http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Potrzebne precyzyjne sondaże

Prof. dr hab. Mirosław Szreder*
2009-07-28, ostatnia aktualizacja 2009-07-28 14:23

Wyniki rzetelnie przeprowadzonego sondażu lepiej przedstawiają rozkład opinii w całym społeczeństwie aniżeli wynik wyborów

21 października 2007 r. Warszawa. Wieczór wyborczy PO. Pierwszy sondaż pokazywany o 22.55. Na pierwszym planie: Gronkiewicz-Waltz i Tusk
Fot. Aleksander Prugar / AG
21 października 2007 r. Warszawa. Wieczór wyborczy PO. Pierwszy sondaż...
ZOBACZ TAKŻE


W artykule pt. "Demokracja potrzebuje sondaży" ("Gazeta" 15 lipca) Janusz Durlik przekonuje, że wyniki sondaży w wyborach do europarlamentu były trafne, i gani polityków za ich krytykę. Autor artykułu jest prezesem zarządu Organizacji Firm Badania Opinii i Rynku (OFBOR) i dlatego nie dziwią te pochlebne opinie na temat jakości badań sondażowych. Nie podzielam wielu z tych opinii, chociaż spróbuję tu uzasadnić, że rzeczywiście demokracja potrzebuje sondaży - dobrej jakości sondaży.

Sondaże wspierają demokrację

Sondaże opinii publicznej są ważną formą komunikacji między poszczególnymi grupami społecznymi a także między rządzącymi i ich wyborcami. Dają obywatelom możliwość współuczestniczenia w rządzeniu poprzez wpływanie na decyzje parlamentarzystów i reprezentantów władzy wykonawczej. Wybory raz na cztery-pięć lat są zbyt ubogim i niewystarczającym elementem demokratycznego współrządzenia. Bez angażowania swojego czasu i bez wychodzenia z domu dzięki sondażom wyborca może się komunikować z politykami.

Warto zdać sobie też sprawę z tego, że co prawda sondaż - w przeciwieństwie do wyborów - nie ma żadnej mocy sprawczej, to jednak dobrze zaprojektowane badanie sondażowe, a nie wynik wyborczy uzyskany przy 40- lub 50-procentowej frekwencji, wyraża opinie reprezentatywnej części społeczeństwa. Wyniki rzetelnie przeprowadzonego sondażu lepiej charakteryzują rozkład opinii w całym społeczeństwie, aniżeli wynik wyborów, w których udział bierze najaktywniejsza i najbardziej świadoma, ale niereprezentatywna!) część populacji wyborców. Sprawujący władzę powinni znać priorytety i oczekiwania całego społeczeństwa, także tej jego części, która nie decyduje się na ich wyrażenie w dniu wyborów.

Tam, gdzie prowadzone są rzetelne badania sondażowe, trudniej jest utrzymać się u władzy dyktatorom, trudniej też sfałszować wyniki wyborów, gdy sondaże wskazują na rzeczywiste preferencje wyborców. W ostatnich kilku latach właśnie sondaże były przesłanką do wykrycia fałszerstw wyborów przez Slobodana Miloszevicia w d. Jugosławii i Alberto Fujimoriego w Peru.

Na sondaż można też patrzeć, abstrahując od kontekstu politycznego, jako na zbiorową opinię (mądrość) otaczających nas ludzi. Wartość tej kolektywnej opinii gotowi jesteśmy uznać za wyższą niż opinii pojedynczej osoby lub najbliższego nam otoczenia. Podobnie jak w mechanizmie ustalania ceny akcji na giełdzie, gdzie lepiej o bieżącej wartości spółki decyduje wypadkowa tysięcy indywidualnych inwestorów kupujących i sprzedających akcje aniżeli jednego lub kilku analityków. W pewnym sensie każdego z nas interesuje, co na dany temat, zwłaszcza gdy ma on wymiar społeczny, sądzą inni. Pragniemy znać opinie innych osób, aby móc własną opinię umieścić w odpowiednim kontekście. Jest to naturalna droga lepszego poznawania i rozumienia świata.

Dokładność sondaży

Sondaże oparte na losowej próbie reprezentującej całą badaną populację (najczęściej osób dorosłych) są wiarygodnym i precyzyjnym narzędziem pomiaru nastrojów i postaw społecznych, to faktem jest, że większość prognoz wyborczych opracowanych w ostatnich kilkunastu latach przez ośrodki badawcze w Polsce i w innych krajach określała z dużą dokładnością rezultat wyborów.

Średni błąd prognoz wyborczych w amerykańskich wyborach prezydenckich w latach 1956-2000 nie przekroczył 1,97 proc., tzn. był wyraźnie niższy od zakładanego błędu statystycznego (3 proc.). W Wielkiej Brytanii natomiast analogiczny błąd dla sześciu kampanii wyborczych z lat 1974-97 wyniósł 1,7 proc. Nie oznacza to, że nie było w ostatnich latach spektakularnych porażek. Zanotowały je m.in. ośrodki brytyjskie w 1992 r., błędnie prognozując zwycięstwo Partii Pracy (w rzeczywistości zwyciężyła Partia Konserwatywna i premierem został John Major), ośrodki francuskie w 2002 r. przewidujące przejście do drugiej rundy wyborów prezydenckich socjalisty Lionela Jospina (którego jednak pokonał przywódca Frontu Narodowego Jean M. Le Pen) czy też instytuty badawcze w Polsce w 2005 r., błędnie sugerujące zwycięzców wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Tego typu "wpadki" nie zmieniają jednak ogólnej tendencji umiejętnego i coraz dokładniejszego przewidywania wyniku wyborczego przez wyspecjalizowane instytuty.

O reputacji sondaży zdecyduje ich jakość, nie politycy

Po czerwcowych eurowyborach pozostaje w powszechnej opinii wrażenie małej dokładności i niezadowalającej jakości sondaży. Zamiast więc strofować polityków - jak to czyni w przywołanym na wstępie artykule Durlik ("w powyborczy poniedziałek usłyszeliśmy dobrze znaną mantrę polityków, jak to znów zawiodły firmy sondażowe") - warto przyjrzeć się skali i źródłom rozbieżności pomiędzy wynikami sondaży a rezultatem głosowania.

Otóż według Durlika średni błąd w szacunku poparcia dla PO dokonanym przez trzy pracownie (CBOS, PBS-DGA i TNS OBOP) wyniósł 4 proc. Po pierwsze, nie jest to mały błąd, ile zdaje się sugerować Autor. Po drugie, uzyskany został przy uwzględnieniu danych z niepublikowanego opracowania PBS-DGA, gdy tymczasem ostatni sondaż PBS-DGA dla "Gazety" (z 5 czerwca) pokazywał poparcie dla PO wynoszące 56 proc.

Gdyby wziąć pod uwagę tę ostatnią, opublikowaną w "Gazecie" liczbę, to średni błąd wynosi nie 4 proc., lecz 6,7 proc. Taką samą rozbieżność uzyskałby Autor, gdyby wziął pod uwagę ostatnie przed ciszą wyborczą sondaże opublikowane w trzech dziennikach: "Gazecie" (PBS-DGA), "Rzeczpospolitej" (GfK Polonia) i "Dzienniku" (Homo Homini). Średnie poparcie dla PO wyniosło w tych sondażach 51,1 proc. i było wyższe od uzyskanego w dniu wyborów o 6,7 proc. Trzeba dodać, że w przypadku pozostałych partii błąd ten był mniejszy. Pozostało jednak wrażenie, że nie po raz pierwszy ośrodki badawcze nie potrafiły zmierzyć rzeczywistego poparcia dla partii cieszącej się największym poparciem wyborców.

Sądzę, że w kolejnych czekających nas wyborach - prezydenckich 2010 i parlamentarnych 2011 - tegoroczne doświadczenia zostaną przez badaczy umiejętnie wykorzystane. Doświadczenia innych krajów pokazują, że systematycznie gromadzone i analizowane informacje o wyborcach, ich cechach demograficzno-społecznych, zmieniających się preferencjach politycznych, deklaracjach i dokonanych wyborach ułatwiają opracowanie trafnych prognoz.

Informacje te wykorzystuje się nie tylko do oszacowań braków odpowiedzi, gdy respondent nie godzi się na udział w badaniu, ale także do oceny tego, na ile prawdopodobne jest, że weźmie on udział w głosowaniu oraz do zweryfikowania, czy zagłosuje na deklarowanego w sondażu kandydata lub partię. Stosowane są procedury korekty deklarowanych preferencji wyborczych na podstawie porównania, jak w głosowała określona grupa wyborców o ustalonym wieku, wykształceniu, miejscu zamieszkania, a jak deklarowała, że zamierza głosować.

Apele do polityków o zrozumienie, "że przedwyborcze sondaże dają dobry obraz stanu opinii między wyborami", takie jak Durlika, są znacznie mniej skuteczne niż poprawa precyzji sondaży o 1 lub 2 punkty procentowe. Do tego zachęcać należy ośrodki badawcze, zamiast utwierdzać je w przekonaniu, że jest lepiej, niż się większości wydaje.

*Mirosław Szreder, Uniwersytet Gdański, kierownik Katedry Statystyki, autor "Metod i technik sondażowych badań opinii"

  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':