http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Oj dana, dana, blog to nie folklor

Rozmawiała Miłada Jędrysik
2009-05-26, ostatnia aktualizacja 2009-05-25 16:58

Może jest jakiś związek między prawicowością a kategorycznością ocen? Może poglądy bardziej zniuansowane nie nadają się na blog? - rozmowa z prof. Wojciechem Sadurskim, blogerem*


Fot. Ng Han Guan AP
W internecie wrze. "Dziennik" zaatakował popularną blogerkę Katarynę i blogerów w ogóle, że ich anonimowość jest wygodną przykrywką dla inwektyw, hipokryzji i niejasnych gier interesów. Przy okazji Katarynę zdekonspirował. Internauci są oburzeni, ale czy prawo do prywatności jest tu rzeczywiście wartością nadrzędną?

Wojciech Sadurski: Media mają prawo ujawniać tożsamość osób, które są w centrum zainteresowania publicznego, ale może to być niewłaściwe i nieprzyzwoite. Generalnie powinniśmy respektować powody, dla których bloger chce pozostać anonimowy.

Prawdopodobnie w sądzie żaden dziennikarz nie przegrałby sprawy o ujawnienie tożsamości, ale jeśli zrobiłby to tylko dla sensacji, to byłoby to moralne nadużycie.

Inna sprawa, gdy istnieje ważny interes społeczny - np. gdyby dziennikarz odkrył, że osoba pisząca pod pseudonimem jest dwulicowa, w życiu prywatnym zachowuje się niezgodnie z poglądami, które głosi publicznie. Ale w przypadku Kataryny tak nie było.

W krajach autorytarnych anonimowość chroni przed prześladowaniami, ale jaki ma sens w demokracjach?

- Sam miałem starcie z Kataryną, kiedy zaatakowała znaną polską poetkę za jej wiersze z czasów stalinowskich. Napisałem wtedy, że pewne ostre poglądy należy jednak wygłaszać z otwartą przyłbicą. Dziś nie powiedziałbym, że anonimowość jest wadą. Ma wielkie zalety i jest już nierozłączna od blogosfery.

Nie można sobie wyobrazić jej całkowitego wyeliminowania i chyba nie byłoby to dobre. Pozytywną stroną anonimowości jest ochrona piszącego - nie tyle przed prześladowaniem, bo żyjemy w państwie demokratycznym, ile przed negatywnymi reakcjami środowiska, przed zemstą. To ochrona wszystkich poglądów, które są niepopularne albo skutkowałyby negatywnymi sankcjami społecznymi, gdyby tożsamość autora została ujawniona.

Np. bloger gej, który nie chce ujawnić swej orientacji.

- Ta funkcja anonimowości jest ważnym czynnikiem ochrony wolności słowa. Umożliwia udział w dyskursie publicznym tym ludziom, którzy nie odważyliby się w nim uczestniczyć, gdyby musieli swą tożsamość ujawnić.

Po stronie negatywów jest oczywiście to, że anonimowość nie sprzyja odpowiedzialności za słowo. Zza zasłony mogę wykrzyczeć jakiekolwiek inwektywy, oskarżenia pod adresem innych. Jednak czym innym jest prawo do anonimowości, które respektuję, a czym innym kwestia przyzwoitości. Jeśli chce się komuś uczynić zarzut bardzo ostry, to powinno się z anonimowości zrezygnować.

Jeśli każdy może na blogu napisać wszystko, to plotki i pomówienia funkcjonują na równi z faktami.

- Wierzę w wolny rynek idei i informacji. Inaczej czytamy teksty anonimowe niż te podpisane. Anonimowość jest sygnałem dla czytelnika, żeby kontrowersyjną treść brać ostrożnie. Poza tym , natychmiastową odpowiedzią na każdy tekst nieprawdziwy czy zawierający treści niewiarygodne będzie kilkanaście sprostowań, krytyk czy polemik.

W prasie "zawodowej" również są tytuły mniej lub bardziej wiarygodne. Czytelnicy to dobrze wiedzą.

Prowadzi pan blog na portalu Salon24, gdzie przeważa publiczność prawicowa i każdy wpis pana, centrolewicowego liberała, jest ostro, czasem brutalnie atakowany. Po co to panu?

- Wciągnęły mnie pewne zalety blogu, których nie daje normalna prasa. Po pierwsze, pokusa natychmiastowości, to, że między pojawieniem się pomysłu a opublikowaniem tekstu, mogą upłynąć minuty. W prasie autorzy, którzy nie są zawodowymi dziennikarzami, muszą czekać - nawet miesiąc. To ogromnie frustrujące. Pojawiają się nowe okoliczności, zmienia się poglądy.

Natychmiastowość jest pokusą niesamowicie silną. Wielokrotnie zdarzyło mi się zastanawiać, czy nie napisać czegoś do "Gazety" albo "Rzeczpospolitej", ale potem myślałem sobie - przecież to za 10 minut już może być w przestrzeni publicznej, a za 20 minut będę miał prawdopodobnie kilkanaście komentarzy.

Po drugie, na blogu człowiek jest swoim własnym redaktorem, cenzorem. Nikt nie stoi pomiędzy mną a czytelnikiem. Nie miałem nigdy wielkich problemów w prasie z ingerencją w teksty, ale czasem mogą wypaczyć myśl nawet ingerencje stylistyczne.

A może pan po prostu lubi być w ogniu polemicznej walki?

- Musiałbym być masochistą, a nie jestem. Czasem te ataki internautów rzeczywiście bolą, czasem są nieprzyjemne. Gdybym pisał na lewicowym portalu, to przekonywałbym przekonanych. W Polsce zdecydowana większość aktywnych blogów ma charakter prawicowy. Może ci ludzie mają więcej czasu, może w tej chwili prawica jako formacja myślowa jest bardziej dynamiczna? Lewica gdzieś się schowała. Jest w fazie schyłkowej, zdemoralizowana, rozbita. Choć są też w Polsce świetni blogerzy, część z nich anonimowa, którzy mieszczą się w liberalno-lewicowym centrum.

A może jest jakiś związek między prawicowością a kategorycznością ocen? Może poglądy bardziej zniuansowane, siłą rzeczy, nie nadają się na blog. Bo blogowi potrzebna jest kategoryczność, wyrazistość.

  • 49 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':