http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

TVP - o miliard za daleko

Dominika Wielowieyska
2009-07-21, ostatnia aktualizacja 2009-07-20 16:29

Platforma obiecała ludziom, że nie będą płacić abonamentu RTV. Ale w budżecie nie ma 938 mln zł na telewizję i radio. I o to chodzi w awanturze o ustawę medialną - a nie o tajny plan "zniszczenia mediów publicznych"

26 maja, Warszawa. Premier Donald Tusk na konferencji prasowej
Fot. Krzysztof Miller / AG
26 maja, Warszawa. Premier Donald Tusk na konferencji prasowej
Prezydent Lech Kaczyński wetuje ustawę medialną.

Prezes TVP, były neonazista Piotr Farfał zostaje, bo PiS-owi nie udało się przejąć kontroli nad telewizją publiczną.

Twórcy wieszają psy na Platformie.

Degrengolada trwa.

Czego chciała Platforma?

Dochodząc do władzy, PO deklarowała, że odpolityczni media publiczne i zniesie abonament. Zaproponuje też bardziej przejrzysty system finansowania misji publicznej. Fundusz Zadań Publicznych miałby dysponować odpowiednią kwotą na konkretne wartościowe - z punktu widzenia misji - projekty.

Zespół ekspertów pod wodzą prof. Tadeusza Kowalskiego przygotował projekt ustawy, który następnie został zmieniony w trakcie partyjnych negocjacji w Sejmie. PO starała się bowiem pozyskać poparcie SLD, obawiając się, że prezydent ustawę zawetuje i potrzebna będzie pomoc lewicy w obaleniu tego weta.

Wydawało się, że koalicja wprowadzi plan w życie. Ale niespodziewanie premier Tusk zażądał, aby wykreślić z projektu limit pieniędzy na TVP i Polskie Radio (KRRiT miała co roku wpisywać do projektu budżetu minimum 938 mln zł). Miały one zastąpić abonament. Tusk uznał, że w kryzysie TVP i Polskie Radio nie mogą mieć gwarancji tak dużych pieniędzy. Brak limitu oznaczał jednak, że media publiczne będą zdane na łaskę i niełaskę rządzącej ekipy.

Posłowie PO zrobili tak, jak prosił premier. Porozumienie z SLD zostało złamane. I rozpętała się awantura.

Platforma jest odsądzana od czci i wiary - przez opozycję i środowiska twórcze. Oskarżono ją o chęć zniszczenia mediów publicznych i działanie na rzecz stacji komercyjnych. W łagodniejszej wersji twórcy zarzucali Tuskowi, że lekceważy kulturę i nie rozumie misji publicznej.

Jakie były powody wolty Tuska? Moim zdaniem chodziło wyłącznie o pieniądze.

Platforma stała się niewolnikiem własnej obietnicy zlikwidowania abonamentu. To oznacza, że media publiczne byłyby finansowane z budżetu. To kolejny ekstra wydatek. A kasa państwa świeci pustkami. Rząd nerwowo rzuca kolejne pomysły, jak by tu dziurę budżetową załatać. A to zyskiem z NBP, a to miliardem z Funduszu Alimentacyjnego. Każdy taki pomysł to kolejna awantura. Dlatego Platforma zbytnio się nie zmartwi, jeśli nie uda się jej wprowadzić ustawy medialnej w życie. Bo teraz wolałaby, by ludzie dalej płacili na media publiczne. Ale wstydzi się do tego przyznać. Woli ogłosić, że chciała reformy mediów publicznych, tylko źli bracia Kaczyńscy i politycy SLD nie dali.

Jeśli jednak SLD zdecyduje się głosować za odrzuceniem weta i ustawa wejdzie w życie, to też dobrze. Bo w ustawie nie będzie obowiązkowych 938 mln zł.

Zniszczyć TVP?

Czy PO chce zniszczyć media publiczne? Przyjmijmy roboczo tezę PiS oraz niektórych twórców np. Wojciecha Kilara, że platformersi to banda cyników, którzy za nic mają dobra kultury narodowej. Ci cynicy musieliby jednak być też idiotami i samobójcami, by zaplanować zniszczenie mediów publicznych. Bo w efekcie PO miałaby przeciwko sobie olbrzymią część środowisk twórczych, które dotychczas z nią sympatyzowały.

Obecny chaos to raczej efekt paniki. Owszem, niektórzy z polityków Platformy uważali, że należałoby sprywatyzować jeden z kanałów TVP. Ale liderzy PO szybko się z tego wycofali (moim zdaniem niesłusznie). Poza tym prywatyzacja jednego kanału wcale nie oznacza osłabienia misji publicznej. Oznacza tylko, że mniejszy kawałek tortu będzie zarządzany przez polityków. A jednocześnie można było wzmocnić ideę misji publicznej poprzez wspomniany w projekcie ustawy Fundusz, który przyznawałby pieniądze na dobre programy misyjne. Ta część projektu wciąż zasługuje na poparcie. Bo dziś dowiadujemy się, że pieniądze z abonamentu idą na program "Gwiazdy tańczą na lodzie" i serial "M jak miłość".

Dodam też, że projekt sejmowy zakładał, iż niemisyjne programy w mediach publicznych mogłyby być przerywane reklamami. Chyba nikt nie uzna tej zmiany za niekorzystną. Wręcz przeciwnie. Taka poprawka może przynieść tej telewizji sporo pieniędzy.

Jednym z dowodów na tajny plan zniszczenia TVP i PR miały być zapowiedzi PO zniesienia abonamentu, przez co ludzie mieli przestać ten parapodatek płacić. Rzecz jest bardziej skomplikowana. Wpływy z abonamentu systematycznie spadają od 2003 roku, a wtedy chyba nikt nawet nie myślał o rządzie Tuska. Co więcej, ze sprawozdania KRRiT wynika, że to w 2006 r. Ministerstwo Finansów wysłało do izb skarbowych informację, iż nie ma podstaw do ściągania abonamentu w trybie egzekucji administracyjnej. Krajowa Rada widzi w tym jedną z przyczyn malejących wpływów z abonamentu. A wtedy PO jeszcze nie rządziła.

Powtarzany przez wszystkich postulat sprawniejszego pobierania abonamentu jest słuszny - tak samo jak słuszny jest postulat, by lepiej egzekwować podatki, mandaty i alimenty. Wszyscy domagają się tego od lat i niewiele z tego wynika. Dlatego finansowanie mediów publicznych z budżetu, zagwarantowane ustawowo na przyzwoitym poziomie, jest pomysłem optymalnym. Choć może dziś nie ma szans na realizację.

  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':