http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dorn: PiS jak stado pawianów

Dominik Uhlig
2009-10-06, ostatnia aktualizacja 2009-10-05 16:47

Samotnik, który chce działać w stadzie - nowa książka o Ludwiku Dornie to polityczny życiorys b. wiceprezesa PiS i jego manifest polityczny na najbliższy czas.

Ludwik Dorn
Fot. S3awomir Kaminski / AG
Ludwik Dorn
Czy jedno nie wyklucza drugiego? Samotnik nie wyklucza stada? W warstwie "historycznej" książka "Ludwik Dorn - rozrachunki i wyzwania" to rozmowa o trudnej ścieżce inteligentnego polityka, który przez kilkadziesiąt lat (opozycja demokratyczna, PC, w końcu PiS) zmaga się z mniej lub bardziej rozgarniętymi osobowościami. Wiedząc, że polityka jest grą zespołową, potrafi docenić plany polityczne innych, dla dobra partii podporządkować się mało rozumnym w swoim mniemaniu decyzjom, ale i zerwać kontakt, gdy ktoś nie oddzwoni po jego telefonie.

O bliskich współpracownikach z przeszłości potrafi wypowiadać się lekceważąco, choć z właściwą sobie barwą. Np. o pośle Marku Suskim oddelegowanym w PiS do kontaktów z Samoobroną, że jest z nią "najbardziej kompatybilny intelektualnie i kulturowo". Albo wspominając pierwszy kontakt z Przemysławem Gosiewskim, dziś szefem klubu PiS: "Siedząc w pokoiku, zobaczyłem, że wpada do niego rozwichrzony, zakręcony wokół siebie osobnik. Podbiega, łapie kosz na śmieci i z nim ucieka. (...) Pobiegłem za nim, dotarłem do dużo większego pomieszczenia, w którym siedziało kilka osób i stały trzy kosze na śmieci. Patrzę, a osobnik z dumą dostawia czwarty. Rzuciłem nieparlamentarnym słowem, złapałem kosz i wróciłem do pokoju". O Ryszardzie Czarneckim zaś, że po kwadransie rozmowy z nim dostawał silnej migreny, do domu wracał półprzytomny z bólu, kładł się spać i do późnego popołudnia następnego dnia leżał w zaciemnionym pokoju, cicho pojękując.

Docenia polityczny geniusz (miniony w jego opinii) Jarosława Kaczyńskiego. Choć wspominając konflikty z szefem PiS, które doprowadziły go do rozstania z partią, pisze tak: "Uznałem, że potężna część napięć to rodzaj szantażu emocjonalnego. W stadzie pawianów jest jeden samiec alfa i choć pawiany są orientacji heteroseksualnej, od czasu do czasu ten główny gwałci stojące niżej w hierarchii. Chodzi o dominację i władzę, a nie o seks. Te słabsze same od czasu do czasu się nadstawiają, żeby samiec alfa je spożytkował (...) To daje im bezpieczeństwo, że nie będzie ich lał. Ja się nie nadstawiałem, stąd pretensje pana Kaczyńskiego".

O zażyłości między braćmi Kaczyńskimi: "wiedzę o tym, że kaczka jest dwugłowa, miałem od dawna. Wyniosłem ją chyba jeszcze z 1981 r.".

I deklaruje: "Chcę być obecny nie jako interesujący singiel, swego rodzaju ciekawostka (...) ale jako członek drużyny. I razem z drużyną chcę się kłopotać nad sposobami wspólnego istnienia w opinii publicznej".

Na kogo liczy Dorn, który tej jesieni chce stworzyć nowe ugrupowanie? "Obecne partie polityczne - niezależnie od tego, czy na ich czele stoi polityk wiekiem dojrzały, jak Jarosław Kaczyński, czy wiekiem młody, jak Grzegorz Napieralski - funkcjonują poza obszarem życiowych i społecznych doświadczeń pokolenia trzydziesto-, czterdziestolatków, czyli potencjalnie najcenniejszego zasobu kadrowego elit partyjnych i politycznych. (...) Zadaniem dla partii jest poważne odwołanie się do niego i jego doświadczenia. Wciąganie ludzi z tej grupy wiekowej do władz partii (...). Widzę takie osoby i środowiska dotychczas obracające się w orbicie pisowskiej".

*Premiera książki wydanej przez Prószyński i S-ka z wywiadami Amelii Łukasiak i Agnieszki Rybak oraz autorskimi tekstami Dorna dziś w Sejmie

  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':