Forumowiczom, których za bardzo poniosło, każemy ochłonąć i zakazujemy pisania na kilka dni. Recydywistów przeganiamy na dobre (choć zdarza im się wracać pod innym nickiem). Codziennie kasowanych jest do 3 proc. postów, z czego większość to spam i reklamy (tekstów chamskich, wydaje się, z roku na rok jest coraz mniej).
Nie jest to system doskonały - co ciekawe, większość skarg na opiekunów forum dotyczy ich rzekomej nadgorliwości, a nie tolerancji dla chamstwa - ale z roku na rok skuteczniejszy.
Poza tym: forum Gazeta.pl składa się z 10 tysięcy forów, a korzysta z nich ponad 3 mln użytkowników miesięcznie. Ma więc wielkość metropolii. Jak w każdym wielkim mieście, i na nim są lepsze i gorsze ulice. Na forach politycznych agresji jest i będzie więcej niż - powiedzmy - na tych o ogródkach. To odpowiednik "trójkąta bermudzkiego", można oberwać. Komu nie odpowiadają panujące tam zwyczaje i polityka moderatorów, ten po prostu nie powinien tam zaglądać. Internet jest tak różnorodny, że każdy znajdzie miejsce do rozmowy na odpowiadających mu warunkach.
4.W tekście Żakowskiego pobrzmiewa niestety tęsknota za czasami, kiedy to jakaś grupa redaktorów i wydawców decydowała o tym, co można wydrukować, wyemitować i zamieścić. A teraz, o tempora! o mores!, "na większości portali każdy może napisać, co chce".
Żakowski postuluje więc wprowadzenie mechanizmów uprzedniej kontroli wszystkiego, co tworzą użytkownicy. Powinien być jakiś "szanujący się" redaktor, który będzie "pozwalać" na druk czy emisję. I to nie tylko po to, żeby usuwać wulgaryzmy, lecz po to, żeby dyskusja sięgnęła "europejskiej normy".
Pomijając praktyczną absurdalność tej propozycji (armie moderatorów czytające miliony postów) - jest to równoznaczne z postulatem wprowadzenia cenzury. Europa, którą publicysta "Polityki" wskazuje jako wzór, nie zna instytucji cenzorów pilnujących elegancji w internecie. Podobne podejście można znaleźć tylko w Chinach.
Żakowski zdaje się nie rozumieć, że dokładnie ten sam mechanizm, który pozwala jakiemuś bałwanowi zwymyślać kogoś na forum, umożliwia też - na tych samych forach - swobodną wymianę informacji i opinii.
Fora internetowe, niezbyt czyste, pełne ostrych sądów i niepolitycznych wypowiedzi, są prawdziwe. To na nich właśnie trwają dyskusje, które najbardziej ludzi angażują i obchodzą.
O nowej drodze, która nie może się doczekać realizacji; o mobbingu w pracy, seksturystyce, o tym, jak żyć z depresją i jak radzić sobie z utratą najbliższych. Na forach ludzie dzielą się pasjami, pomagają w nauce i pracy, rozmawiają o miłościach i zdradach, wspierają w wychowaniu dzieci, w chorobie, w nieszczęściu, umawiają na wspólne inicjatywy.
Jeśli gdzieś buduje się społeczeństwo obywatelskie, to właśnie poprzez internetowe fora i blogi.
W "szanujących" się mediach tradycyjnych trwa inna debata. Na przykład w czwartek w
TVN 24 przez godzinę wałkowano taki temat: Czy Niesiołowski obraził Kaczyńskiego? Czy Kaczyński też się obraził? I czy słowo "mały" może obrażać?
Kogo to obchodzi?
5.Proponowane przez Żakowskiego porozumienie wielkich wydawców, które miałoby ukrócić chamstwo w sieci, świadczy wyłącznie o niezrozumieniu tego, że internet nie należy do Agory, ITI, Bauera i TP SA, a internauci to nie bydło, które można zakolczykować i ogrodzić. Nawet gdyby tacy czy inni wydawcy połączyli siły w zbiorowym seppuku, ograniczając dostęp do swych forów, internauci przepłynęliby gdzie indziej - w miejsce, którego reguły im odpowiadają.
6.Świat nie dzieli się na ludzi przyzwoitych oraz oszołomów broniących za każdą cenę wolności wypowiedzi. Nas też internetowy syf wkurza. Trzeba z nim walczyć, ale nie poprzez cenzurę. Nie metodami z epok minionych.
Chamstwo to jeden z elementów rachunku za internet (nie największy zresztą - znacznie poważniejszym zagrożeniem jest np. utrata prywatności). Recepty, które proponuje Żakowski, są znacznie bardziej szkodliwe niż choroba, którą rzekomo chce zaleczyć.
* Michał Olszewski jest opiekunem serwisu blogów Blox.pl
** Paweł Wujec jest dyrektorem wydawniczym w portalu Gazeta.pl