http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak doszło do powołania rządu Mazowieckiego

Rafał Kalukin
2009-08-24, ostatnia aktualizacja 2009-08-24 16:26
17 sierpnia 1989 r. Warszawa, Łazienki. Zawiązanie koalicji wokół rządu Mazowieckiego. Od lewej: Roman Malinowski (ZSL), Lech Wałęsa (
17 sierpnia 1989 r. Warszawa, Łazienki. Zawiązanie koalicji wokół rządu Mazowieckiego. Od lewej: Roman Malinowski (ZSL), Lech Wałęsa ("S"), Jerzy Jóźwiak (SD).
Fot. Tomasz Wierzejski / AG

Malinowski: Zarzucano ZSL, że robimy zamach stanu i zapłacimy za to. Jóźwiak: W SD zaprotestowaliśmy przeciwko uchwale plenum określającej nas zdrajcami. Wałęsa: do końca wam nie ufałem, a jednak się dogadali. Jak? Opowiadają trzej liderzy koalicji - Jerzy Jóźwiak (SD) Roman Malinowski (ZSL) i Lech Wałęsa ("S")

Od lewej: Roman Malinowski, Lech Wałęsa, Jerzy Jóźwiak dwadzieścia lat po zawiązaniu koalicji wokół rządu Mazowieckiego, czyli 17 sierpnia 2009 r.
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja
Od lewej: Roman Malinowski, Lech Wałęsa, Jerzy Jóźwiak dwadzieścia lat po...
Lech Wałęsa: Spotykamy się we trzech po raz pierwszy od 20 lat. 17 sierpnia 1989 r. podpisaliśmy umowę o zawiązaniu koalicji "Solidarność"-ZSL-SD. Panowie Malinowski i Jóźwiak wzięli wtedy na siebie wielki ciężar. Do końca się bałem, że się przestraszą i wycofają. Ale oni wytrwali. To im zawdzięczamy ten wielki sukces. Chcę im dzisiaj oddać honor.

Rafał Kalukin: A pan nie czuł wtedy dyskomfortu, wchodząc w koalicję z satelitami partii komunistycznej?

Wałęsa: Oba te stronnictwa były w koalicji z PZPR, ale dla nas to nie byli żadni komuniści. Wciągnięto ich w tamten układ, nie byli jednak przeciwnikami "Solidarności". No więc my kombinowaliśmy, czy w ZSL i SD pojawili się już ludzie gotowi powiedzieć "dość". I trafiliśmy na takich ludzi.

Roman Malinowski: Skończmy z tymi "satelitami". Powstanie "S" wpłynęły na zmiany w obozie władzy. ZSL wybijało się na suwerenność, nasze relacje z PZPR stawały się coraz bardziej partnerskie. Opowiadaliśmy się za dialogiem i współpracą z opozycją. Po wyborach 4 czerwca pojawiła się zupełnie nowa sytuacja. PZPR w szoku porażki nie chce oddać władzy. I "Solidarność" w szoku zwycięstwa, nie bardzo chce tę władzę brać na siebie. Powstał pat. Wielką zasługą Lecha Wałęsy jest, że wystąpił z propozycją koalicji "S"-ZSL-SD i dzięki temu pat został przełamany.

ZSL i SD też musiały być w szoku. Panowie Malinowski i Jóźwiak byliście przecież na liście krajowej, która padła w czerwcowych wyborach. Jak to znieśliście?

Malinowski: Spokojnie. Po wyborach zadzwonił do mnie gen. Czesław Kiszczak i powiedział, że jest u niego abp Bronisław Dąbrowski. Proponują, bym uczestniczył w drugiej turze wyborów. Odpowiedziałem, że nie zamierzam wchodzić tylnymi drzwiami. Tamte wybory były plebiscytem. Społeczeństwo opowiedziało się za zmianami i nowym układem sił. Trzeba było to uszanować.

Jerzy Jóźwiak: Gdybyśmy poszli na propozycję Kiszczaka, tobyśmy weszli do Sejmu. Wystawiliśmy jednak zupełnie nowych kandydatów do drugiej tury. Czuliśmy na sobie napięcie społeczne i zdawaliśmy sobie sprawę, że potrzebni są nowi ludzie.

