http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Naturalnie, kulturalnie, naukowo

Janusz A. Majcherek*
2009-05-29, ostatnia aktualizacja 2009-05-29 14:34

Dogmatyzm, bezkompromisowość, odmowa debaty - tak zachowują się często uczestnicy sporu o o społeczny i polityczny status homoseksualistów. Z różnych obozów

ZOBACZ TAKŻE
Skandal związany z przyjazdem do Polski zaprzysięgłego pogromcy homoseksualizmu i homoseksualistów Paula Camerona oraz wygłaszanymi przezeń prelekcjami wyzwolił falę dyskusji i polemik. Ich uczestnicy zbyt łatwo przypisują sobie reprezentowanie stanowiska naukowego i obiektywnego, a swoim antagonistom - ideologicznego i tendencyjnego. Spór jest w istocie głównie ideologiczny, a w każdym razie - pozanaukowy.

Jeszcze dwadzieścia kilka lat temu każdy standardowy podręcznik i poradnik seksuologiczny rutynowo kończył się listą i analizą zboczeń (dewiacji, patologii) seksualnych, otwieraną zwykle przez homoseksualizm. Dotyczy to także opracowań najbardziej znanego polskiego seksuologa, który ponadto twierdził (np. w książce "Eros, natura, kultura"), że homoseksualizm u zwierząt w warunkach naturalnych nie występuje, przez ludzi może zostać nabyty w różnych okolicznościach - homoseksualiści zdają sobie sprawę ze swej nienormalności, wstydzą się jej i pragną ją przezwyciężyć, co jest możliwe dzięki różnym metodom terapeutycznym.

Dziś takie stanowisko i taki pogląd uchodzą za kwintesencję homofobii i obskurantyzmu. Ów seksuolog też się z niego wycofał.

Czy jednak w ciągu ostatniego ćwierćwiecza dokonano tak doniosłych ustaleń naukowych, które kazały całkowicie odrzucić ówczesne twierdzenia i przyjąć przeciwstawne im, czy może pogląd na kwestię homoseksualizmu zmienił się pod wpływem czynników pozanaukowych?

Francis Fukuyama zauważył niedawno (w książce "Koniec człowieka"), że lewica przyjmuje, jakoby homoseksualizm był wrodzony i niemodyfikowalny, dlatego homoseksualistów należy spokojnie pozostawić samym sobie, natomiast skłonność do zbrodni i zachowań przestępczych jest wynikiem oddziaływania środowiska społeczno-kulturowego, które można (a nawet trzeba) zmieniać, a przestępców (także zbrodniarzy) poddawać resocjalizacji. Innymi słowy: niektórzy ludzie rodzą się ze skłonnościami homoseksualnymi, ale nikt z przestępczymi. Prawica uważa zaś dokładnie przeciwnie: kto ma skłonność do przestępstw, ten powinien siedzieć jak najdłużej w więzieniu, bo resocjalizacja jest daremną fikcją, natomiast homoseksualizm to perwersja, którą można i należy leczyć.

Spór więc dotyczy tego, co jest wrodzone i niezmienne, a co nabyte i usuwalne.

Wrodzony? Nabyty?

Na łamach "Gazety", na marginesie relacji z pobytu i pogadanek Paula Camerona, Sławomir Zagórski (8 maja) przyznał, że nie ma jednoznacznego potwierdzenia wrodzonego (genetycznego) uwarunkowania homoseksualizmu, sporna jest możliwość nabycia tej skłonności w wyniku homoseksualnego uwiedzenia. Wyniki dotychczasowych badań są niejednoznaczne, a szczegółowe analizy pozwalają co najwyżej na stwierdzenie, że to raczej sprawa biologii niż psychologii, choć "naukowcy wciąż poruszają się tu w sferze hipotez", a niektóre dane świadczą o wpływie sytuacji rodzinnej.

To rzetelne przedstawienie sprawy. Lecz jeśli tak, jeżeli istnieje choćby minimalna możliwość wpływu czynników zewnętrznych, pozagenetycznych na preferencje seksualne, to np. postulat przyznawania parom homoseksualnym prawa adopcji i wychowywania dzieci staje się jeszcze bardziej kontrowersyjny, niż się wydaje. A gdy homoseksualiści twierdzą, że orientacja seksualna jest zawsze wrodzona i nigdy nie może zostać zmieniona w wyniku oddziaływania czynników zewnętrznych, należy to przyjmować z rezerwą i ostrożnością. Twierdzenie bowiem, że coś jest rezultatem czynników naturalnych, zatem zgodne z naturą, stanowi współcześnie jedną z metod perswazyjnych.

Paradoks w tym, że do niedawna to prawica uznawała prymat natury i powoływała się na naturalny porządek rzeczy oparty na prawie naturalnym, a lewica głosiła fikcyjność pojęcia niezmiennej natury ludzkiej oraz plastyczność człowieka i natury (przyrody), umożliwiającą swobodne ich przekształcanie (lewica radykalna postulowała program stworzenia "nowego człowieka" oraz całkowitego przeobrażenia stosunków międzyludzkich i procesów zachodzących w przyrodzie).

