Pan doktor
Marek Edelman jest znany przede wszystkim jako bohater powstania w getcie warszawskim i jego przywódca po śmierci Mordechaja Anielewicza, także jako uczestnik Powstania Warszawskiego oraz jako osoba zaangażowana w obronę praw człowieka w Polsce i na świecie. Należy podkreślić jednak, że osiągnięcia doktora Edelmana jako lekarza i naukowca są również warte zapamiętania. Jego dzieje spisała Hanna Krall w słynnej książce "Zdążyć przed Panem Bogiem". Powstały jego liczne biografie - np. Rudiego Assuntina i Włodka Goldkorna "Strażnik. Marek Edelman opowiada" czy wydana ostatnio autorstwa Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetki "Marek Edelman. Życie. Po prostu". Sam Marek Edelman jest autorem książki "Getto walczy. Udział Bundu w obronie getta warszawskiego" (1945).
Niezwykłą i piękną biografią Marka Edelmana można by obdzielić kilka osób. Jego losy są związane nierozerwalnie z historią Polski, z walką o niepodległość, o godność, o życie i zdrowie człowieka. Życie przydzielało mu różne role, a jego niezwykła osobowość sprawiała, że były to role pierwszoplanowe. Niezależnie od tego, czy była to rola przywódcy powstania w getcie warszawskim, opozycjonisty, bojownika o prawa człowieka, czy lekarza i naukowca doktor Marek Edelman był zawsze sobą; bezkompromisowy, odważny, pozornie szorstki, ale działający zawsze w obronie człowieka.
Odrzucał piękne słowa, działał zgodnie ze swoimi zasadami, postawę, która nam się dziś wydaje niezwykła i bohaterska, uważał za oczywistą, jedyną możliwą w tych czasach. Doświadczył największej katastrofy XX wieku, Holocaustu i drugiej wojny światowej. Dla naszego pokolenia, które nie przeżyło koszmaru wojny, druga wojna światowa, okupacja i eksterminacja Żydów jest lekcją historii, o której trzeba dobrze pamiętać. On tę historię pisał własnym życiem.
Po wojnie Marek Edelman ukończył
studia medyczne na Wydziale Lekarskim łódzkiej Akademii Medycznej i zrobił specjalizację z kardiologii. Jego doświadczenia wojenne sprawiły, że życie człowieka było dla niego najwyższą wartością, a zdrowie pacjenta było warte podjęcia każdego wysiłku. Do 1967 r. pracował w Klinice Chorób Wewnętrznych AM, następnie na oddziale kardiochirurgii w Klinice Wojskowej Akademii Medycznej.
W marcu 1968 r. w okresie nagonki antysemickiej został wyrzucony ze szpitala ze względu na swe pochodzenie. Wywołało to międzynarodowy skandal z powołaniem we Francji Komitetu Obrony Marka Edelmana. Dzięki pomocy ludzi dobrej woli zaczął pracować na oddziale wewnętrznym Szpitala im. M. Madurowicza w Łodzi. Pytano go później, czy nie myślał wtedy o wyjeździe z Polski. Odpowiedział: "Nikt mi nie będzie narzucał, co ja mam robić i gdzie mam żyć. Każdy powinien żyć tam, gdzie jest mu lepiej, gdzie ma coś do zrobienia". W tych słowach kryje się cały Marek Edelman - niezależny, wolny od patosu, wielkich słów i gestów. Miał wiele do zrobienia w Polsce, w szpitalu, w medycynie. W późniejszym okresie został ordynatorem oddziału intensywnej opieki medycznej w Szpitalu im. Pirogowa w Łodzi, gdzie wielokrotnie podejmował pionierskie działania ratujące życie i zdrowie ludzkie. Z tego okresu pochodzi jego książka naukowa "Zawał serca: z doświadczeń oddziału intensywnej terapii Szpitala im. dr. M. Pirogowa w Łodzi" wydana w roku 1975.
Mimo zaangażowania w pracę w opiece zdrowotnej nic mógł pozostać obojętny na zachodzące w Polsce zmiany polityczne. W latach 70. naraża się władzom komunistycznym, podpisując "List 101 intelektualistów" protestujący przeciwko zmianom w konstytucji dotyczącym przewodniej roli PZPR i formalnie uzależniającym Polskę od Związku Radzieckiego. W późniejszym okresie doktor Marek Edelman staje się członkiem Komitetu Obrony Robotników. Dla niego KOR to było to samo co Bund; te same ideały, wartości: braterstwo, sprawiedliwość społeczna, walka z dyktaturą. Według lidera KOR Jacka Kuronia łódzkie ośrodki tego ruchu skupione były wokół Marka Edelmana. Jako lekarz i ordynator oddziału zapewniał on opiekę medyczną represjonowanym robotnikom z Radomia i Ursusa oraz ich rodzinom. Nie zawahał się przyjmować ich na swój oddział, miał odwagę przeciwstawić się
SB, które indagowało go, dlaczego leżą u niego ludzie spoza Łodzi. Mówił: "Patrzę na człowieka, nie na papiery".
W roku 1980 doktor Marek Edelman zostaje jednym ze współzałożycieli "Solidarności". W następnym roku jedzie do Gdańska jako delegat na zjazd "Solidarności". W stanie wojennym, 13 grudnia, zostaje internowany i osadzony w więzieniu w Łęczycy. Aresztowanie to wywołało taką falę protestów (w jego obronie interweniował między innymi kanclerz Niemiec Willy Brandt), że już po trzech dniach Marek Edelman został uwolniony.
Postępowanie doktora Marka Edelmana cechuje zawsze odwaga i niezależność na przekór panującej koniunkturze. Przykładem takiego postępowania było odrzucenie udziału w uroczystości 40. rocznicy powstania w getcie zorganizowanej przez ekipę generała Jaruzelskiego. Doktor Edelman wyjaśnia, że panujące w kraju poniżenie i zniewolenie jest zaprzeczeniem tego, o co walczyli bojownicy ŻOB - o życie w godności i wolności. W roku 1988, w 45. rocznicę powstania w getcie, organizuje on niezależne obchody, w których wzięło udział 100 tys. ludzi i które stały się jedną z najważniejszych manifestacji po stanie wojennym.
Nie sposób wymienić wszystkich działań doktora Marka Edelmana w opozycji demokratycznej i w obronie praw człowieka. Można przypomnieć tylko niektóre. Jako członek komitetu obywatelskiego przy przewodniczącym NSZZ "Solidarność" przewodniczy komisji zajmującej się współpracą z mniejszościami narodowymi. Bierze udział w obradach Okrągłego Stołu w podzespole ds. służby zdrowia. W okresie wyborów 1989 r. organizuje kampanię wyborczą do parlamentu. Działa w ROAD, Unii Demokratycznej, Unii Wolności oraz Partii Demokratycznej.
Doktor Marek Edelman przez całe swoje życie nie zaprzestał pracy na rzecz tych, którzy doznawali niesprawiedliwości, którym działa się krzywda. W latach 90., w okresie konfliktu na Bałkanach, włączył się w obronę ludności Sarajewa (jedzie tam dwukrotnie z konwojem pomocy humanitarnej). Na miejscu, po zapoznaniu się z sytuacją w Kosowie, z pełnym zaangażowaniem broni jego mieszkańców, apelując o wprowadzenie żołnierzy NATO, żeby powstrzymać masakrę. Występuje w tej sprawie przed Parlamentem Europejskim. Pisze dramatyczny list do przywódców krajów NATO: "Aby nie powtórzyło się to, czego byłem świadkiem w warszawskim getcie, apeluję do was, przywódców wolnego świata, abyście nie poprzestali na nalotach i wprowadzili do Kosowa żołnierzy. Tylko obecność wojsk NATO może uchronić Albańczyków przed ludobójstwem''. To na jego opinię powoływał się prezydent Clinton, uzasadniając konieczność interwencji zbrojnej w Kosowie, by chronić prawa człowieka. Można przypuszczać, że głos Edelmana miał rozstrzygające znaczenie dla powstrzymania ludobójstwa w tym rejonie. Dzięki niemu świat wypowiedział wojnę w obronie praw człowieka.
Wierny swym zasadom Marek Edelman protestuje przeciw czystkom etnicznym w Ruandzie i Zairze, dyskryminacji w RPA i Izraelu, a także aktom przemocy wobec Romów w państwach demokratycznych, w Polsce czy Czechach.
Dzięki takiej postawie może być uważany za wzór obywatela świata. Świat też uznał jego wybitne zasługi w obronie demokracji. Dr Edelman został uhonorowany doktoratami honoris causa przez Uniwersytet Yale (1989) oraz Uniwersytet Medyczny w Łodzi (2007). Został odznaczony najwyższym polskim odznaczeniem - Orderem Orla Białego (1998), a także Orderem Komandora Legii Honorowej, najwyższym odznaczeniem francuskim nadawanym wybitnym i zasłużonym osobistościom (2008). Otrzymał też honorowe obywatelstwo Łodzi (2000) i Warszawy (2007).
W ciągu 20 lat opublikował w medycznych czasopismach polskich i międzynarodowych ponad 40 prac. Stopień doktora nauk medycznych uzyskał w 1957 r. na uczelni medycznej w Łodzi, na podstawie rozprawy pt. "Leczenie ciężkiej niedomogi krążenia dużymi dawkami sterydów". Realizując kolejny etap rozwoju naukowego, otworzył na przełomie 1967 i 1968 r. przewód habilitacyjny na Akademii Medycznej w Krakowie. Były to czasy nasilenia fali antysemickiej i Marek Edelman wybrał Kraków, licząc na niezależność naszego środowiska medycznego od nacisków politycznych. Praca habilitacyjna nosiła tytuł "O niektórych mechanizmach obrzęku płuc". Pomimo znakomitych recenzji i pozytywnie przeprowadzonego kolokwium habilitacyjnego dr Edelman nie uzyskał stopnia doktora habilitowanego. Wniosek wydziału lekarskiego dotyczący nadania tego stopnia został przesłany do Centralnej Komisji, która nigdy na niego nie odpowiedziała. Z przyczyn politycznych, nie merytorycznych, nie został zatwierdzony wniosek dotyczący habilitacji, było to postępowanie niesprawiedliwe i nieuczciwe.
