http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie opowiadajcie bajek o piciu za PRL

Rozmawiał Paweł Smoleński
2009-05-29, ostatnia aktualizacja 2009-06-02 10:39

Kiedyś ludzie okłamywali się, że piją przez Ruskich. Dziś okłamują siebie, że przez kapitalizm. Ilość wypijanego alkoholu jest podobna jak 20 lat temu. Zmieniła się za to struktura klasowa. Rozmowa z Wiktorem Osiatyńskim

Picie zawsze wygląda smutno. Na zdjęciu - picie w Szczecinie jesienią 2008 r.
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG
Picie zawsze wygląda smutno. Na zdjęciu - picie w Szczecinie jesienią 2008 r.
ZOBACZ TAKŻE

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Po publikacji rozmowy z Januszem Głowackim "Bida musi pofolgować" (22 maja) zadzwonił do mnie Wiktor Osiatyński. Zapytał, czy jest szansa, by odkręcić to, co - jego zdaniem - narozrabialiśmy. Zdało mi się, że po takim komunikacie wybałuszyłem oczy.

- Sądzę, że to ciekawa rozmowa - powiedziałem nieśmiało.

- Ciekawa? - usłyszałem. - Co pan, znakomita... No i dlatego nawywijaliście.

Jeszcze nie rozumiałem.

- Heroizujecie pijaństwo.

- Ani, ani, panie profesorze. A opowieść o dokumencie Marka Piwowskiego "Korkociąg" filmującym nawet ostatnie stadia delirium i agonię poalkoholową? A przypomnienie "Pętli" Marka Hłaski, gdzie końcem jest samobójstwo? I ta opowieść spod stoczni Lenina z tamtego Sierpnia, gdy alkoholik wylewa wódkę, bo dzieją się rzeczy naprawdę wielkie? To był prawdziwy heroizm.

- Niby tak - odrzekł. - Lecz gdy dwóch takich facetów jak "Głowa" i pan rozprawia, jakie to PRL-owskie picie było zabawne, robi się ludziom wodę z mózgu. Niech pan pomyśli o młodych, kochających Zdzicha Maklakiewicza za rolę w "Rejsie", uwielbiających anegdoty o Janku Himilsbachu. Co oni z tego wyciągną? Że gorzała jest OK! Maklakiewicz i Himilsbach umarli na alkoholizm. Tego u was nie ma.

Nie zgodziłem się, bo nie sądzę, by Janusz Głowacki przedstawił PRL-owskie pijaństwo i w ogóle pijaństwo wszelakie w wesołych barwach. Ale uznałem, że taka interpretacja rozmowy też jest do sensu. Chciałem pogadać o pijaństwie z Wiktorem Osiatyńskim. Bo jest mądrym człowiekiem, lubię go i szanuję. Akurat on wie na ten temat tyle co mało kto. Patrzy zaś na gorzałę z tej drugiej, ciemnej strony. Tej strony, daj Bóg, nigdy nie poznam.

***

Wiktor Osiatyński: Żeby była pełna jasność: nie piję wiele lat, ale nie jestem żadnym przeciwnikiem alkoholu.

Mogę pomóc, jeśli ktoś zechce, bo ma problem taki jak ja i chciałby się z nim uporać. Ale kupuję alkohol w prezencie dla znajomych czy żony, rozwożę ludzi po przyjęciach, nie mam z tym najmniejszego problemu. Ale trochę cierpnie mi skóra, gdy heroizuje się alkoholowy sposób bycia i życia, gdy pijaństwo, nawet PRL-owskie, wspomina się jak coś radosnego, zabawnego, mówi się o ludziach znanych, o bohaterach zbiorowej wyobraźni i o ich alkoholowych przygodach jak o czymś fajnym. A przecież te historie trzeba opowiadać do końca. Na końcu jest zawsze dno. Dzisiaj statystyki pokazują, że po alkohol sięgają coraz młodsi, nawet dzieci. Młody człowiek nie ma ani odporności fizjologicznej, ani psychicznej, by ustrzec się przed alkoholizmem. Dlatego groźne jest, gdy kultura heroizuje picie. Bo każdy chciałby być jak elita - to jest fajne, ciekawe, imponujące.

Paweł Smoleński: To jak wspominać PRL-owskie pijaństwo?

- Życie z alkoholem nie było wcale takim zabawnym, imponującym obrazkiem. Brałem w tym udział, kilkanaście lat spędziłem w SPATiF-ie i w Ścieku i mogę powiedzieć parę rzeczy na drugą nóżkę.

Po pierwsze - koszta. Te czysto fizyczne wyglądają tak, że połowa z nas już nie żyje. Mieszkałem kilka lat w osiedlu Groty, które w Ścieku nazywano trójkątem bermudzkim. Na jednym rogu mieszkał Jonasz Kofta, na drugim - Irek Iredyński, na trzecim - ja. Jak ktoś się tam zawieruszył, mógł tygodniami koczować, bo zawsze u kogoś można było się napić. Dwa stożki tego trójkąta już nie żyją. Mnie się udało, bo wyjechałem do Ameryki. Tam się parę razy upiłem, lecz nikt się mną nie zachwycał, bo mnie wolno, bo jestem dziennikarzem i naukowcem, tylko postawiono do pionu i doradzono leczenie. Nazwiska tych, którzy nie żyją, mógłbym sypać garściami: Wojaczek, Mętrak, Grochowiak, wielu, wielu innych. Umierali na alkoholizm, często niezdiagnozowany.

Może życie barwne, twórcze jest warte takiego poświęcenia? Mówi się, że Winston Churchill po pijanemu wygrał wojnę.

- Pewnie Stalin też był często pijany. Być może w prowadzeniu wojen alkohol nie przeszkadza. Tak samo jak w bójkach.

Churchill miał jeszcze dwie Nagrody Nobla.

- To bardzo ładnie brzmi. Jeśli ktoś szuka usprawiedliwienia dla swojego picia, zawsze znajdzie postać jakiegoś alkoholika, któremu się udało. Ale większość z nich długo nie pożyła. Jeśli ktoś zakłada sobie, że wystarczy mu 20 lat życia, to bardzo proszę. I na początku to może być jakoś fajne. Ale na końcu jest zawsze prostackie pijaństwo, rzygowiny, brudna posadzka. Albo historia jak z "Pętli" Marka Hłaski sfilmowanej przez Wojciecha Hassa. Zresztą samemu Hłasce alkohol też nie pomógł. Wie pan, bogiem alkoholika jest kelner. Będzie uśmiechał się, nalewał, lecz na końcu zawsze wystawi słony rachunek.

  • 2
  • 50 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów