Co więc pan zrobił?
- W lutym 1990 r. w Ottawie, przy okazji konferencji w sprawie otwartych przestworzy, dwa państwa niemieckie oraz Francja, USA, Wielka Brytania i ZSRR uzgodniły, że wyłącznie one będą uczestniczyć w rozmowach o zjednoczeniu Niemiec (tzw. formuła 2+4). Dowiedziawszy się tam o tym, po prostu narzuciłem się ministrom tych sześciu rządów. Chodziłem od jednego do drugiego, mówiąc, że jesteśmy przychylnie nastawieni do zjednoczenia Niemiec, lecz wszelka wątpliwość co do zachodniej granicy i bezpieczeństwa niepodległej Polski powinna zostać usunięta.
Ważne było, aby ZSRR przestał funkcjonować jako gwarant granicy polsko-niemieckiej. Obawiałem się ponadto ewentualnych ustępstw Zachodu na rzecz sowieckiej strefy wpływów w Europie w zamian za zgodę Moskwy na utratę NRD i zjednoczenie Niemiec. Moskwa gotowa była spisać na straty Czechosłowację i Węgry, Polskę jednak różne siły polityczne w ZSRR, zwłaszcza wojsko, widziały inaczej - tu oddziaływało nasze położenie między ZSRR a Niemcami.
Dzięki mojej interwencji w Ottawie uzupełniono komunikat końcowy, dopisując do zdania o celu rozmów państw 2+4 - "przedyskutowanie zewnętrznych aspektów jedności niemieckiej" - słowa: "łącznie z kwestiami bezpieczeństwa państw sąsiedzkich". To uchyliło nam drzwi do tych rozmów.
Od samego początku rząd Mazowieckiego jako bardzo ważne traktował także pojednanie Polski i Niemiec.
- Premier dążył do pełnego porozumienia z Niemcami. 9 listopada 1989 r. kanclerz Kohl z dużą delegacją przyjechał do Polski. Tego wieczora NRD otworzyła swe granice, łącznie z murem berlińskim. To było wielkie wydarzenie. Bez zjednoczenia Niemiec i odzyskania niepodległości przez państwa bloku sowieckiego nie byłoby jedności Europy.
Byłem wielkim zwolennikiem pojednania z Niemcami i otwarcia się na nie. Zdarzały się różne opory, pojawiała się nieufność. Wieloletnia propaganda PRL-u zrobiła swoje. Żyli jeszcze ludzie, którzy pamiętali wojnę i zbrodnie Niemców, były obawy, że nam coś zabiorą na zachodzie.
W lutym 1990 r. zacząłem mówić publicznie o polsko-niemieckiej wspólnocie interesów.
Polska jest w Europie Zachodniej uważana za kraj proamerykański. Jakie stosunki powinniśmy mieć z USA?
- Polityka polska jest proamerykańska. Nasi politycy powinni jednak pamiętać, że Polska nigdy nie będzie w pełni strategicznym partnerem USA w Europie. Dla nich takim partnerem są Niemcy. Jeżeli chcemy mieć dobre stosunki z USA, musimy mieć dobre stosunki z Niemcami.
Jak wyglądały w 1989, 1990 r. nasze stosunki z ZSRR?
- Kluczowa była całkowita likwidacja naszej zależności od niego i rozwiązanie bloku sowieckiego. Musieliśmy mieć z ZSRR normalne stosunki międzypaństwowe. Z tym wiązało się rozwiązanie Układu Warszawskiego. Nie mogliśmy łączyć się z Zachodem, będąc jednocześnie w Układzie i w Radzie Wzajemnej Pomocy Gospodarczej, RWPG. Moim celem było, aby wszyscy uczestnicy zgodzili się na likwidację Układu, łącznie z Moskwą - nie, aby Polska sama (lub z Czechosłowacją i Węgrami) z niego wystąpiła, choć takiej ewentualności nie pomijałem.
