http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Opinie >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Opinie

Anonim jest, jaki jest

Wojciech Czuchnowski
2009-09-04, ostatnia aktualizacja 2009-09-05 13:26

Dziennikarze i osoby publiczne zawsze podlegali anonimowym ocenom, tyle że do czasu powstania internetu nie mieli możliwości ich poznać

Wojciech Czuchnowski
Wojciech Czuchnowski

Rys. Jacek Gawłowski
ZOBACZ TAKŻE

Co o tym myślisz? Czekamy na Wasze listy: listydogazety@gazeta.pl



1. Od czasu dyskusji na temat anonimowości w sieci toczonej przy okazji sprawy "Kataryna kontra >Dziennik<" nie zmieniłem zdania na temat osób, które - nie podając swojego nazwiska - zamieszczają w internecie komentarze i oceny często tendencyjne, brutalne, wulgarne i poniżające. Nadal uważam, że anonimowość nie ma nic wspólnego z wolnością słowa i wyklucza anonima ze sfery poważnej dyskusji. W czasach komunizmu to właśnie występowanie pod nazwiskiem w publikacjach niezależnych wydawnictw było elementem walki z cenzurą. Anonim w naszej cywilizacji zawsze budził mieszane uczucia. Kojarzył się z donosicielstwem, atakiem zza węgła, ze wszystkim, co najgorsze.

2. Sam wielokrotnie byłem obiektem mało wybrednych anonimowych ataków zamieszczanych we wpisach pod moimi tekstami lub w blogach. Dowiadywałem się z nich i dalej dowiaduję, że jestem zdrajcą prawicy (pracę zaczynałem w konserwatywnym "Czasie", potem pisałem w "Życiu"), płatnym obrońcą agentów, hunwejbinem, pałkarzem, najemnikiem, szabesgojem, no i oczywiście notorycznym kłamcą oraz oszczercą. Wszystkie te epitety do wglądu w sieci. Można tam też przeczytać, że jestem grubasem (prawda), alkoholikiem (nieprawda) wielokrotnie wyrzucanym z pracy za nierzetelność (nieprawda). Wielu internautów bawi się, przekręcając moje nazwisko i atakując moją rodzinę. To wszystko było i jest przykre, często bolesne. Dlatego do niedawna byłem zwolennikiem ścigania anonimowych opluwaczy i egzekwowania od nadawców internetowych odpowiedzialności za obraźliwe i poniżające wpisy.

3. Jednak śledząc dyskusję o chamstwie w internecie wywołaną przez Jacka Żakowskiego, zacząłem zmieniać zdanie. Większość jej uczestników (też do nich należałem) traktuje sieć jako tradycyjny środek masowego przekazu, który powinien podlegać takim samym prawom i obowiązkom jak klasyczne media.

Spróbujmy spojrzeć na to inaczej - do czasu powstania internetu w jego powszechnym wymiarze osoba zabierająca publicznie głos (dziennikarz, polityk) miała tylko mgliste wyobrażenie o tym, co myśli odbiorca: słuchacz, widz lub czytelnik.

Skupię się na dziennikarzach - listy czy telefony z opiniami na temat naszych tekstów to był zaledwie wierzchołek góry lodowej. Większość czytelników po lekturze artykułu nie dzwoni, nie pisze, nie nawiedza dziennikarza. Nie chce im się i tyle. Jednak pojawienie się internetowych wersji gazet zamieszczanych w redakcyjnych portalach, a potem multiplikowanych pod kolejnymi adresami w sieci, z każdorazową możliwością komentowania, każe zadać pytanie, czy czasem nie powstał nowy typ czytelnika.

4. To znaczy ten typ zawsze istniał. Przecież większość ludzi, czytając gazetę, oglądając telewizję czy słuchając radia, ma jakiś stosunek do tego, co widzi i słyszy, często też do autora tych treści. Im bardziej te treści są ważne, a poglądy ostro wyrażane, tym więcej równie zaangażowanych odbiorców. Kiedyś bywało, że nasz czytelnik zaklął nad gazetą, obdarzając nieprzystojnym epitetem autora. Czasem uśmiechnął się, pochwalił: dobrze pisze. Teraz ten sam czytelnik nie tylko zaklnie czy się uśmiechnie, ale i skorzysta z umieszczonej pod każdym tekstem opcji "skomentuj". Internet sprawił, że widzimy odbiorcę bardzo wyraźnie. Niewidzialna więź łącząca czytelnika i autora zyskała w internecie konkretny kształt. Możemy więc się oburzać na chamstwo i wulgarność, ale tak właśnie wielu ludzi myśli. Internet daje im tylko możliwość przelania tych myśli na klawiaturę i ocalenia od niebytu. Inna sprawa, że człowiek w swojej naturze chętniej zabiera głos, gdy jest czymś rozzłoszczony czy rozczarowany. Czytelnik zadowolony i akceptujący (a takich jest przecież większość) wypowiada swoje opinie rzadziej. Ale tak po prostu jest.

5. Zastanawiam się, czy próbując ująć w jakieś karby opinie wypowiadane przez internautów na temat naszej publicznej aktywności, nie zachowujemy się jak XVIII-wieczni robotnicy buntujący się przeciwko maszynom. Czy nie jest tak, że internetowe fora dyskusyjne, blogi itp. to nowa forma istniejącego od zawsze dyskursu dająca anonimowej masie odbiorców możliwość wyrażenia swojej - nadal anonimowej - opinii.

Pamiętajmy: ta opinia zawsze była, tyle że nie mieliśmy o niej pojęcia.

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

3.2

17 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne