http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Opinie >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Opinie

Cenzura nie łagodzi obyczajów w internecie

Michał Olszewski, Paweł Wujec, Gazeta.pl
2009-08-10, ostatnia aktualizacja 2009-08-10 13:28

Chamstwo w internecie istnieje, ale wbrew temu, co pisze Jacek Żakowski, nie osiąga "skali, której z niczym nie da się porównać". I można radzić sobie z nim metodami lepszymi niż cenzura i ograniczanie dostępu


Rys. Jacek Gawłowski
ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Z którym poglądem się zgadzasz?

Żakowskiego: chamstwo hula w internecie
Olszewskiego i Wujca: cenzura nie ma sensu
mam własne zdanie i podziele się nim na forum

1.

Polski internet jest "chory na agresję i chamstwo", twierdzi Żakowski, powtarzając słowa "cham" i "chamstwo" 18-krotnie - ale nie podając żadnych danych.

Ale w internecie ta polska choroba osiągnęła skalę, której z niczym nie da się porównać. Bo internetową debatą na tematy społeczne, gospodarcze, polityczne i obyczajowe zawładnęła nieliczna, ale bardzo aktywna grupa chamów, debili, idiotów, nieuków i pospolitych nieokrzesanych głupków - napisał w komentarzu Jacek Żakowski



Na początek przywróćmy więc sprawom właściwy wymiar.

W internecie w ogóle publikuje się Niewyobrażalnie Wiele Treści. Tylko na Naszej Klasie dodawanych jest blisko 1 mln zdjęć dziennie i kilka milionów komentarzy do zdjęć i profili. Liczba komentarzy do artykułów i opinii na forach internetowych portali i wortali, wpisów na tysiącach forów niezależnych, blogach, mikroblogach i fotoblogach - to kolejnych kilka milionów dziennie. Dużo.

Wśród wszystkich wypowiedzi te wulgarne stanowią ułamek procentu, choć siłą rzeczy jest to całkiem sporo (Google zwraca blisko milion stron na zapytanie "chuj"). Wśród zdjęć zdarzają się takie naprawdę świńskie; wśród komentarzy pod tekstami - chamskie przytyki.

Sieć jest taka, jak ludzie, którzy z niej korzystają.



Ale trzeba znać internet wyjątkowo słabo, by twierdzić że jest ZDOMINOWANY przez "chamstwo, agresję i prostactwo". Najwięcej czasu polscy internauci spędzają na Naszej Klasie (łącznie 103 mln godzin miesięcznie). Czy to kraina chamów i prostaków?

Posłuchaj audycji na ten temat:



Publicystę "Polityki" najbardziej bulwersują komentarze do wiadomości na wielkich portalach. Ale świat polskiego internauty nie kręci się wokół politycznych newsów. Na serwisach informacyjnych portali internauci spędzają łącznie 11 mln godzin miesięcznie (to nieco ponad 1 procent całej ich sieciowej aktywności). O połowę dłużej siedzą na stronach porno. Czy to powód, by uznać, że polskim internetem zawładnęli zboczeńcy?

2.

Nieprawdą jest, że standardy w polskim internecie różnią się diametralnie od światowych. Że tam wersal i pełna kultura, a u nas kloaka.



W serwisie YouTube (największy portal wideo na świecie) w czwartkowy wieczór najpopularniejszym newsem była informacja o zatwierdzeniu Soni Sotomayor na sędzię sądu najwyższego. Pierwszy komentarz pod filmem brzmiał: "i hope she gets cancer and dies quickly, she is just too fucking ugly to be on the court. as obese as she is, , i see a stroke in her near future. just what we needed, a fucking idiot puerto rican".

Podobne wpisy nietrudno znaleźć na Yahoo, Facebooku, Twitterze, Myspace i innych wielkich serwisach zagranicznych.

Owszem, nie ma chamskich komentarzy na stronach niektórych gazet, np. "New York Timesa", ale to dlatego, że tam niemal w ogóle nie prowadzi się dyskusji z użytkownikami. M.in. z tego powodu gazety w sieci mają tak marginalne znaczenie. Internauci rzadko przywiązują się do stron, gdzie mają tylko słuchać, a nie mogą nic powiedzieć.



Prezentowana przez Żakowskiego analogia - że internetowe komentarze to odpowiednik drukowanych przez gazety listów od czytelników - jest mylna. Forum dyskusyjne nie jest jedną z wielu rubryk w gazecie, podlegającą redaktorowi naczelnemu. To osobny, kształtowany przez jego uczestników byt. Czy kiedykolwiek Anglikom przyszło do głowy obciążać królową odpowiedzialnością za słowa wypowiadane w należącym do niej Hyde Parku?

3.

Nieprawdą jest również, że właściciele i twórcy stron internetowych biernie przyglądają się, jak zalewa nas szambo wulgaryzmów. Wbrew temu, co pisze Żakowski, chamstwo pogarsza - a nie poprawia - biznes, bo odstrasza ludzi przyzwoitych i obniża jakość dyskusji. Trzeba z nim w sposób rozsądny walczyć. I to robimy.