Naturalizacja światopoglądu lewicowego nastąpiła mniej więcej w tym samym czasie co naturalizacja homoseksualizmu i wiązała się z ekspansją ideologii ekologicznej. Kult naturalności, naturyzmu, tego, co naturalne, stał się jednym z doktrynalnych filarów współczesnej lewicy.

Prawica trochę z konieczności, trochę pod wpływem swoich konserwatywnych skłonności przeszła na pozycje kulturalistyczne i broni tradycyjnej kultury, w której nowinki propagowane przez ekologów, feministki czy ruchy gejowskie traktowane są z podejrzliwością czy wręcz wrogością.

Lewica głosi zatem, że dobre jest to, co zgodne z naturą, a prawica - że dobre jest to, co zgodne z tradycyjną kulturą.

Naturalne nie znaczy akceptowalne

Argumentacja naturalistyczna nie musi być jednak przekonująca, a tym bardziej rozstrzygająca. Nawet jeśli zgodzimy się, że jakieś zachowania, postawy czy skłonności są rezultatem działania czynników naturalnych, nie znaczy to, że mamy je akceptować. Wybitny etolog Konrad Lorenz ustalił powszechne istnienie w przyrodzie (naturalny charakter) agresji wewnątrzgatunkowej. Czy to oznacza, że mamy ją jako naturalną afirmować wewnątrz gatunku ludzkiego, a więc w relacjach międzyludzkich? Czy teoria ewolucji filogenetycznej uzasadnia darwinizm społeczny?

Podobnie jest ze skłonnościami seksualnymi. Czy gdyby okazało się, że trafna jest koncepcja "samolubnego genu" (kierującego ludzkimi zachowaniami naturalnego dążenia do maksymalnie licznego powielenia własnego genotypu), powinniśmy aprobować nieograniczoną aktywność seksualną i liczbę partnerek jako "naturalną"?

Czy monogamia i w ogóle równość płci jest właściwa, jeśli za "naturalną" uznać omal nieograniczoną możliwość zapładniania kobiet przez mężczyznę, a ograniczoną liczbę ciąż kobiety? Czy to świadczy, że poligamia jest bardziej "naturalna" od monogamii? A czy pojawienie się menstruacji nie jest "naturalnym" symptomem zdolności do prokreacji, czyli aktywności seksualnej, zatem karanie za czynności seksualne z 13-14-letnimi dziewczynkami jest sprzeczne z naturą?

Człowiek jest nie tylko istotą biologiczną (naturalną), ale także kulturową (kulturalną). Kultura rządzi się odmiennymi prawami niż natura, bywa od niej odstępstwem, a nawet jej przeciwieństwem. Kultura często ogranicza, hamuje, poskramia naturę. To kultura wyznacza, co (także spośród naturalnych skłonności) jest aprobowane, a co nie.

Kultura w przeciwieństwie do natury jest tworem ludzkim, dlatego podlega uzgodnieniom, negocjacjom i kompromisom. Jeśli ktoś zajmuje stanowisko dogmatyczne i bezkompromisowe, odmawiając dyskusji i uzgodnień (a w sporze o społeczny i polityczny status homoseksualizmu i homoseksualistów przytrafia się to nie tylko jednej stronie), ten przysparza szkód kulturze - co najmniej kulturze politycznej.

Jak jest, a jak ma być

Ekspansywna naturalizacja współczesnej kultury zachodniej udzieliła się także środowiskom konserwatywnym, również w kwestiach związanych z seksualnością. Kościół katolicki od pewnego czasu zaczął głosić prymat "naturalnych" metod w zakresie ludzkiego rozrodu i potępienie wszelkich "nienaturalnych" sposobów zapłodnienia (np. in vitro) czy antykoncepcji (np. prezerwatyw).

W ten sposób instytucja, która przez wieki w swej doktrynie okazywała pogardę dla ludzkiej cielesności, fizjologii, naturalnych skłonności (co w zakresie seksualności znalazło wyraz w dogmacie o niepokalanym poczęciu), teraz propaguje kopulację jako jedyną dopuszczalną formę seksualności i reprodukcji.

W tym samym czasie lewica - w kwestii homoseksualizmu stojąca na gruncie "naturalności" - w zakresie metod rozrodu głosi afirmację wszelkich sztucznych technik zapłodnienia i antykoncepcji.

Oczywiście Kościół katolicki, a z nim konserwatywni ideolodzy i doktrynerzy, uważają homoseksualizm za "nienaturalny", gdy lewica przeciwnie. Lecz, jak powiedziano, spór dotyczy nie tylko tego, co jest naturalne, lecz także, które z ewentualnych naturalnych skłonności mamy aprobować, a które nie.

To już jednak problem nie tego, jak się rzeczy mają, lecz jak się mieć powinny. Tym, jak się rzeczy mają, zajmuje się nauka (i ma z tym kłopoty), ale tego, jak się mieć powinny, nauka nie ustala i ustalić nie może.

Powoływanie się w tych kwestiach na argumenty nauki jest nieuczciwe i nieprzekonujące, niezależnie od tego, która ze stron ideologicznego w swej istocie sporu to czyni.

* Janusz A. Majcherek jest profesorem w Instytucie Filozofii i Socjologii krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego

  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':