http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Za dużo tańca na lodzie

Zbigniew Chlebowski
2009-09-07, ostatnia aktualizacja 2009-09-07 17:18

Media okazały się sferą, w której możliwe stało się łączenie ognia z wodą. Wspólnota partykularnego interesu - położenia łapy na państwowym radiu i telewizji - prowadziła już wielokrotnie do zawierania nawet najbardziej egzotycznych sojuszy - pisze Zbigniew Chlebowski, przewodniczący klubu parlamentarnego PO


Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
ZOBACZ TAKŻE
Doktryna "skoku na media" znajdowała swoich wielbicieli w kolejnych parlamentarnych koalicjach. Rekord politycznej pazerności pobił w 2006 r. PiS wespół z Samoobroną i LPR. Ich ustawa napisana na kolanie, pod dyktando dziwacznego tria w składzie: Jarosław Kaczyński, Andrzej Lepper i Roman Giertych, przyjęta w partyzancki sposób, obowiązuje do dziś. Niedawno Sejm uchwalił projekt reform, które mają szansę skończyć ten chocholi taniec. Tym razem na drodze niezbędnych zmian i w obronie starego bałaganu w mediach publicznych stanął jednak prezydent - wetując ustawę. Jakie będą ewentualne skutki podtrzymania sprzeciwu? Kto na tym zyska, a kto straci?

Media na wysokim poziomie - ale za co?

Tańce na lodzie i inne lekkostrawne słodkości - to sztandarowe dania serwowane przez media publiczne. Schlebianie niewyszukanym gustom stało się w najbardziej popularnych mediach publicznych naczelną zasadą funkcjonowania. Ta choroba dotyka w szczególny sposób telewizję. Filmy dokumentalne bądź inne ambitne propozycje albo są spychane na późne godziny nocne, albo, co zdarza się równie często, nie ma dla nich miejsca w ogóle. Szefowie publicznego nadawcy mówią otwarcie - to pieniądze w dużej mierze kształtują repertuar mediów. Anachroniczny parapodatek zwany abonamentem, od lat płacą nieliczni. Jego ściągalność wygląda mizernie. O ile ubytki w kasie telewizji można uzupełniać dochodami z reklam towarzyszących popularnym programom, to Polskie Radio boryka się z nie lada kłopotami. To m.in. niestabilność wpływów z abonamentu doprowadziła na skraj upadku Program 2 Polskiego Radia - chyba najbardziej ambitnego publicznego nadawcę.

Zapewnienie pewnego źródła dochodu mediom publicznym to jedno z głównych wyzwań, którym naprzeciw wychodzi Ustawa o zadaniach publicznych w dziedzinie usług medialnych. Zamiast abonamentu, którego ciężar rozłożony jest bardzo niesprawiedliwie (de facto spoczywa w dużej mierze na emerytach i rencistach jako grupie społecznej najbardziej zdyscyplinowanej w płaceniu wszelkich danin publicznych), wprowadzone zostało bardziej stabilne finansowanie z budżetu państwa. Będzie odbywało się ono za pośrednictwem wyodrębnionego rachunku KRRiT Funduszu Zadań Publicznych. To rozwiązanie oprócz pewności napływu środków ma również tę zaletę, że jego koszty będą ponoszone równomiernie przez wszystkich podatników.

Sztucznie wytworzone zamieszanie wokół reformy mediów publicznych w dużej mierze sprowadzało się właśnie do kwestii finansowych. Zgoda, że zaproponowany w niej model nie jest doskonały. Jednak jest on rozwiązaniem optymalnym - na miarę dzisiejszych możliwości państwa. Sposób finansowania zawarty w nowej ustawie dzielą lata świetlne od anachronicznego abonamentu. Teza o rzekomym uzależnieniu mediów publicznych od woli parlamentarnej większości opiera się na całkowicie błędnych założeniach. Czy jakakolwiek koalicja rządząca będzie na tyle nieodpowiedzialna, by w świetle jupiterów wywierać presję na media, majstrując przy poziomie finansowania? Głosowania nad tego typu kwestiami są całkowicie jawne, nie sądzę więc, by politycy z jakiejkolwiek opcji chcieli się ścigać o tytuł grabarza publicznego radia i telewizji.

