1 sierpnia jest dla mnie datą szczególną, bo wydarzenia tego popołudnia, nocy i następnego poranka w 1944 roku w Warszawie, a potem kolejne dni, tygodnie i miesiące stanowią początek drogi, którą przeszedłem w życiu świadomie. Ten dzień stanowi też początek, od którego bezładne i bezkształtne wspomnienia wczesnego dzieciństwa ustępują pamięci, która jest spleciona z historią.
Tak się zdarzyło, że suterena dawnego Dworca Południowego i stłoczeni w niej ludzie, i granaty wrzucone do niej nad ranem przez niemieckich żołnierzy, i potem selekcja tych, którzy mieli zostać rozstrzelani przy barierce oddzielającej wejście na perony, i egzekucja, na którą musieli patrzeć wszyscy inni (a babcia moja w czarnej sukience w czerwone maki przyciskała mi głowę do swoich kolan, starając się zasłonić uszy i oczy) - wszystko to pozostawiło obraz niezatarty. Także wysoki młody mężczyzna skazany na egzekucję, ranny tak, że po twarzy ciekły mu wąskie strużki krwi, przypomina mi się odtąd zawsze, kiedy widzę wizerunek Pana Jezusa w koronie cierniowej. I słyszę rozdzierający płacz kobiety rzucającej się żołnierzom do nóg, aby wybłagać życie rannego. W pamięci kolejnych dni pozostał też Niemiec, ksiądz ewangelicki, który uratował nam wtedy życie, ryzykując życie swoje i swojej rodziny.
Przez kilkadziesiąt kolejnych lat starałem się być zawsze tego dnia na Cmentarzu Wojskowym. Od pewnego czasu poczułem się stamtąd wypędzony przez handlarzy pamięci, którzy rozpoczęli swój proceder od rozpowszechniania podłych i obrzydliwych wydawnictw i ulotek, a potem w inny, coraz bardziej bezwstydny sposób, zaczęli manifestować swoje polityczne sympatie i interesy. Teraz staram się tego dnia nawet wiele nie wychodzić z domu, aby nie natrafiać na różne maskarady, przebierańców i imprezy muzyczne. O, gdybyż ci, którzy czują się zawładnięci przez pedagogiczno-wychowawczą misję kształtowania zbiorowej pamięci, zechcieli całe bogactwo swoich pomysłów demonstrować raczej przy okazji rocznic takich jak Grunwald, kiedy urazić mogą tylko czyjeś poczucie estetyki, a nie żywe jeszcze i bolesne emocje, jakich objąć nie potrafi ich wyobraźnia!
Bez względu na deklarowane, a po części zapewne nieuświadomione intencje tych, którym się podoba ustanowienie 1 sierpnia świętem, chcę powiedzieć, że pomysł dekretowania pod pretekstem rocznicy Powstania Warszawskiego w całej Polsce świątecznej atmosfery bardzo mnie zabolał.