Lidia Ostałowska, "Gazeta Wyborcza": Minister finansów szukał oszczędności. W funduszu alimentacyjnym, znalazł ponad miliard. Skąd ta kwota? Przecież samotnym rodzicom się nie przelewa. Renata Iwaniec: To pieniądze zaoszczędzone na pracujących matkach. Latem 2007 r., niedługo przed wyborami parlamentarnymi, posłowie kłócili się, komu przyznać alimenty z funduszu. Posłanka PO Elżbieta Radziszewska nalegała, by wypłacać je tylko dzieciom z tych rodzin, w których dochód na osobę nie przekracza 500 zł.
Z troski o budżet? - Nie tylko. Platforma i
SLD powtarzały: "Państwo nie jest ojcem". Na szczęście poprawka przepadła. Stanęło na 725 zł.
To wystarcza? - Jestem nauczycielką. Wychowuję dwóch synów. Przekraczam próg o trzy złote. Weźmie pielęgniarka parę dyżurów, żeby kupić dziecku buty, weźmie trzynastkę i też się nie mieści. Takich kobiet są dziesiątki tysięcy.
Skąd propozycje aż tak niskich progów? - Ze złego wyliczenia liczby świadczeniobiorców.
To nie wiadomo, ile dzieci wychowuje się w rodzinach niepełnych? - Wiadomo, prawie pół miliona. Ale posłowie krzyczeli, że ludzie dla alimentów zaczną się masowo rozwodzić, więc świadczeniobiorców przybędzie. Bzdura. Alimenty z funduszu to nie to samo, co dawna zaliczka alimentacyjna, która należała się każdej samotnej osobie z dzieckiem. Alimenty z funduszu są kredytem. Ktoś, kto ociąga się z płaceniem na dzieci, zaciąga u państwa dług. Jeśli nie zwraca pożyczki, ma kłopoty z komornikiem. Posłowie nie uwierzyli. Przyjęli niski próg, żeby zapewnić alimenty 600 tys. dzieci ewentualnych rozwodników.
Ile dzieci dostaje dziś alimenty z funduszu? - O wiele mniej, bo około 290 tys. ze 190 tys. rodzin. Dlatego pieniędzy zostało. Minister nas z nich ograbił. W Polsce obywatel zawsze dostaje po tyłku.
Gorzkie. - Mamy prawo do rozczarowania. W 2007 r. od posłów wszystkich ugrupowań słyszałyśmy: jeśli to wy, samotne matki, macie rację i pieniędzy zostanie, to po roku działania funduszu progi zostaną podniesione. Posłanka Danuta Jazłowiecka (PO) zapewniała nawet, że fundusz obejmie wszystkie dzieci z niepełnych rodzin, jak Platforma wygra wybory.
Kryzys. Chyba się nie łudzicie? - Martwimy się o przyszłość. Miliard, który rząd chce zabrać w tym roku, pewnie w przyszłym roku już się w budżecie nie pojawi. A to oznacza kłopoty. Dawniej przyznawano dzieciom średnio po 270 zł alimentów. Teraz mnóstwo matek stara się o podniesienie tej kwoty. Sądy zdają sobie sprawę z kosztów utrzymania i idą im na rękę. Rzadko która bierze mniej niż 500 zł. A tyle wynosi maksymalna wypłata z funduszu. Przy wyliczeniach, ile pieniędzy trzeba na wypłaty, nikt nie uwzględnił tych podwyżek.
Potrzeby funduszu wzrastają? - Od października do grudnia 2008 r. jego wydatki wyniosły 235 mln zł. Od stycznia do marca 2009 r. - blisko 265 mln zł. Chodzi o to, że kłopoty budżetu państwa matki odczują na własnej skórze. Już dziś zdarzają się opóźnienia w wypłatach. Pieniądze wpływają nie piętnastego, ale np. trzydziestego dnia miesiąca. Jak przeżyć dwa tygodnie, kiedy ma się w kieszeni zero? Jeżeli w przyszłym roku z powodu kolejnych złych wyliczeń miliard nie wróci do funduszu, to środków na alimenty zabraknie. I wtedy takie sytuacje staną się nagminne.