W świadomości Polaków pakt Ribbentrop-Mołotow, Katyń i Jałta to trzy najważniejsze "miejsca pamięci" związane z II wojną światową - obok kampanii wrześniowej, bitwy o Monte Cassino i Powstania Warszawskiego 1944 r., będącego tragedią ze wszystkich największą.
Od wybuchu II wojny światowej dzieli nas już 70 lat i wiele doniosłych wydarzeń, które zmieniły stosunki międzynarodowe. Również i ówczesna polska polityka zagraniczna jest zamkniętą kartą historii. 70. rocznica paktu Ribbentrop-Mołotow jest jednak okazją, by na te wydarzenia spojrzeć jeszcze raz na nowo.
*** Zdaniem marszałka Piłsudskiego wysiłek włożony w odzyskanie państwa polskiego poszedłby na marne, gdyby warunkiem obecności Polski na mapie Europy był sojusz z Niemcami przeciwko Rosji lub z Rosją przeciwko Niemcom. Układy o nieagresji z Niemcami i Rosją zawarte na początku lat 30. zdawały się gwarantować Polsce pewne minimum stabilizacji. Szczególne znaczenie miało porozumienie zawarte z Niemcami. Krok ten bywa także dziś przedstawiany w fałszywym świetle. Tymczasem było to jedno z największych osiągnięć polskiej polityki zagranicznej w dobie rozkładu systemu międzynarodowego opartego na Lidze Narodów i w czasach polityki ustępstw, którą prowadziły mocarstwa zachodnie. Bez niego państwo polskie mogło się przeobrazić w monetę, którą politycy brytyjscy i francuscy próbowaliby wymienić za kilka lat pokoju. Ale w latach 1934-39 Polska konsekwentnie odrzucała ponawiane przez przywódców III Rzeszy oferty polsko-niemieckiej współpracy przeciwko ZSRR. Stalinowskie oskarżenia pod adresem polskich władz o zawarcie rzekomego tajnego układu z III Rzeszą nigdy nie miały nic wspólnego z rzeczywistością, tak jak dziś nie mają związku z nauką i wiedzą historyczną.
Dopóki istniało niepodległe państwo polskie, niemiecka agresja na Rosję była niemożliwa. Dopiero rozbiór Polski na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow otworzył przed Hitlerem taką szansę.
Odrzucenie przez Polskę wiosną 1939 r. oferty Hitlera przystąpienia do budowanego przezeń nowego porządku w Europie, opartego na hegemonii Niemiec, stało się zasadniczą przyczyną konfliktu polsko-niemieckiego w roku 1939. Pretekstem do wybuchu wojny były natomiast niemieckie żądania terytorialne - zgody na włączenie do Rzeszy Wolnego Miasta Gdańska i eksterytorialnej autostrady do Prus Wschodnich. Polska w zamian otrzymać miała prawo wieczystego użytkowania gdańskiego portu. Ale zasadniczą zapłatą Niemiec za te ustępstwa miało być zawarcie traktatu o przyjaźni i współpracy z gwarancjami granic, co oznaczało, że polska granica zachodnia zostałaby uznana przez Rzeszę.
Nikt nie powinien mieć jednak wątpliwości, że sojusz z III Rzeszą byłby drogą w przepaść. "Pobilibyśmy Rosję, a potem pasalibyśmy Hitlerowi krowy na Uralu" - stwierdził już w czasie internowania w Rumunii minister spraw zagranicznych Józef Beck. Żądania Hitlera zostały przez Polskę odrzucone natychmiast w rezultacie suwerennej i autonomicznej decyzji. Na długo przedtem, zanim zwrot w polityce mocarstw zachodnich zaowocował przyznaniem Polsce tzw. gwarancji. To stało się powodem wypowiedzenia deklaracji z 1934 r. o niestosowaniu przemocy i rozpoczęcia wojny 1 września. Skłoniło też Niemców do powrotu do myśli o rozbiorze Polski, którą to myśl sowiecka
Rosja z prawdziwym entuzjazmem przyjęła. Dokonał się w ten sposób rozbiór państwa polskiego uzgodniony w zarysie 23 sierpnia 1939 r., zmodyfikowany później w układzie niemiecko-sowieckim o granicach i przyjaźni podpisanym w Moskwie 28 września 1939.
Niestety, rzadko się pamięta, że w roku 1939, chociaż na krótko, klucz do przyszłości Europy znajdował się w polskich rękach. Oczywiście II wojna światowa nie wybuchła o Polskę. Mocarstwa zachodnie przystąpiły do niej, gdyż zburzony został ład międzynarodowy, w którym zajmowały uprzywilejowaną pozycję. Ale w kryzysie międzynarodowym 1938-39 Polska nie odgrywała roli biernego obserwatora, bezwolnej ofiary. Jej decyzje determinowały dalszy bieg wydarzeń.
