http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dziecko, czyli dobro państwowe

Rozmawiała Ewa Siedlecka
2009-09-08, ostatnia aktualizacja 2009-09-08 12:18

Bywa, że sąd odbiera rodzinie dziecko, nie zastanawiając się, czy w konkretnej sprawie nie powinien postąpić łagodniej. Rozmowa z prof. Andrzejem Mączyńskim*

4 sierpnia. Błota Wielkie. Wioletta Woźna i Władysław Szwak oraz ich najstarsze dzieci (7-11 lat). Od lewej: Tomasz, Anna, Natalia. Najmłodsze dziecko -  Różę sąd zabrał rodzicom tuż po porodzie
Fot. Andrzej Monczak / Agencja Gazeta
4 sierpnia. Błota Wielkie. Wioletta Woźna i Władysław Szwak oraz ich najstarsze...
ZOBACZ TAKŻE
Ewa Siedlecka: O odebraniu małej Róży i sterylizacji jej matki wszyscy mówią. I jakoś nie wierzą, że wysterylizowano ją, by chronić jej życie. Ludzie uważają, że zrobiono to z tego samego powodu, dla którego odebrano jej Różę: bo uznano, że nie nadaje się na matkę. Na czym polega prawo państwa do decydowania, kto się nadaje na rodzica?

Prof. Andrzej Mączyński: Państwo wcale nie ma takiego prawa. Konstytucja gwarantuje rodzinie ochronę i opiekę państwa, i "prawną ochronę życia rodzinnego" - a więc też prawo do tego, by rodzina mogła być razem. Mówi też, że rodzice mają prawo do wychowania dziecka "zgodnie z własnymi przekonaniami". Matce gwarantuje prawo do szczególnej pomocy ze strony władz publicznych.

Konwencja o prawach dziecka, która jest obowiązującym w Polsce prawem (o czym, niestety, sądy nie pamiętają), mówi, że dziecko ma prawo być wychowywane przez rodziców, że odłączenie dziecka od rodziców jest dopuszczalne tylko w sytuacjach wyjątkowych, np gdy rodzice znęcają się nad dzieckiem lub je zaniedbują. Mówi też, że rodzice są obowiązani zapewnić dziecku odpowiedni poziom życia. Jeśli nie są w stanie - to na państwie ciąży obowiązek pomocy. Pomocy, a nie rozbijania rodziny!

Z kolei w polskim prawie rodzinnym mówi się, że rodzeństwo ma prawo wychowywać się razem. Wreszcie - co prawda dopiero niedawno - pojawił się w nim przepis gwarantujący rodzicom i dzieciom oraz rodzeństwu prawo do kontaktów niezależnie od tego, jak sąd ustali kwestię opieki nad dzieckiem lub władzy rodzicielskiej.

Więzi rodzinne są czymś, co prawo chroni szczególnie i czego nikomu nie wolno zrywać. Dlatego nie rozumiem ani wniosku kuratorki o odebranie Róży rodzicom, ani tym bardziej tego, że sądy dwóch instancji taką decyzję podjęły. Te orzeczenia nie opierają się na prawie. Zastrzegam jednak, że sprawę znam jedynie z relacji prasowych.

Ale to nie jest wyrok odosobniony. Dzieci odbiera się u nas bardzo łatwo. Dlatego że nie chodzą do szkoły, że rodzice je niewłaściwie karmią, np. dają wyłącznie jedzenie wegetariańskie.

- Nasuwa się pytanie, czy sędziowie rozstrzygający sprawy rodzinne i kuratorzy sądowi są odpowiednio do tego przygotowani. Obawiam się, że nie. To kwestia zarówno doboru, jak i systemu edukacji sędziowskiej. Poza tym u nas panuje zwyczaj, by patrzeć tylko na literę prawa, na brzmienie przepisu. A przecież ono wynika z pewnego systemu wartości wyrażonych w konstytucji i konwencjach dotyczących praw człowieka. Więc trzeba na literę prawa patrzeć przez te wartości.

Tymczasem bywa, że sąd odbiera dziecko dlatego, iż ma przepis, który daje mu taką kompetencję, a nie zastanawia się, czy w konkretnej sprawie powinien z niej skorzystać.

Niestety, przy okazji ostatniej nowelizacji kodeksu rodzinnego nie poprawiono przepisu, który umożliwia odebranie dziecka rodzicom. Dotyczy on sytuacji, gdy "zagrożone jest dobro dziecka". Wymienia się tam różne możliwe do zastosowania środki: od zobowiązania rodziców do "określonego postępowania" lub skierowania ich na terapię rodzinną, przez ustanowienie nadzoru kuratora, po umieszczenie dziecka w placówce opiekuńczej lub - jak w przypadku Róży - w rodzinie zastępczej. Ale nie jest określone, kiedy sąd zarządza jakiś środek. Oczywiście mądry sąd powinien zastosować najłagodniejszy z koniecznych środków, bo jego zadaniem jest chronić rodzinę, a nie ją rozbijać.

Czy to nie paradoks, że w Polsce z jednej strony atakiem na święte prawa rodziców nazywa się propozycje zakazu kar cielesnych wobec dzieci, a z drugiej - odbiera się dzieci z powodu biedy albo niechodzenia do szkoły? Może to spadek po PRL, gdzie uważano, że państwo lepiej wychowa niż rodzice?

