http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Demokracja potrzebuje sondaży

Janusz Durlik*
2009-07-15, ostatnia aktualizacja 2009-07-15 09:56

Nie ma innego, lepszego narzędzia poznawania nastrojów i opinii między wyborami niż sondaże. Dlatego politycy powinni o tym pamiętać i nie podważać ich wyników, jeśli im nie pasują - pisze

ZOBACZ TAKŻE
Preferencje przed eurowyborami
Preferencje przed eurowyborami
Wyniki wyborów do europarlamentu zostały przyjęte przez wszystkie cztery największe partie polityczne właściwie z zadowoleniem. Gdy europosłowie udali się w pierwsze podróże do Brukseli, warto spokojnie zastanowić się nad obrazem, jaki zostanie nam w pamięci z 7 i 8 czerwca 2009 r. Chodzi w szczególności o niedzielny wieczór wyborczy i dzień następny. Dominujące wrażenie to chaos informacyjny w mediach, nerwowe rozmowy z politykami niepewnymi mandatów, szukanie winnych i przegranych.

Rzecznik PiS Adam Bielan uznał, że największą porażkę w tych wyborach poniosły firmy sondażowe. Jako reprezentant organizacji społecznej zrzeszającej większość najdłużej działających i największych instytutów badawczych w Polsce czuję się zobowiązany do odpowiedzi na ten zarzut. Dla klarowności opisu należy wyraźnie oddzielić sondaże przedwyborcze realizowane do ciszy przedwyborczej, od tych prezentowanych w różnych stacjach telewizyjnych po zamknięciu lokali.

"Kapryśny" wyborca psuje sondaże

Analiza przedwyborczych preferencji partyjnych w badaniach firm członkowskich Organizacji Firm Badania Opinii i Rynku -OFBOR (CBOS, PBS DGA, TNS OBOP) - realizowanych na dużych, liczących ok. 1000 osób próbach reprezentatywnych w formie bezpośredniego wywiadu ankieterskiego nie upoważnia do takiej krytyki.

Przypominam, że bardzo trafnie jak na deklaracje szacowana była frekwencja, która, niestety, okazała się niska. Porównanie z rzeczywistymi zachowaniami wyborczymi także wypada nie najgorzej.

Analizowałem przykłady Niemiec i Wielkiej Brytanii - dużych krajów o ustabilizowanym systemie partyjnym i dłuższej tradycji badań. Na tle zachodnich kolegów wypadamy lepiej. Realny wynik niemieckich socjaldemokratów w eurowyborach (SPD) był dużo niższy od zapowiadanych w sondażach. Niektóre z nich dawały im 28 proc. wobec 21 proc. uzyskanych w wyborach.

W Wielkiej Brytanii nie przewidziano, że drugi wynik wyborczy uzyska Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), a nie Partia Pracy (Labour Party). Tej ostatniej w majowych badaniach dawano nawet 22 mandaty, a zdobyła jedynie 13.

Pamiętajmy, że wyniki badań obarczone są błędem pomiaru wynikającym nie z winy firm, ale ze złożonego charakteru rzeczywistości społecznej. W starej Europie następuje erozja tradycyjnych elektoratów partyjnych, a w Polsce z kolei zawsze mieliśmy do czynienia z bardzo dużą zmiennością postaw i opinii społeczeństwa. Wyborca, który jest coraz bardziej kapryśny, decyduje się w ostatniej chwili i często ukrywa swoje poglądy przed aktem głosowania, nie ułatwia pracy instytutom sondażowym. W badaniu CBOS realizowanym na przełomie maja i czerwca 2009 r. wciąż 22 proc. respondentów nie było zdecydowanych, na kandydata którego komitetu zamierza oddać głos.

Jeżeli dodamy do tego coraz większe trudności z realizacją reprezentatywnych prób z powodu niedostępności respondentów i odmowami odpowiedzi, to od przyszłych prognoz trudno oczekiwać dużej dokładności.

Nie oszczędzać na exit poll

Wieczór wyborczy przygotowany w telewizji publicznej rozpoczął się od krytycznych uwag ekspertów pod adresem TVP. Zaproszeni do studia TVP goście nie wiedzieli, jakie wyniki mają komentować. Po godz. 22.00 w trzech stacjach telewizyjnych prezentowano bardzo różne wyniki badań o odrębnych metodologiach i na ich podstawie dokonywano podziału poselskich foteli. Mieszały się obco brzmiące nazwy, jak: CATI, exit poll, sondaże PAPI, łączone z danymi z PKW. Niestety, w tym roku żadne z wielkich mediów ani też rząd nie zleciły przeprowadzenia jednego ogólnopolskiego, reprezentatywnego badania dającego prawie stuprocentową zgodność wyników z późniejszymi, oficjalnymi. Wydarzyło się to po raz pierwszy w krótkiej historii naszej demokracji i uważam, że stało się bardzo źle. Dotychczasowe doświadczenia były u nas pozytywne, a różne ośrodki realizujące te ogromne przedsięwzięcia logistyczno-badawcze tzw. exit poll (kilka tysięcy ankieterów pracuje przed zwykle tysiącem wybranych lokali) wywiązywały się z tego zadania bardzo dobrze.

Po części można zrozumieć przyczyny tego rodzaju oszczędności: kryzys ekonomiczny, spodziewana niska frekwencja, późne zamknięcie lokali wyborczych. Jednak edukacja i zachęcanie obywateli do głosowania przez niemal niezwłoczne pokazanie wiarygodnego efektu aktu wyborczego warte są ceny tego jednego specyficznego pomiaru. Z powodu jego braku doszło do pomieszania wszystkich możliwych języków opisujących dane z badań. W TVP prezentowano zamówione w TNS OBOP badanie typu exit poll., ale TVP zamówiła jedynie badanie w pięciu wybranych okręgach wyborczych. TNS OBOP precyzyjnie oszacował wyniki głosowania na zamówionych obszarach. Natomiast zupełnie niepoprawne i wprowadzające w błąd było porównywanie częściowych rezultatów z wynikami ogólnopolskimi ogłoszonymi przez PKW lub inne ośrodki.

Na zlecenie TVN 24 firma Millward Brown SMG/KRC przeprowadziła badanie telefoniczne w dniu wyborów z 7 tys. posiadaczy telefonów stacjonarnych i komórkowych. W skali kraju osiągnęła bardzo zbliżony rezultat do oficjalnego dla partii. Niestety, potem dobrze wytypowano nazwiska tylko 36 z 50 zdobywców mandatów, ponieważ rozdzielanie mandatów (dla partii, które otrzymały co najmniej 5 proc. ważnych głosów w skali kraju) odbywa się ostatecznie w okręgach za pomocą skomplikowanej procedury rachunkowej. Ten typ badania nie daje więc podstaw do ogłaszania zwycięstwa bądź porażki konkretnych kandydatów.

W powyborczy poniedziałek usłyszeliśmy dobrze znaną mantrę polityków, jak to znów zawiodły firmy sondażowe. Te nieuprawnione sądy zwiększają nieufność do badań, co przekłada się na wzrost liczby odmów udzielenia wywiadu ankieterom i pogarszanie reprezentatywności próby. W rezultacie obniża się jakość wyniku. Od naszych politycznych reprezentantów oczekujemy zupełnie innych zachowań. Powinni oni zachęcać respondentów do brania udziału w badaniach profesjonalnych instytutów.

Partie są i będą chętnymi konsumentami sondaży. W demokratycznych społeczeństwach nie ma innego, lepszego narzędzia poznawania nastrojów i opinii między wyborami. Od doświadczonej rodzimej klasy politycznej oczekujemy zrozumienia, że przedwyborcze sondaże dają dobry obraz stanu opinii publicznej przed aktem wyborczym. Jednak rzeczywisty rezultat nie zależy od sondaży, ale od aktywności polityków i jakości ich kampanii.

Natomiast w dniu każdorazowego święta demokracji, w wyborczy wieczór, jeżeli wiarygodne wyniki mają się ukazać przed konferencją PKW, musi być zamówione i zrealizowane ogólnopolskie badanie wyborców wychodzących z lokali.

*Janusz Durlik - socjolog, prezes zarządu OFBOR (Organizacja Firm Badania Opinii i Rynku), zastępca dyrektora fundacji CBOS (Centrum Badania Opinii Społecznej)

***

Co to jest exit poll?

Exit poll to badanie przeprowadzane w dniu głosowania z osobami opuszczającymi lokale wyborcze. Osoby wychodzące z wylosowanego do badania lokalu wyborczego są proszone o zaznaczenie na ankiecie - odwzorowującej kartę do głosowania - na kogo oddały swój głos. Informacje są zbierane przez cały dzień i systematycznie przesyłane do centrum obliczeniowego. Szacunkowe wyniki wyborów uzyskuje się tuż po zamknięciu lokali wyborczych.

  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':