Ostatnio ze strony środowisk twórczych i artystycznych oraz ich publicystycznych przedstawicieli coraz częściej docierają utyskiwania i skargi na Platformę Obywatelską. Sygnalizują one nie tylko rozczarowanie konkretnymi poczynaniami (np. wobec mediów publicznych), lecz także utrzymywanie się tęsknoty za partią inteligencką. Nastroje takie i oczekiwania znajdą prawdopodobnie wyraz także podczas zbliżającego się Kongresu Kultury Polskiej. Są jednak i pozostaną płonne, gdyż PO nie jest i nie stanie się Unią Wolności bis.
20 lat temu aktorzy i reżyserzy nie musieli się dopraszać o polityczną reprezentację ani użalać nad jej brakiem - sami ją stanowili, jako ozdoba "drużyny Wałęsy" i późniejszego Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Reprezentowanie społeczeństwa przez inteligencję twórczą stanowiło kontynuację polskiej tradycji. Nie przystaje jednak do współczesnej i nowoczesnej formuły demokracji, podobnie jak inteligenckie role społeczne do nowoczesnego społeczeństwa, które w tych rolach ma prawo obsadzać, kogo chce, biorąc pod uwagę inne kryteria niż publiczność teatralna i kinowa.
Znikające partie zanikających środowisk W 1989 r. było więcej przykładów istniejącej lub powstającej reprezentacji grup społecznych i zbiorowych interesów skazanych już wówczas na odejście lub marginalizację.
Stronnictwo Demokratyczne na przykład reprezentowało, jak w czasach PRL, rzemieślników, rychło wypartych przez wyłaniających się masowo małych i średnich przedsiębiorców mających już inne interesy i dążenia. SD zniknęło (jest wprawdzie reanimowane przez Pawła Piskorskiego, lecz jako zupełnie inna formacja i z marnymi szansami na sukces).
ZSL - wiadomo: reprezentacja polskiego chłopstwa. Obecnie funkcjonuje jako
PSL, ale od dawna nie przekracza w wyborach 10 proc. głosów, choć ponad jedna trzecia Polaków żyje na wsi, a prawie jedna czwarta pracuje w rolnictwie. Inna jest wieś, inne rolnictwo, innych potrzebuje lub szuka przedstawicieli.
SLD też był i jest partią reprezentującą środowiska wywodzące się z przeszłości i do przeszłości przechodzące. Nie chodzi bynajmniej o klasę robotniczą, której w istocie nie reprezentowała także poprzedniczka-nieboszczka PZPR, z nazwy tylko robotnicza, lecz o sieroty po PRL, wspominające po niej utracone beneficja. A ponieważ owych sierot po PRL coraz mniej, więc i pozycja ich politycznej przedstawicielki coraz słabsza.
Klasę robotniczą usiłowało reprezentować wiele rozmaitych partii - od reaktywowanej (mniejsza o to, czy w pełni prawomocnie) Polskiej Partii Socjalistycznej do Polskiej Partii Pracy. Wszystkie pozostały na politycznym marginesie, a klasa robotnicza - zwłaszcza ta wielkoprzemysłowa - systematycznie się kurczy i ma coraz bardziej rozproszone interesy oraz polityczne preferencje.
Miała też po 1989 r. kilka swoich partii inteligencja polska - od ROAD do Unii Wolności. Zniknęły wraz z nią jako znaczącą grupą społeczną. Pozostały po nich sieroty, których
Platforma Obywatelska nie chce przysposobić (adoptować), nakłaniając do nabrania samodzielności w warunkach wolnorynkowej konkurencji oraz indywidualnego szukania sobie nowego miejsca w zmieniającym się świecie. Wiele z nich ma z tym kłopoty, na które skarżą się publicznie, użalając się na swe sieroctwo i wyrodną macochę z PO.
Można, a nawet trzeba rozliczać PO z tego, czy jest partią wystarczająco i odpowiednio obywatelską. Usiłowanie rozliczania jej z tego, czy jest wystarczająco lub odpowiednio inteligencka, sensu jednak nie ma.
Pod prąd W toku i wyniku szybkiej i burzliwej transformacji systemowej ostatnich 20 lat głębokiej przemianie uległa także struktura społeczna, a wraz z nią układ grupowych interesów. Już w 1989 r. można było te przemiany, ich przebieg, kierunek i rezultaty, antycypować. Czyniło tak środowisko obecnego premiera, czyli gdańskich liberałów, zakładając Kongres Liberalno-Demokratyczny - partię przyszłej klasy średniej. Lecz na początku lat 90. rzeczywiście była to dopiero klasa przyszła, więc na KLD głosowało zbyt mało wyborców, aby zapewnić mu sukces lub choćby tylko polityczne przetrwanie.
Co innego 10 lat później, gdy przemiany struktury społecznej były bardziej zaawansowane. Wówczas to, w grudniu 2000 r. rozegrała się w Unii Wolności rywalizacja o przywództwo (po odchodzącym na prezesurę
NBP Leszku Balcerowiczu) oraz kierunek rozwoju tej wyraźnie słabnącej partii. Gdy wygrał ją Bronisław Geremek, dało się słyszeć z inteligenckich kręgów partii westchnienie ulgi sygnalizujące radość z poczucia bycia znowu razem ze sobą i wśród swoich. Odejście przegranego Donalda Tuska odebrano z podobną ulgą i bez wielkiego żalu.
Można dyskutować, czy trafnie przewidywał on, czy raczej tylko intuicyjnie przeczuwał, że nadszedł wreszcie czas na partię klasy średniej. W każdym razie założona i kierowana przez niego Platforma Obywatelska taką partią się stała. W UW zrozumiano popełniony błąd i też usiłowano się przedstawiać jako reprezentacja klasy średniej (takie było hasło UW w kampanii wyborczej jesienią 2001 r.). Ale klasa średnia była już wtedy przy PO i tam wciąż pozostaje, a ponieważ rośnie liczebnie i pod względem społecznego znaczenia, więc zapewnia Platformie pozycję dominującą w polskiej polityce.
Inteligencja, a przede wszystkim tradycyjne role publiczne środowisk ją tworzących, przechodzi do historii. Próby zaprzeczania temu, a tym bardziej powstrzymywania tego są nie tylko daremne, ale i niewłaściwe, podobnie jak usiłowanie podtrzymania roli i znaczenia wielkoprzemysłowej klasy robotniczej, rzemiosła lub chłopstwa: oznacza utrzymywanie zacofania i anachronicznej struktury społecznej (w przypadku chłopstwa - dzięki jego agresywnej reprezentacji politycznej - częściowo to się udaje, co skutkuje zacofaniem rolnictwa, a zwłaszcza struktury agrarnej, czyli ekonomicznej bazy gospodarki rolnej). O tym, jak anachroniczne jest PiS i że zacofane, antymodernizacyjne środowiska reprezentuje, długo przekonywać nie trzeba.
Pomstowanie na przywódców PO, że nie chcą dawać posłuchu skargom i postulatom środowisk twórczych i artystycznych, jest bezzasadne i daremne. Środowiska te nie mają bowiem w demokratycznym systemie uprzywilejowanej pozycji i przyznanej im opiniotwórczej roli, ich opinie są jednymi z wielu, jakie w demokratycznych procedurach należy uwzględniać i uzgadniać. Wymaganie czy domaganie się czegoś więcej to naiwność lub uzurpacja.
*Janusz A. Majcherek jest profesorem w Instytucie Filozofii i Socjologii krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego.