Wakacyjna dyskusja w "Gazecie" o złośliwych, chamskich komentarzach na forach internetowych nie zbliżyła nas na razie do rozwiązania problemu. Pomiędzy zwolennikami radykalnego wycinania wszelkich niepoprawności a tymi, którzy liberalnie wierzą w wartość pełnej swobody wypowiedzi, jest wyraźna różnica światopoglądowa. Internet wciąż zaskakuje nas nowymi problemami i będzie ich więcej, bo staje się dominującą płaszczyzną wymiany informacji i komunikacji społecznej.
Rozwijające się od paru lat spontanicznie i gwałtownie serwisy społecznościowe, do których należą również fora, blogi, grupy dyskusyjne uruchamiają zaskakujący i niespotykany wcześniej potencjał ludzkiej aktywności, bywają niezwykle przydatne, ułatwiają dostęp do informacji, a także wprowadzanie do internetu informacji, ale nie ma żadnego powodu, by sądzić, że społeczeństwo stanie się od razu lepsze. Te różnorodne aplikacje, to narzędzia technologii informacyjnych, które podobnie jak sam internet były tworzone przez wykształconych ludzi dobrej woli. Twórcy wyraźnie jednak nie doceniali, co się będzie działo, kiedy internet się upowszechni, chociaż paradoksalnie właśnie serwisy społecznościowe przyczyniają się w ostatnich latach najbardziej do poszerzenia kręgu użytkowników technologii informacyjnych. Do wielu tych aplikacji trzeba teraz dorabiać narzędzia lepiej gwarantujące bezpieczeństwo lub prywatność.
Dorabianie demokratycznej ideologii do tego, że każdy może publicznie na cały świat skomentować tekst opublikowany w gazecie, jest przesadą. Anonimowość nie jest doktrynalną cechą internetu - w handlu elektronicznym stosuje się przecież mechanizmy uwierzytelniania. Rosnące gwałtownie znaczenie wymiany informacji, powoduje że coraz bardziej istotne stają się wymogi bezpieczeństwa. Będziemy się pewnie stopniowo musieli odzwyczaić od tego, że można założyć anonimowo konto poczty elektronicznej czy kupić telefon komórkowy. Mówienie o bezpieczeństwie jest zresztą nie od rzeczy również w przypadku forów w mediach internetowych. Nietrudno sobie wyobrazić, że mogą być one elementem zorganizowanej wojny informacyjnej, ukrytych komercyjnych kampanii reklamowych, czarnego PR.
Jestem przekonany, że pomimo wielowymiarowej złożoności obiegu informacji w cyberprzestrzeni, prywatność i anonimowość powinna mieć w internecie podobny charakter jak w zwykłym życiu, w relacjach i doświadczeniach, które ustaliły się w naszym kręgu kulturowym na co dzień. Przecież kiedy rozmawiamy z kimś z twarzą w twarz, trudno mówić o pełnej anonimowości, nawet jeżeli nie poprzedziła tego ceremonia wymiany wizytówek.
Postulowane przez wielu entuzjastów internetu głosowanie elektroniczne stanie się akceptowane, kiedy zastosuje się zrozumiałe dla wyborcy narzędzia, pozwalające tak jak w zwykłym głosowaniu zapewnić pełne uwierzytelnienie - osobiste stawienie się z dokumentami przed komisją i pełną anonimowość, czyli brak cech głosującego na karcie wyborczej.
Dla wyjaśnienia trzeba dodać, że takie narzędzia już są.
Anonimowość to też oczywiście kwestia obyczaju. W Szwajcarii na przykład każdy, podnosząc słuchawkę telefonu, odruchowo przedstawia się, choćby to dotyczyło jednorazowego kontaktu z osobą obsługującą serwis informacyjny na dworcu.
Dla każdego publikującego interesujące jest zmierzenie się z odbiorem tego, co napisał. Tekst w gazecie przecież nie jest rozmową. Zawsze nas obchodzi, czy i jak jesteśmy czytani. Stąd zapewne wynika niejednoznaczne stanowisko wielu uczestników dyskusji w "Gazecie". O ile jednak, żadna gazeta nie publikuje tego, co popadnie, to wypowiedzi na forum, nawet te najbardziej głupie stają się jakby częścią zasadniczego tekstu. A często bywają pisane przez osoby, które samego artykułu najwyraźniej nie czytały, którym wystarczy sam tytuł, nazwisko autora lub zdanie poprzednika.
Nie dziwię się, że wiele osób obrażają wypowiedzi anonimowych bezkarnych internautów. Ja w zasadzie odczuwam pewien dyskomfort, czytając o swoich tekstach nawet opinie konstruktywne lub życzliwe, jeżeli są niepodpisane. Sfrustrowanym mogę przekazać opowieść znajomego górala Bartka: kiedy usiłowała go sprowokować grupa podpitych ceprów, odpowiedział ze stoickim spokojem: "z burakami nie godom".
* Piotr Rutkowski, komentator tygodnika "Computerworld", ekspert ds. strategii rozwoju rynku telekomunikacyjnego