Na przykład forum Gazeta.pl (40 tysięcy postów dziennie) jest systemem samoregulującym się, z ogromną pomocą samych użytkowników. Każdy może w łatwy sposób zgłosić do skasowania wpis, który mu się nie podoba. Każde takie zgłoszenie jest przeglądane przez administratorów forum. Mamy także kilkuset administratorów społecznych: mają uprawnienia do usuwania wpisów i działają jak białe krwinki, które likwidują agresję w zarodku.

Forumowiczom, których za bardzo poniosło, każemy ochłonąć i zakazujemy pisania na kilka dni. Recydywistów przeganiamy na dobre (choć zdarza im się wracać pod innym nickiem). Codziennie kasowanych jest do 3 proc. postów, z czego większość to spam i reklamy (tekstów chamskich, wydaje się, z roku na rok jest coraz mniej).

Nie jest to system doskonały - co ciekawe, większość skarg na opiekunów forum dotyczy ich rzekomej nadgorliwości, a nie tolerancji dla chamstwa - ale z roku na rok skuteczniejszy.

Poza tym: forum Gazeta.pl składa się z 10 tysięcy forów, a korzysta z nich ponad 3 mln użytkowników miesięcznie. Ma więc wielkość metropolii. Jak w każdym wielkim mieście, i na nim są lepsze i gorsze ulice. Na forach politycznych agresji jest i będzie więcej niż - powiedzmy - na tych o ogródkach. To odpowiednik "trójkąta bermudzkiego", można oberwać. Komu nie odpowiadają panujące tam zwyczaje i polityka moderatorów, ten po prostu nie powinien tam zaglądać. Internet jest tak różnorodny, że każdy znajdzie miejsce do rozmowy na odpowiadających mu warunkach.

4.

W tekście Żakowskiego pobrzmiewa niestety tęsknota za czasami, kiedy to jakaś grupa redaktorów i wydawców decydowała o tym, co można wydrukować, wyemitować i zamieścić. A teraz, o tempora! o mores!, "na większości portali każdy może napisać, co chce".

Żakowski postuluje więc wprowadzenie mechanizmów uprzedniej kontroli wszystkiego, co tworzą użytkownicy. Powinien być jakiś "szanujący się" redaktor, który będzie "pozwalać" na druk czy emisję. I to nie tylko po to, żeby usuwać wulgaryzmy, lecz po to, żeby dyskusja sięgnęła "europejskiej normy".

Pomijając praktyczną absurdalność tej propozycji (armie moderatorów czytające miliony postów) - jest to równoznaczne z postulatem wprowadzenia cenzury. Europa, którą publicysta "Polityki" wskazuje jako wzór, nie zna instytucji cenzorów pilnujących elegancji w internecie. Podobne podejście można znaleźć tylko w Chinach.

Żakowski zdaje się nie rozumieć, że dokładnie ten sam mechanizm, który pozwala jakiemuś bałwanowi zwymyślać kogoś na forum, umożliwia też - na tych samych forach - swobodną wymianę informacji i opinii.

Fora internetowe, niezbyt czyste, pełne ostrych sądów i niepolitycznych wypowiedzi, są prawdziwe. To na nich właśnie trwają dyskusje, które najbardziej ludzi angażują i obchodzą.

O nowej drodze, która nie może się doczekać realizacji; o mobbingu w pracy, seksturystyce, o tym, jak żyć z depresją i jak radzić sobie z utratą najbliższych. Na forach ludzie dzielą się pasjami, pomagają w nauce i pracy, rozmawiają o miłościach i zdradach, wspierają w wychowaniu dzieci, w chorobie, w nieszczęściu, umawiają na wspólne inicjatywy.



Jeśli gdzieś buduje się społeczeństwo obywatelskie, to właśnie poprzez internetowe fora i blogi.

W "szanujących" się mediach tradycyjnych trwa inna debata. Na przykład w czwartek w TVN 24 przez godzinę wałkowano taki temat: Czy Niesiołowski obraził Kaczyńskiego? Czy Kaczyński też się obraził? I czy słowo "mały" może obrażać?

Kogo to obchodzi?

5.

Proponowane przez Żakowskiego porozumienie wielkich wydawców, które miałoby ukrócić chamstwo w sieci, świadczy wyłącznie o niezrozumieniu tego, że internet nie należy do Agory, ITI, Bauera i TP SA, a internauci to nie bydło, które można zakolczykować i ogrodzić. Nawet gdyby tacy czy inni wydawcy połączyli siły w zbiorowym seppuku, ograniczając dostęp do swych forów, internauci przepłynęliby gdzie indziej - w miejsce, którego reguły im odpowiadają.

6.

Świat nie dzieli się na ludzi przyzwoitych oraz oszołomów broniących za każdą cenę wolności wypowiedzi. Nas też internetowy syf wkurza. Trzeba z nim walczyć, ale nie poprzez cenzurę. Nie metodami z epok minionych.

Chamstwo to jeden z elementów rachunku za internet (nie największy zresztą - znacznie poważniejszym zagrożeniem jest np. utrata prywatności). Recepty, które proponuje Żakowski, są znacznie bardziej szkodliwe niż choroba, którą rzekomo chce zaleczyć.

* Michał Olszewski jest opiekunem serwisu blogów Blox.pl

** Paweł Wujec jest dyrektorem wydawniczym w portalu Gazeta.pl

Źródło: Gazeta.pl

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

3.8

120 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne