http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Oskarżenie generała Okulickiego. List do redakcji.

Andrzej Wielowieyski, Ppor. 27 pp AK, działacz "S", b. poseł i senator.
2009-08-11, ostatnia aktualizacja 2009-08-11 13:12

W "Gazecie" z 31 lipca prof. Ciechanowski w sposób dość gwałtowny obarcza główną odpowiedzialnością za decyzję rozpoczęcia Powstania Warszawskiego gen. Leopolda Okulickiego, "Niedźwiadka", zastępcę szefa sztabu KG.AK. Decyzja ta miała być podjęta rzekomo na podstawie zupełnie nietrafnej diagnozy sytuacji oraz ambicji osobistych Okulickiego. Kwestionuję ten uproszczony i radykalny osąd prof. Ciechanowskiego i oczekuję w tym zakresie oceny historyków, specjalistów tego okresu.

Andrzej Wielowieyski
Fot. JACEK PIOTROWSKI
Andrzej Wielowieyski
Nowak-Jeziorański opowiadał mi o swej rozmowie z gen. "Borem", już po wydaniu rozkazu do ataku, który mu powiedział, że gdyby wcześniej otrzymał przywiezione przez Nowaka informacje o ustaleniach konferencji w Teheranie między Anglosasami a Stalinem i podziale stref wpływów - to nie wydałby rozkazu do Powstania. Mimo bowiem ostrzeżeń "Londynu", że nie należy się liczyć z pomocą wojskową z Zachodu, brano pod uwagę wsparcie polityczne aliantów. Jak wiemy, sprawa była przedmiotem ostrego sporu na zebraniu Komendy Głównej w dniu 27 lipca 1944 r. Nie tylko Okulicki, ale również szef sztabu gen. Pełczyński, który nie był słabą osobowością, oraz pułkownicy Rzepecki, Szostak i Chruściel byli za Powstaniem, podczas gdy gen. Skroczyński oraz pułkownicy Bokszczanin (zastępca szefa sztabu), Pluta-Czachowski, Muzyczka i Iranek-Osmecki (szef wywiadu) byli tej decyzji przeciwni.

"Chojracka" osobowość Okulickiego nie miała tu tak istotnego znaczenia. Wszyscy byli natomiast przytłoczeni tragizmem sytuacji. Istotne były motywy decyzji podjęcia walki. Kwestionuję znaczenie osobistych ambicji Okulickiego. Należałoby to zweryfikować w świetle wspomnień i świadectw uczestników tamtych wydarzeń.

W znanej książce sprzed ponad 30 lat francuskiego dziennikarza Steinera, który próbował w oparciu o świadectwa uczestników odtworzyć przesłanki i motywy ówczesnych decyzji z 1944 r., jest przytoczony tekst rozmowy z drugiej połowy lipca między dwoma zastępcami szefa sztabu AK - gen. "Niedźwiadkiem" Okulickim i płk. "Sękiem" Bokszczaninem. Oto słowa "Sęka": "Leopoldzie, nie lekceważ Stalina, nie jest mniej inteligentny od ciebie. Kiedy sowieckie czołgi wejdą już nie tylko na Pragę, ale nawet na Mokotów od Piaseczna, a Ty rozpoczniesz Powstanie, Stalin od razu każe się swoim wycofać". "Masz rację - odpowiedział mniej więcej "Niedźwiadek" - Stalin tak może zrobić, chociaż sytuacja strategiczna daje mu możliwości szybkiego dojścia do Berlina przy kontynuowaniu ofensywy. Ale my nie mamy alternatywy. Jeżeli bowiem Stalin zajmie Warszawę bez naszego udziału, to kilkadziesiąt tysięcy naszych żołnierzy zostanie tylko na tym terenie zgarnięte dość szybko przez NKWD. W przypadku oporu będzie walka i los tej młodzieży będzie przesądzony. Dajmy jej więc choć pewną szansę zaistnienia i uprawnionej obrony naszej suwerenności i Stolicy".

Patrząc z perspektywy wydarzeń na różnice zdań w KG.AK., przyznałbym rację tym, co uwzględniali śmiertelne zagrożenie dla całego milionowego Miasta. Ale czy można nazywać osobistym awanturnictwem argumentację Okulickiego, Pełczyńskiego i Rzepeckiego? Nim się wyda taki osąd, trzeba ukazać przewidywalne losy Armii Krajowej i całego kraju po rezygnacji z walki i ogarnięciu nas przez Armię Czerwoną.

  • 36 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    24 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':