Od kilku tygodni mówi się i pisze w mediach o parytetach i kwotach, których domaga się Kongres Kobiet, tudzież znacząca część społeczeństwa. Mimo że niemal w całej Europie i w wielu krajach spoza Europy parytety lub kwoty od dawna funkcjonują, w Polsce wśród politycznych elit ciągle spotykają się z ogromną krytyką i niezrozumieniem. Bo - rzekomo - parytety są sztuczne, nie przyjmą się, upokarzają kobiety, zagrażają wolności wyboru, spowodują pojawienie się w polityce osób niekompetentnych, popsują jakość naszych wysoko wykwalifikowanych elit politycznych. No i wreszcie - po co babom władza?
Dlaczego potrzebne są parytety i jak ich bronić?
<b>Mówią</b>: <i>Parytety (lub kwoty) spowodują, że politycy wybierani będą ze względu na płeć, a nie kwalifikacje</i>.
Nieprawda. To teraz wybiera się polityków ze względu na płeć! Tradycyjnie i zgodnie ze stereotypem na listach wyborczych umieszcza się mężczyzn, i to niezależnie od ich kwalifikacji. Tymczasem to kobiety w Polsce są lepiej wykształcone, bardziej odpowiedzialne, skupione na konkretnych problemach a nie na własnych ambicjach.
Kwestia braku kwalifikacji jest problemem pozornym, również dlatego, że nie wiadomo, na czym w ogóle polegają kwalifikacje polityczne i dlaczego kobiety mają mieć ich mniej niż mężczyźni. To właśnie dzięki kwotom powstaje szansa, że o udziale w polityce będą decydowały umiejętności i zalety kandydatów, a nie ich płeć.
Mówią: O tym, czym się zajmują politycy, powinien decydować interes społeczny, a nie płeć.
Ale to właśnie płeć (męska) decyduje o tym, co uważa się za ważne w polityce, a co za marginalne. W polskim parlamencie znajduje się 80 proc. mężczyzn (w Senacie 92 proc. - prawdziwa seksmisja!), toteż nic dziwnego, że to męskie zainteresowania określają, na co mają iść pieniądze z budżetu. Pieniądze idą więc np. na Euro 2012, a nie na politykę socjalną.
Sprawy większości kobiet (zdrowie reprodukcyjne, opieka okołoporodowa, przemoc, polityka prorodzinna, kwestie alimentów) są marginalizowane, bo nie interesują posłów. Jak pokazuje doświadczenie norweskie, wystarczy przełamać liczbę 35 proc. kobiet w parlamencie, aby marginalizowane dotychczas kwestie kobiece zaczęły należeć do głównego nurtu problemów politycznych. A to jest w interesie wszystkich obywateli.
Mówią: Parytety (lub kwoty) naruszają zasadę równości i dyskryminują mężczyzn.
Nieprawda. To dotychczasowy system dyskryminuje kobiety, naruszając zasadę równości. Kwoty, przeciwnie, są skutecznym narzędziem urzeczywistniania równości. Przecież w naszym społeczeństwie ponad 50 proc. to kobiety, które nie mają dostatecznej reprezentacji. Mechanizm parytetów lub kwot dla kobiet jest jednym ze sposobów tworzenia politycznej reprezentacji społeczeństwa. Równie uprawnionym jak progi wyborcze, prawne ograniczanie wieku wyborców, decydowanie o wielkości okręgów wyborczych, rezerwowanie miejsc dla mniejszości narodowych, etc.
Mówią: To zróbmy kwoty dla łysych, bo też nie mają swojej reprezentacji! Gdyby o zarobkach pewnej grupy społecznej, ich statusie, braku dostępu do władzy, przemocy wobec nich, decydowała łysina, na pewno kwoty byłyby niezbędne, by ochronić ich interes.
Mówią: Parytety (lub kwoty) naruszają demokratyczną zasadę wolnego wyboru.
Nieprawda. To bez parytetów wolność wyboru jest ograniczona. Mechanizm parytetowy wolność poszerza, bo możemy wybierać nie tylko między mężczyznami, którzy są tradycyjnie nominowani przez innych mężczyzn, ale również między nimi a kobietami, które nigdy nie znalazłyby się na listach wyborczych, gdyby nie mechanizm kwotowy. Dotychczasowy schemat wyboru oparty jest na stereotypach, według których to mężczyźni bardziej nadają się do polityki, więc tradycyjnie eliminuje się kobiety. System parytetowy zwiększa więc wolność wyboru - o kobiety właśnie.
Mówią: Kwoty i parytety są czymś sztucznym, co się nie przyjmie.
Nieprawda. Kwoty lub parytety funkcjonują w polityce od dawna. Na przykład w ramach rządów koalicyjnych przyjmuje się określone kwoty dla partii wchodzących w koalicję. Poszczególne resorty obejmują politycy nie ze względu na ich kwalifikacje, ale ze względu na przyjęty system kwot (trzy resorty dla jednej partii, siedem dla innej, a gdy brakuje ich dla kolejnej partii koalicyjnej, sztucznie tworzy się dodatkowy resort, by wymogom politycznych kwot stało się zadość).
Mówią: Kobiety nie nadają się do polityki, bo polityka jest pełna brudów i agresji.
To właśnie parytety mogą zmienić. Jak pokazały badania CBOS (czerwiec 2009), kobiety cieszą się większym zaufaniem ze względu na pracowitość, odpowiedzialność, troskę o innych, umiejętności negocjacyjne. Im więcej kobiet w polityce, tym mniej awantur, ambicji i rywalizacji. Tym mniej brudów i agresji.
Mówią: Parytety to system, który upokarza kobiety. Kobiety nie potrzebują ułatwień, to poniżej ich godności!
Nieprawda. Stosowanie zasad sprawiedliwości nigdy nie upokarza. Parytety lub kwoty nie dają kobietom specjalnych i niezasłużonych przywilejów wynikających z płci, tylko likwidują niesprawiedliwe przywileje mężczyzn - wynikające z płci i z tradycji. Jak ktoś się czuje upokarzany, nie musi z kwot korzystać.
Mówią: Po co wam władza, i tak jesteście lepsze!