Teraz każdy kolejny rząd w trosce o swoją reputację będzie podwyższał podatki hazardowe.

"Hazardziści" odsłonili niechcący ważną dla wyborców i liderów partyjnych wiedzę o posłach. Oto zrównoważony, nieagresywny, kompetentny poseł PO Zbigniew Chlebowski daje się potraktować swemu kumplowi od hazardu jak jednoręki bandyta. Tłumaczy się, czy załatwił, co załatwił. Usprawiedliwia, dlaczego mu z tym załatwiactwem kiepsko idzie.

Co za poczucie bezkarności doprowadza posła naprzód do gadania, że telefony są na podsłuchu, a następnie do umawiania się przez te telefony na tajne schadzki z biznesmenami na cmentarzu? Tego się nie da zrozumieć.

Po co mu to wszystko było? I ważniejsze pytanie: ilu posłów, nie tylko w PO, dałoby się tak traktować? Dlaczego poseł nie rozumie, że uczciwość jest wartością? No dobrze, nie rozumie, jego problem. Ale dlaczego na dodatek tyle razy okazuje się, że poseł to osobnik bez instynktu samozachowawczego? Dlaczego nie jest w stanie wyuczyć się nawet tego, że rozmowy przez komórkę tak łatwo podsłuchać? Że każdego można nagrać? Jeśli ktoś nie chce być uczciwy dla własnej przyjemności, to dlaczego choć nie próbuje być uczciwy ze strachu, że się wyda?

Diabli wiedzą dlaczego.Trzeba przyjąć, że tak jest i wierzyć, że za kolejną - jedną, drugą czternastą kadencję - liderzy partyjni się połapią, że kluczem do sukcesu ich partii są ludzie - jak to mawiał prof. Bronisław Geremek - służby publicznej. A nie służby "hazardzistom".

  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':