Jest jakiś symboliczny wymiar w tym, że dzisiaj Senat i władze uniwersytetu nadają doktorowi Edelmanowi zaszczytny tytuł doktora honoris causa naszej Alma Mater, uczelni, która przeprowadziła kiedyś pozytywnie jego przewód habilitacyjny.
Jako lekarz doktor Marek Edelman był uczniem profesora Jerzego Jakubowskiego, od którego przejął i udoskonalił podejście do diagnostyki pacjenta. Dr Edelman stawiał na pierwszym miejscu doświadczenie i obserwację chorego. Tak uczył swoich studentów: "Dobry doktor to taki doktor, który spojrzy na pacjenta i coś mu to przypomina. To nie jest jakiś tani cudowny dar. Trzeba umieć obserwować pacjenta i mieć zdolność kojarzenia". Jest to ponadczasowy i zawsze aktualny sposób traktowania medycyny jako sztuki opartej na rzetelnej wiedzy. Doktor Edelman docenia postęp w medycynie, również w dziedzinie diagnostyki, w nowoczesnych metodach obrazowania, ale zawsze podkreśla, że to podmiot; pacjent jest dla niego kluczem do rozwiązania zagadki choroby. Mówił: "Teraz człowieka sprowadza się do kawałka maszyny. A tak nie jest. Bo człowiek to wyjątkowa bestia. Nie bez powodu było tak: ewolucja, ewolucja i nagle człowiek. Szympans ma prawie takie same geny jak człowiek. A jaka różnica!".
Doktor Edelman współpracował ze słynnym kardiochirurgiem profesorem Janem Mollem w przeprowadzaniu pionierskich operacji kardiologicznych. Był uczestnikiem pierwszego w Polsce przeszczepu serca. Aby ratować chorych z zawałem serca, wspólnie z profesorem Mollem opracowali i zastosowali po raz pierwszy z sukcesem metodę zabiegu arterializacji żył wieńcowych w zaawansowanej postaci choroby niedokrwiennej serca. Praca dotycząca tej formy leczenia została opublikowana w prestiżowym czasopiśmie "Journal of International Surgery".
Jednak Marek Edelman działał nie tylko jako kardiolog. Położył ogromne zasługi w profilaktyce raka piersi u kobiet. To on rozpropagował w Łodzi przesiewowe badania mammograficzne oraz wczesne badania histologiczne umożliwiające natychmiastową diagnostykę tego nowotworu. Dzięki temu uratował wiele kobiet.
Jego działalność jako lekarza wynika z wcześniejszych doświadczeń, bo dobrze znając śmierć, czuł większą odpowiedzialność za życie. Wiedział, że każda szansa jest ważna, nawet ta najmniejsza. Leczenie było dla niego formą walki o życie, o zdrowie chorego. Nigdy nie oddawał pola, starając się przedłużyć życie, zmniejszyć cierpienie, dbać o godność pacjenta do końca. Najlepiej znana jego wypowiedź dotyczy właśnie jego postawy jako lekarza: "Pan Bóg chce zgasić świeczkę, a ja muszę szybko osłonić płomień, wykorzystujcie Jego chwilową nieuwagę. Niech się pali chociaż troszkę dłużej, niż On sobie życzył".
I w tych słowach jest cały Marek Edelman, odważny, niepokorny, szlachetny, ceniący ludzkie życie jako najwyższą wartość.
Jest człowiekiem niezwykle skromnym, prostolinijnym. Nie pasuje do współczesnego świata pełnego wygody i koniunkturalizmu. Mówi i robi zawsze to, co uważa za słuszne, nie zważając na opinie innych, często narażając się przez swą nieustanną aktywność w obronie człowieka. Doktor Marek Edelman zmusza nas stale do zastanowienia się nad naszą obojętnością, biernością, strachem. Pokazuje, jak być człowiekiem przyzwoitym, bohaterskim, mądrym i nie tracić przy tym radości życia. Przypomina, że "nie chodzi o to, aby iść do celu, chodzi o to, by iść po słonecznej stronie życia".
Pragnę podkreślić, że przyjmując doktora Marka Edelmana w poczet doktorów honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego, honorujemy człowieka, który całym swym życiem zaświadcza, że można być idealistą bez głoszenia pięknych haseł i bohaterem bez patosu.
Prof. dr hab. Jolanta Jaworek jest dziekanem Wydzialu Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Jagiellońskiego