Konsekwencją odrzucenia przez Polskę niemieckiej propozycji było to, że Hitler musiał zmienić plany i złamać umowę monachijską już w marcu 1939 r., co doprowadziło do radykalnej zmiany w polityce Londynu i Paryża i zapoczątkowało proces kształtowania się koalicji antyhitlerowskiej. Przed wkroczeniem do Pragi 15 marca 1939 r. Hitler mógł liczyć na to, że uda mu się zapewnić niemiecką hegemonię w Europie Środkowej bez konfliktu z mocarstwami zachodnimi. Po odrzuceniu jego żądań przez Polskę i likwidacji Czechosłowacji czekała go wojna światowa. Obowiązkiem historyka polskiego jest na to zwrócić uwagę.
*** Historiografia sowiecka wytrwale oskarżała Polskę o uniemożliwienie stworzenia wielkiej koalicji przeciwko III Rzeszy już w roku 1939. Teza, że to Polska zablokowała taką możliwość, nie godząc się na przemarsz Armii Sowieckiej przez swe terytorium, ma wielu swoich zwolenników także na Zachodzie. W takiej optyce układ Ribbentrop-Mołotow można przedstawiać jako rezultat polskiego uporu. Pewien historyk kanadyjski napisał nawet, że "odpowiedzialność" za pakt Ribbentrop-Mołotow ponosi minister Beck.
Co może odpowiedzieć na to Polski historyk?
Rozpatrywanie idei wielkiej koalicji w roku 1939 nie ma większego sensu, jeśli nie odpowiemy najpierw na pytanie, co pragnął osiągnąć wówczas Stalin. Jego celem nie było zaś ratowanie pokoju w Europie i nakłonienie Hitlera do porzucenia planów destrukcji porządku wersalskiego. Przeciwnie, w jego interesie leżał wybuch europejskiego konfliktu, z którego miał szanse wyłonić się porządek światowy bardziej korzystny dla ZSRR.
Jesienią 1938 r. łotewski minister obrony, wyjaśniając przyczynę odmowy rządu łotewskiego na przemarsz wojsk sowieckich, zauważył, iż
Łotwa nie byłaby już w stanie pozbyć się tych wojsk ze swego terytorium. W ten sam sposób patrzono na tę kwestię w Warszawie. "W żadnym wypadku Rosja Sowiecka czy jakakolwiek inna nie może gwarantować naszego stanu posiadania i niepodległości" - powiedział Beck. "Przez odmowę zgody - pisał ex post ówczesny szef Sztabu Głównego generał Wacław Stachiewicz - uzyskiwaliśmy to, że przemoc nie nabierała charakteru prawa".
W obliczu układu Stalina z Hitlerem zawartego w Moskwie w rezultacie decyzji Stalina 23 sierpnia 1939 r. żadna polska polityka zagraniczna nie mogła ocalić niepodległości państwa ani chociaż w części zmodyfikować ustalonego w Moskwie i Berlinie scenariusza podziału Europy Środkowo-Wschodniej na "strefy interesów" obydwu totalitarnych mocarstw.
Józef Beck zawarł swą ocenę paktu Ribbentrop-Mołotow w trzech punktach:
"I. Nie zmienia on w niczym faktycznej pozycji Polski, wobec tego, że Polska nigdy nie liczyła na pomoc Sowietów.
II. Nie zmienia on w niczym linii polityki Polski, jak również nie narusza jej stosunków wzajemnych z sojusznikami.
III. Jest on dowodem podwójnej gry Sowietów, które z pewnością unikają pełnego zaangażowania się po stronie którejkolwiek grupy państw burżuazyjnych, widząc natomiast chętnie możliwości wojny europejskiej".
W ocenie tej nie ma ani słowa o tym, że nowo zawarty układ przynosi Polsce wielkie zagrożenie. Beck nie wiedział o istnieniu tajnego protokołu do paktu.
Żadne sprawdzone informacje o tajnym protokole nie dotarły do Warszawy.
Wiemy dzisiaj, że przekazał je I sekretarz ambasady niemieckiej w Moskwie Hans von Herwarth swojemu włoskiemu odpowiednikowi Guido Relliemu i amerykańskiemu chargé d'affaires Charlesowi Bohlenowi. Dotarły więc one do Rzymu i Waszyngtonu. Ani Włosi, ani Amerykanie nie udostępnili ich Polakom. Hans von Herwarth na pytanie, dlaczego nie poinformował o znanych sobie faktach ambasadora Grzybowskiego, odpowiedział po latach: "Nie pomyślałem o tym!" (Daran habe ich nicht gedacht!). Inne przecieki zdobyli Francuzi. Przekazał je do Paryża już 25 sierpnia po południu ambasador w Berlinie Robert Coulondre, uzyskawszy informacje "z otoczenia" Hansa Lammersa, ówczesnego szefa Kancelarii Rzeszy. 31 sierpnia minister spraw zagranicznych Francji Georges Bonnet powiedział ambasadorowi Juliuszowi Łukasiewiczowi, że ma wiadomości, iż przesądzony został los państw bałtyckich, ale kiedy Łukasiewicz zapytał, czy ma jakieś informacje o tajnych postanowieniach sowiecko-niemieckich dotyczących Polski - zaprzeczył.