http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak wymusić dobrą wolę?

Rozmawiała Agnieszka Kublik
2009-06-12, ostatnia aktualizacja 2009-06-12 12:25

Powinna być sankcja za łamanie sumienia dziennikarzy. Rozmowa z Jackiem Żakowskim

Agnieszka Kublik: Sejm wpisał do ustawy medialnej, tak jak chciałeś, klauzulę sumienia dla dziennikarzy. A nawet dwie klauzule. To dobrze?

Jacek Żakowski, dziennikarz "Polityki": Oba przepisy są dobre. Ten autorstwa PO mówiący "o poszanowaniu niezależności i swobody wypowiedzi dziennikarza" idzie bardzo daleko, bo właściwie odbiera media redaktorom i przekazuje je dziennikarzom. Myślę, że Sejm, uchwalając go, pewnie nie do końca sobie zdawał sprawę, co robi.

Gdyby świat wyglądał tak, jak jest w tym przepisie, to byłaby to rewolucja w mediach. Wróciłyby one do sytuacji - bliskiej mojemu ideałowi - pośrednika w kontakcie między autorem a odbiorcą. Przestałyby być produktem bezimiennej machiny. Zniknąłby stan, w którym nikomu nieznani redaktorzy, dyrektorzy wydawniczy, szefowie korporacji decydują o treści gazet czy programów. Ale moim zdaniem to tylko zapis dobrej woli. Trudno go będzie wymusić.

Wymusić na kim?

- Na prezesach telewizji, redaktorach naczelnych, żeby szanowali niezależność, swobodę wypowiedzi dziennikarzy. Bo każdy dziennikarz ma prawo w granicach własnego rozumu mówić to, co chce.

Nie to, co chce, ale to, co jest zgodne z zasadami etyki dziennikarskiej, czyli prawdę.

- Tak. Ten przepis oznacza, że kiedy powstaje konflikt - np. w ocenie sytuacji, czy jakieś zdarzenie jest ważne, czy nieważne i czy powinno się znaleźć w głównym wydaniu "Wiadomości", czy nie - prawo swobody wypowiedzi dziennikarskiej jest ważniejsze od prawa redaktora.

Ale co to znaczy w praktyce? Pamiętasz polityczną komisarz, dyrektor Agencji Informacji w TVP Patrycję Kotecką? Abp Michalik skarcił PiS za brak chęci ochrony życia poczętego. Kotecka chciała wyciąć fragment tego kazania, ponieważ był krytyczny wobec tej partii. Mogłaby to zrobić, gdyby te przepisy wówczas obowiązywały?

- Nie mogłaby tak po prostu kazać dziennikarzowi wyciąć ten fragment. Myślę, że gdyby powstał między nimi spór, musiałaby się odwołać do kolegium redakcyjnego.

O kolegium redakcyjnym nic w tych przepisach nie ma.

- Nie ma, ale otwierają furtkę do szukania rozwiązania w takiej konfliktowej sytuacji. To dobry pretekst, by powrócić do decyzji podejmowanych kolegialnie przez zespół redakcyjny, a nie przez dyrektora, który - jak Patrycja Kotecka - uważa, że jest najmądrzejszy, i reprezentuje jedyny słuszny interes najsłuszniejszej partii.

Nie wystarczy, że dziennikarz zaprotestuje i powoła się na ustawę i powie, że to, czego chce od niego szef, jest niezgodne z jego sumieniem?

- Mój postulat tak daleko nie szedł. Chciałem tylko, żeby nie można było dziennikarza zmusić do przekazywania informacji, o których fałszywości jest przekonany, czyli do kłamstwa. Posłowie poszli dalej: nie tylko że nie można dziennikarza zmuszać do kłamstw, ale może on powiedzieć wszystko, co chce.

O tym, jakie jest to "wszystko", powinny decydować kolegia redakcyjne. Może trzeba wprost w ustawie napisać: decyzje w mediach publicznych mają charakter kolegialny. To nie jest spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, gdzie tylko prezes podejmuje decyzje.

Szef np. "Wiadomości" ma zawsze pytać zespół, co ma się ukazać w głównym wydaniu dziennika?

- Nie, ale jeśli się pojawi konflikt, powinien się odwołać do kolegium.

Ustawa nie przewiduje żadnych konsekwencji za złamanie tych przepisów. Np. za łamanie dziennikarskiego sumienia. To dobrze?

- Te przepisy nazywają to, co jest minimum przyzwoitości w mediach. A co - niestety - wyparowało.W bardzo wielu redakcjach są ludzie, którzy podpisują to, co piszą im szefowie, politycy. Bardzo często dziennikarze dostają tezy do artykułu i piszą "pod to" własne teksty.

Ustawodawca, wpisując do ustawy, że istnieje niezależność wypowiedzi i sumienie, przypomina, że to jest dziś problem naszego zawodu. Niedobra jest ta wytworzona norma, że dziennikarz wykonuje polecenia szefa. Nawet Stowarzyszenie Dziennikarzy w którymś ze swoich projektów umieściło przepis, że dziennikarz ma obowiązek przestrzegać linii redakcji. Co to znaczy? Że ma nie pisać tego, co wie i myśli, tylko to, co myśli jego szef? To jest deprawowanie dziennikarzy.

Bardzo się cieszę z tych przepisów, które Sejm wprowadził do ustawy, tylko widzę problem, co zrobić, by były egzekwowalne.

  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':