Sytuację komplikowało to, że Polska była krajem tranzytowym dla wojsk sowieckich w Niemczech, gdzie stacjonowało 400 tys. sowieckich żołnierzy. Dotychczas Rosjanie jeździli przez Polskę, jak chcieli. Dlatego zaraz zaczęliśmy rozmowy o tranzycie. W kwietniu 1990 r. zapowiedziałem rozmowy o wycofaniu wojsk i w sierpniu 1990 r. posłałem Sowietom pierwszą notę w tej sprawie. Bardzo trudne rokowania trwały ok. 20 miesięcy. Decydującą rolę w ostatecznym rozwiązaniu tego problemu odegrał prezydent Wałęsa.
Ale nie zapomniał pan o naszych wschodnich sąsiadach: Litwie, Białorusi i Ukrainie.
- W moim exposé w kwietniu 1990 r. mówiłem o dwutorowym podejściu w naszej polityce wschodniej - z jednej strony stosunki z ZSRR, a z drugiej początki stosunków z tymi republikami, które były naszymi sąsiadami. Gdy w październiku 1990 r. po raz pierwszy pojechałem do Moskwy, powiedziałem Gorbaczowowi, że zapoczątkujemy stosunki, które są możliwe z Białorusią, Litwą i Ukrainą, ewentualnie także z Kazachstanem. Wysłuchał mnie i zapytał tylko o jedno: czy Polska będzie przestrzegała zawartych przez siebie traktatów z ZSRR. Moja odpowiedź była twierdząca.
Jak odebrał pan upadek imperium sowieckiego w grudniu 1991 r.?
- Likwidacja ZSRR była bardzo korzystna dla Polski - uzyskiwaliśmy trzech nowych sąsiadów na Wschodzie, a z Rosją graniczyliśmy tylko poprzez obwód kaliningradzki. Jeszcze przed rozwiązaniem ZSRR najlepiej szło z Ukrainą. Białoruś miała w 1990 r. dziwne pomysły terytorialne - chciała uzyskać Białostocczyznę! Z Litwą też były problemy, ponieważ domagała się od nas przeprosin za zajęcie Wilna w 1920 r. przez gen. Żeligowskiego (co stanowczo odrzucałem), a my mieliśmy poważne zastrzeżenia co do traktowania Polaków na Litwie.
Upadek muru berlińskiego urósł do rangi wielkiego symbolu i jest znany na całym świecie, a 4 czerwca i 12 września 1989 r. to raczej tylko polskie rocznice.
- Należy przeciwstawiać obiektywne racje, które są też naszymi racjami, temu błędowi i uproszczeniu. Upadek muru i likwidacja NRD osłabiły ZSRR - lecz polski ruch niepodległościowy miał także w tym swój udział! Na Zachodzie i generalnie na świecie przeważa opinia, że dopiero upadek muru uczynił Europę Wschodnią niepodległą.
My sami tej opinii nie zmienimy. Obalenie muru berlińskiego umożliwiło szybko zjednoczenie Niemiec. A to z kolei oznaczało ważny krok na rzecz usunięcia podziału Europy. Lecz likwidacji tego podziału nie byłoby bez emancypacji państw bloku sowieckiego. Otóż ten proces rozpoczął się w Polsce właśnie w tych dniach, które pani wymieniła.
Haga, 6 sierpnia 2009 r.
Pełna wersja artykułu - czytaj tutaj
Rozmawiała Małgorzata Bos-Karczewska
***Prof. Krzysztof Skubiszewski - ur. w 1926 r. w Poznaniu. Specjalista od prawa międzynarodowego, autor licznych prac w tej dziedzinie, członek korespondent PAN, wykładał w licznych uczelniach, m.in. w Szwajcarii i Francji.
Szef MSZ w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, a potem w rządach Jana Krzysztofa Bieleckiego, Jana Olszewskiego i Hanny Suchockiej. Od 1994 r. mieszka w Hadze, gdzie przewodniczy Trybunałowi ds. roszczeń Iran - USA.
Kawaler m.in. Orderu Orła Białego, Wielkiego Krzyża Zasługi RFN i francuskiej Legii Honorowej.
*Małgorzata Bos-Karczewska - dziennikarka, redaktor naczelna portalu Polonii holenderskiej Polonia.nl
Skróty od redakcji "Gazety"
Źródło: Gazeta Wyborcza