Krytykom propozycji zawartej w ustawie - domagającym się zagwarantowania pewnej sumy pieniędzy budżetowych na media publiczne - należy zadać kluczowe pytanie: skoro służba zdrowia, policja czy szkolnictwo nie mogą liczyć na ściśle określony, minimalny poziom finansowania, to dlaczego powinniśmy takich gwarancji udzielać mediom publicznym? Są ważniejsze niż zdrowie, bezpieczeństwo czy edukacja naszych dzieci? Szczególnie w czasach, kiedy wszyscy w kraju zaciskają pasa z powodu kryzysu, a sztywne wydatki budżetowe paraliżują wiele możliwości reagowania na skutki światowej dekoniunktury, odpowiedzialność za każdy grosz z pieniędzy podatników nabiera jeszcze większego znaczenia.

Bez wprowadzenia w życie rozwiązań zawartych we wspomnianej ustawie publiczni nadawcy, a zwłaszcza Polskie Radio, już niedługo mogą znaleźć się w jeszcze poważniejszych opałach. W najczarniejszym scenariuszu może im grozić nawet upadłość.

"Misja" reanimacja

Programy rozrywkowe to w istocie lep na reklamodawców. O ile powstają one za pieniądze prywatnych stacji, wszystko jest w porządku. Jeśli jednak produkcja czysto komercyjna dominuje w telewizji publicznej - to w efekcie mamy do czynienia z zachwianiem równowagi i spychaniem ambitnej oferty na drugi plan. Media finansowane z pieniędzy obywateli powinny przede wszystkim wypełniać misję publiczną. Oczywiście oferta łatwa, lekka i przyjemna powinna nadal gościć na publicznej antenie. Ale nie może dominować.

Szanując konieczność osiągnięcia zysku przez nadawców państwowych oraz chcąc zachęcić również prywatne media do produkcji i emisji programów misyjnych, w ustawie o zadaniach publicznych w dziedzinie usług medialnych zaproponowano utworzenie licencji programowych. Będzie je przyznawać KRRiT na okres do czterech lat. Dzięki środkom z Funduszu Zadań Publicznych produkcja i emisja audycji o charakterze misyjnym ma szansę stać się wreszcie opłacalna. Ponadto audycji realizowanych na podstawie licencji nie będzie można przerywać reklamami, nawet jeśli będą emitowane przez nadawców komercyjnych.

Odrzucenie prezydenckiego weta do tej ustawy może więc spowodować, że ambitne propozycje zagoszczą również w cieszących się dużą popularnością telewizjach prywatnych.

Stworzenie instrumentu w postaci licencji programowych pokazuje konkretny kierunek działań - media do działalności prospołecznej trzeba zachęcać, a nie zmuszać. Podążanie tą drogą powinno przynieść dobre rezultaty. Skoro publicznym mediom kij niestraszny, to może skutecznie podziała na nie marchewka w postaci środków z Funduszu.

Lepszemu wypełnianiu misji publicznej będzie służyło również przekształcenie regionalnych oddziałów TVP w całkowicie niezależne ośrodki. O celach i zadaniach telewizji w Białymstoku czy we Wrocławiu nie będzie więcej decydować Warszawa. Przybliży to lokalną telewizję zwykłym ludziom - tak jak jest w przypadku rozgłośni radiowych.

Mniej polityki!?

Publiczne radio i telewizja zostały praktycznie sprywatyzowane przez polityków z często bardzo odległych od siebie ideowo ugrupowań. Media okazały się sferą, w której możliwe stało się łączenie ognia z wodą. Wspólnota partykularnego interesu - położenia łapy na państwowym radiu i telewizji - prowadziła już wielokrotnie do zawierania nawet najbardziej egzotycznych sojuszy. Platforma Obywatelska nigdy nie brała udziału w tego typu targach i nigdy nie zamierza do nich dołączać.

Cała Polska przecierała oczy ze zdziwienia, widząc, jak niedawno PiS zawarł medialną koalicję z SLD tylko po to, aby ludzie Kaczyńskiego wspólnie z politykami lewicy mogli obsadzić fotele w radach nadzorczych TVP i Polskiego Radia. Czy powodem takiego zachowania SLD był fakt, że w trakcie wielomiesięcznych prac nad ustawą o zadaniach publicznych, prowadzonych wspólnie z Platformą Obywatelską i PSL, nie poruszano żadnych kwestii personalnych? Opracowując tę reformę, wiele razy rozmawialiśmy z lewicą na temat zmian, przyjęliśmy wiele ich wniosków, jednak nigdy nie toczyły się, ani tym bardziej nie toczą się dyskusje dotyczące personaliów. Fakt, że Platforma Obywatelska jest skoncentrowana jedynie na rozpoczęciu reform i skutecznym przełamaniu prezydenckiego weta, jest najwyraźniej nie w smak niektórym środowiskom.