Malinowski: A po wyborach powstała potrzeba szerokiej koalicji z udziałem wszystkich sił, które firmowały porozumienie Okrągłego Stołu. Jednak propozycja PZPR i świeżo wybranego na prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego, aby na czele tej koalicji stanął premier Kiszczak, nie tworzyła warunków dla wielkiej koalicji.

Jóźwiak: Bo na czele wielkiej koalicji mógł stanąć tylko premier z "Solidarności". Nie było innego wyboru!

Jako pierwszy wystąpił publicznie z taką koncepcją Adam Michnik w artykule "Wasz prezydent, nasz premier" już na początku lipca. Naczelny "Gazety" proponował porozumienie z "reformatorskim skrzydłem obozu władzy", czyli w praktyce wielką koalicję "S"-PZPR. Jednak układ sił w Sejmie (38 proc. mandatów miała PZPR, 35 proc. - "S", 27 proc. - ZSL, SD i małe kluby) podpowiadał inne rozwiązanie: "okrążyć" komunistów, oderwać od nich dotychczasowych sojuszników i zepchnąć do opozycji.

Wałęsa: Taka właśnie była moja koncepcja. Nie byłem jednak rozumiany w naszym obozie. Dlatego w dyskrecji skierowałem Jarosława Kaczyńskiego, aby dogadał się z ZSL i SD.

Malinowski: Także PZPR broniła się, jak mogła. Kusili nas, próbowali przekupywać. Na początku Kiszczak dawał ZSL czterech ministrów. Jak widział, że nie będzie miał większości dla swego rządu, dawał już ośmiu. Ale to nie miało żadnego znaczenia. Nie o taką koalicję, na litość boską, chodziło! Potrzebna była koalicja z "S", która dokona reform ustrojowych.

Jóźwiak: Z nami było to samo. "Macie trzech ministrów, dostaniecie czterech". Zaraz potem padła propozycja dla Romana. Kiszczak na spotkaniu z koalicjantami zapowiedział, że rezygnuje z misji tworzenia rządu i nowym premierem będzie Malinowski. Roman odmówił. Wieczorem w "Dzienniku Telewizyjnym" słyszę, że złożono propozycję Romanowi Malinowskiemu i ani słowa o tym, że on nie chce. Takich metod się chwytano, by podtrzymać stary układ.

Malinowski: Następnego dnia leciałem do Niemiec. Na lotnisku dopadł mnie telefon od Kiszczaka. Powiedział, że są u niego liderzy KPN oraz innych ugrupowań spoza parlamentu i są gotowi wejść do mojego rządu. Odpowiedziałem, że byłby to rząd kadłubowy, który niewiele zrobi. Polski na to nie stać. On naciskał, bym się zadeklarował: tak czy nie? Ja żartobliwie: "Tak, ale pod warunkiem, że nie będę premierem dłużej niż ty".

Kiedy było już widać, że Kiszczakowi nie uda się stworzyć rządu, szef klubu OKP Bronisław Geremek zaczął prowadzić rozmowy z liderami klubów parlamentarnych ZSL i SD. Ponoć był już dogadany z Aleksandrem Bentkowskim z ZSL co do koalicji.

Malinowski: Geremek nie toczył żadnych rozmów! Był przeciwnikiem tej koalicji. Powiedział nawet marszałkowi Sejmu Mikołajowi Kozakiewiczowi, że ta koalicja to "strzał w jego serce".

Jackowi Żakowskiemu opowiadał w książce "Rok 1989", że było to optymalne wyjście. Protestował tylko przeciwko sposobom dochodzenia do koalicji. Miał za złe Lechowi Wałęsie, że nie informował go o rozmowach. Nie miał pojęcia o misji Kaczyńskiego.

Jóźwiak: Mam tu wystąpienie Geremka z 26 lipca na klubie OKP. Powiedział, że "nie wchodzi w rachubę koalicja z PZPR", jak również z ZSL i SD jako "satelitami" PZPR.

Wałęsa: Koalicja to była moja inicjatywa i musiałem ją przeprowadzić przeciwko mym kolegom. Profesor Geremek pomylił się wtedy w swych diagnozach. Czy można jednak mieć mu to za złe? To był wspaniały człowiek!

  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':