- Rzeczywiście, w latach 50. lansowano nowy model rodziny, w którym opiekę nad dziećmi przejmowało państwo. Były np. żłobki tygodniowe. Miano wychować "nowego człowieka" - socjalistycznego. To model radziecki lub nawet wcześniejszy - carski, że dziecko jest dobrem państwowym, więc to państwo decyduje, jak je wychować.

W kodeksie rodzinnym art. 96 mówi, że rodzice "obowiązani są przygotować dziecko należycie do pracy dla dobra społeczeństwa".

- W sprawie Róży w ogóle trudno mówić o przewidywaniach, że rodzice ją źle wychowają, skoro jest jeszcze niemowlęciem. A w dodatku pozostałe dzieci matka Róży i jej partner, jak się wydaje, wychowują nieźle.

Sąd odbierając Różę, uzasadnił to bardzo ogólnie: że "są wątpliwości", czy rodzice potrafią się nią właściwie zająć. Nie rozumiem takiej argumentacji. Odebrać dziecko - i to karmiącej matce - można w jakiejś zupełnie skrajnej sytuacji, np. zagrożenia życia. A nie w razie "wątpliwości". Oddzielenie noworodka od matki to akt okrucieństwa wobec obojga.

Ale matka Róży chorowała na depresję. I prawdopodobnie miała teraz depresję poporodową. A mamy przynajmniej kilka doniesień w roku o matkach i ojcach, którzy w depresji zabijają rodzinę, a potem siebie. To się nazywa samobójstwo poszerzone, gdy chce się uchronić bliskich od cierpień, jakie niesie życie. Wiec może sąd uznał, że życie Róży jest zagrożone?

- W szpitalu? Pod kontrolą lekarzy i pielęgniarek? Sąd musiałby mieć jakieś bardzo silne przesłanki. Tymczasem ta pani wyszła ze szpitala i jakoś nie zagraża pozostałym dzieciom. Są śmiałe, zadbane, rodzina wygląda normalnie. Poza tym, co za niezwykła dysproporcja: nie tak dawno sąd karny wypuścił mężczyznę aresztowanego z powodu przemocy w rodzinie, bo uznał, że nie ma podstaw do przypuszczenia, że nadal zagraża żonie. Wyszedł i zabił ją, po czym rzecznik sadu oświadczył, że procedura nie została naruszona. A tu nie ma żadnych dowodów na zagrożenie życia - ale dziecko się odbiera. I to karmiącej matce! Co więcej, blokując jej pokarm, chociaż dla dobra dziecka można by zrobić przynajmniej tyle, żeby dostawało mleko matki z butelki. Poza tym to dziecko ma ojca, który nie ma depresji. Tu z kolei mógł zadziałać stereotyp, że mężczyzna nie jest od tego, by zajmować się niemowlęciem.

Z drugiej strony wprowadzamy urlopy "tacierzyńskie", gdzie ojców nikt nie bada, czy są w stanie zająć się niemowlęciem. Ale powiedział pan o dobru dziecka, które decyduje w sprawach rodzinnych. Czy "dobrem dziecka" jest być najedzonym i chodzić do szkoły?

- To pojęcie niedookreślone, podobnie jak "nadrzędny interes dziecka", do którego odwołuje się konwencja o prawach dziecka. Nie można go sprowadzać do zaspokojenia potrzeb materialnych. Np. przyjąć, że dobrem dziecka będzie zabranie z rodziny biednej i oddanie zamożnym rodzicom zastępczym. W świetle konwencji ma ono prawo do wychowania w biologicznej rodzinie, a rola państwa sprowadza się do pomocy tej rodzinie. Np. moja znajoma w Danii ma troje dzieci, w tym jedno autystyczne. Państwo funduje jej panią do sprzątania. Niby nie a propos, ale chodzi o to, by po powrocie z pracy rodzice mogli poświęcić czas, okazać miłość i akceptację dzieciom, a nie brać się do sprzątania.

W wielu krajach Europy jeszcze po II wojnie odbierano dzieci Romom, a w Australii - Aborygenom. Uważano, że państwo lepiej je wychowa, bo we własnym środowisku zostaną analfabetami i klientami opieki społecznej. Kilka lat temu ambasador UE w Bratysławie rzucił pomysł, by dzieci romskie były zabierane do szkół z internatem i do domu wracały tylko na weekend, bo dzięki temu skończą szkołę i "nauczą się żyć zgodnie z wartościami UE".

- Zapewnienie jak najlepszego startu to też element "dobra dziecka". Ale nie może być realizowany siłą. Trzeba tworzyć przepisy zobowiązujące rodziców do określonego postępowania, a w razie, gdy nie umieją się wywiązać - pomagać im. Np. przekonać, że w interesie dziecka jest chodzenie do szkoły. Obowiązek szkolny zapisany jest nawet w konstytucji. Ale z drugiej strony rodzice mają swobodę wyboru szkoły dla swojego dziecka.

  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Żegnaj, Kościele

Czy występujący z Kościoła może żądać, by wykreślono go z księgi chrztu? Czy nadal jest katolikiem?