Ograniczenie wpływu polityków jest więc trzecim filarem zmian w systemie mediów publicznych, obok reformy sposobu finansowania i przywrócenia misji publicznej. Platforma Obywatelska jest pierwszą partią, która oprócz otwartego mówienia o tym problemie podjęła zdecydowane działania służące uzdrowieniu sytuacji w tym zakresie. W Platformie wyraźnie dominuje pogląd, że tylko media uwolnione od politycznych ingerencji będą mogły skutecznie pełnić misję publiczną. Ponadto, jak dowodzą przykłady z ostatnich lat, wpływ na media publiczne raczej szkodzi, niż pomaga w rywalizacji politycznej.

Ustawa o zadaniach publicznych w dziedzinie usług medialnych wprowadza fundamentalne zmiany w sposobach powoływania organów sprawujących pieczę nad państwowymi mediami. Członkowie zreorganizowanej KRRiT będą musieli mieć rekomendacje uczelni wyższych lub środowisk twórczych. Poparciem organizacji reprezentujących interes społeczny będą musieli legitymować się także kandydaci na członków rad programowych. Wprowadzono również obowiązkowe konkursy dla członków zarządów i rad nadzorczych TVP i Polskiego Radia.

Włączenie kręgów akademickich i twórczych w proces budowy instytucji nadzorujących media publiczne to poważny krok w kierunku zmniejszenia politycznego wpływu na media. To przede wszystkim wielki postęp w porównaniu ze stanem obecnym. Sygnały o kolejnych nieustających politycznych przetasowaniach i narastającym bałaganie dowodzą, że potrzeba zmian jest pilna.

W tej sytuacji zaskakuje krytyka ze strony części środowisk twórczych, które dzięki tej ustawie mogą mieć realny wpływ na media publiczne. Hasła mówiące o "zamachu na demokrację" wygłaszane przez niektórych, często cieszących się wielkim szacunkiem twórców, wynikają najwidoczniej z braku wiedzy o założeniach obecnej reformy lub z fragmentarycznego charakteru posiadanych informacji. Rozwiązania zawarte w tej ustawie trzeba postrzegać systemowo - jako całościowy projekt rozwiązujący najbardziej palące problemy. Ponadto musimy pamiętać, że obecne zmiany to dopiero początek, pierwszy etap szeroko zakrojonych reform, które zbliżą Polskie Radio i TVP do standardów, które wyznacza BBC.

Albo reforma, albo dotychczasowy bałagan

To prawda, że można znaleźć niedoskonałości w Ustawie o zadaniach - np. system finansowania, który głównie ze względu na trudną sytuację gospodarczą nie może obejmować minimalnej kwoty corocznej dotacji. Jednak wychodząc naprzeciw oczekiwaniom środowisk twórczych oraz kierując się uwagami ekspertów, już dzisiaj mogę zadeklarować, że jeżeli uda się odrzucić prezydenckie weto, to jeszcze przed końcem roku przedstawimy projekt ustawy, która rozszerzy nowy system finansowania o środki pochodzące z podatku VAT z emisji reklam.

Można też na siłę mnożyć zarzuty i wyliczać niedociągnięcia. Można protestować przeciwko obecnej próbie reform, pomagając tym samym w dobijaniu politycznych targów, które dobić mogą publiczną telewizję, a zwłaszcza Polskie Radio. Sygnał ze strony SLD jest jasny i mocny - po co reforma, skoro dostaliśmy stanowiska? Czy zmiany na lepsze w mediach publicznych zawarte w Ustawie o zadaniach przepadną? Decydujący głos należy teraz do lewicy. Czy SLD ulegnie sile argumentów - przedstawianych m.in. w trakcie niedawnych rozmów, czy raczej sile przyciągania stanowisk w mediach?

Dopóki niektóre siły polityczne nie zaczną myśleć w perspektywie szerszej niż obsadzenie foteli, Polacy będą otrzymywali media pod niebiosa wychwalające PiS, SLD albo pogrobowca LPR - Libertas.

Na jednej szali leżą dobre, choć nie idealne, rozwiązania w dziedzinie publicznych mediów - przywracające istnienie misji publicznej, wprowadzające bardziej stabilne finansowanie oraz stwarzające poważną szansę na ich odpolitycznienie. Po drugiej stronie są skrajnie upolitycznione, niewydolne finansowo i niewypełniające swej misji media państwowe Która z szal przeważy? Miejmy nadzieję, że po prostu zwycięży zdrowy rozsądek i dobro publiczne.

  • 17 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Co się stało z Madzią?

Matka półrocznej Madzi z Sosnowca wyznała, że córeczka wyślizgnęła się jej w domu z kocyka i uderzyła główką w wysoki próg