http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kobieta to nie program polityczny

Magdalena Kochan*, posłanka PO
2009-08-06, ostatnia aktualizacja 2009-08-06 15:51

W mojej partii nigdy nie czułam się ani wyróżniana, ani dyskryminowana z powodu faktu bycia kobietą

<b>Magdalena Kochan, PO</b>
Fot. Wojciech Olkuśnik
Magdalena Kochan, PO
Prezes Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny Wanda Nowicka uznała na łamach "Gazety Wyborczej"(27 lipca), że: "panie z PO wcale nie martwią się tym, że są w mniejszości. Wręcz przeciwnie, pełnymi garściami korzystają z przywilejów i stanowisk, które przypadły im w udziale właśnie z tego powodu, że jest ich tam mało", oraz że: "Opór posłanek Radziszewskiej, Pitery czy Kochan przeciwko kwotom sprawia wrażenie pragmatycznej obrony swojej wyjątkowej pozycji w partii". Pragnę wyjaśnić, że w mojej partii nigdy nie czułam się ani wyróżniana, ani dyskryminowana z powodu faktu bycia kobietą. Czerpanie garściami z przywilejów i stanowisk zostawię bez komentarza, zapewniając, że ma Pani mylne pojęcie o zasadach uprawiania polityki przez członków Platformy Obywatelskiej, bez względu na ich płeć.

Co do jednego się zgadzamy - udział kobiet w polityce jest zbyt mały. Pisze Pani: "Występujemy w imieniu tych, które próbują wejść do rady gminy, sejmiku, Sejmu i innych ciał obieralnych, ale nie mają szans, bo koledzy nie wpuszczają ich na listy". Moje doświadczenia z prowadzenia kampanii wyborczych do rady gminy w 1998 r. i rady powiatu w 2002 r. - byłam wówczas przewodniczącą komitetów wyborczych - są takie, że aby namówić panie do kandydowania, trzeba było wielu, wielu rozmów, próśb i przekonywań. A i tak o ich 50-procentowym udziale nie było co marzyć. Więc jeśli znane są Pani przypadki pań chcących być radnymi lub posłankami, a niemogących wejść na listy wyborcze z powodu dyskryminacji przez panów, to proszę o kontakt. W każdym przypadku obiecuję Pani osobistą interwencję we władzach PO i stosowne zmiany na listach. Mam absolutną pewność, że podobnie zachowają się wszystkie moje koleżanki.

Bycie kobietą nie jest programem politycznym. Kobiety mają polityczne przekonania i choć łączy nas wspólny pogląd na np. niepartnerski podział obowiązków domowych czy zbyt małą liczbę miejsc w żłobkach i przedszkolach, to zdecydowanie różnimy się w sprawach aborcji, polityki podatkowej i udziału państwa w gospodarce, a droga do rozwiązań prawnych tych wszystkich kwestii różna jest dla polityczek z PiS, SLD, PSL czy PO.

Mitem jest także twierdzenie, że kobiety głosują na kobiety. Gdyby tak było, Partia Kobiet rządziłaby dzisiaj Polską. Problem w tym, że pań jest zdecydowanie za mało w partiach politycznych, a to - tak to już jest w demokracji - warunek niezbędny do uczestniczenia w walce o wejście do parlamentu. Listy wyborcze odzwierciedlają procentowy udział kobiet w partiach politycznych. Jest nas mało w tych gremiach, to i jest nas mało na listach. To właśnie zmienić trzeba przede wszystkim. Bardzo często przychodzący na mój dyżur poselski interesanci zaczynają od stwierdzenia: "Wie pani, ja nigdy nie byłam [byłem] członkiem partii". A to zaleta czy wada? - pytam nieodmiennie.

Poprzedni system ugruntował w Polakach przekonanie, że członkostwo w partii to czysty koniunkturalizm, że polityka to przywileje, stanowiska, kasa robiona bez oglądania się na innych. Trochę z tego pobrzmiewa i w Pani tekście. A polityka jest taka jak ludzie, którzy ją uprawiają - uczciwa, jeśli wspólne problemy rozwiązują ludzie prawi i odważni. Ludzie, dla których władza nie jest celem samym w sobie, ale możliwością wprowadzania w życie mądrych rozwiązań. Powie ktoś - idealizm. Tak. Idealizm. Ale jeśli powszechnie narzekamy na jakość debaty politycznej, na małość polityków - to czy nie oczekujemy poprawy życia publicznego? I nie zgadzam się z Panią, że "osoby wrażliwe nie nadają się do polityki". Właśnie takie są w niej potrzebne. Dlatego tak są potrzebne polityce kobiety. Ze swoją wrażliwością, idealizmem i twardym chodzeniem po ziemi. Ale tego nie załatwią parytety. Bo przy 50/50 można zawsze tak ułożyć listy, żeby miejsca mandatowe były dla panów, a niemandatowe dla pań. Tym, które chcą i czują się przygotowane do politycznej działalności, trzeba zapewnić wysokie pozycje na listach wyborczych. I tak też się dzieje w PO. W wyborach do Sejmu 2005 i 2007 r. zgodnie z uchwałą Rady Krajowej w pierwszej trójce wyborczej była kobieta. Jestem przekonana, że to niejedyny, ale bardzo ważny powód, dla którego mój klub parlamentarny ma największy procentowy udział kobiet. Stąd, jak sadzę, największa ilość europosłanek.

W chwili obecnej trwa dyskusja, jak jeszcze poprawić ten stan rzeczy. Najbliższa Rada Krajowa przyjmie konkretne rozwiązania. I jeszcze jedno - najtrudniejsza w demokracji jest demokracja. Wielkim szacunkiem darzę organizatorki i uczestniczki Kongresu Kobiet, choć nie zgadzam się z postulatem parytetów. Mam nadzieję, że cel wspólny - zwiększenie roli kobiet w życiu politycznym - mamy prawo osiągać innymi sposobami. Panie z Kongresu Kobiet, którego byłam uczestniczką mocno krytykowaną - parytetami, my z PO - wprowadzaniem do gremiów wybieralnych większej ilości pań, które swoją działalnością i wsparciem zachęcą kolejne.

PS Przyszły rok to rok wyborów samorządowych - najlepsza okazja do nabierania politycznych szlifów. Namawiam wszystkie panie, które mają pomysł na lepsze funkcjonowanie "małych ojczyzn", na wybór takiego komitetu wyborczego, którego program jest im najbliższy, i zaproponowanie swoich rozwiązań. Jestem pewna waszej kreatywności, więc jestem pewna waszego sukcesu. Nie mówcie, że chcecie to zrobić - po prostu to zróbcie.

* Magdalena Kochan, muzyk-pedagog, posłanka na Sejm od 2005 r., członkini Rady Krajowej PO i komisji sejmowych - polityki społecznej i rodziny oraz samorządu terytorialnego i polityki regionalnej.

  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':